Maciej Kabsch: Firma AMG produkuje dziś rocznie tysiące samochodów i jest rozpoznawalna na całym świecie. Chyba nikt z okolic Stuttgartu nie wróżył jej takiego sukcesu 47 lat temu, gdy zakładało ją w garażu dwóch inżynierów-zapaleńców?

PETER KUBIENA: Z pewnością nie. Markę AMG, czyli Aufrecht Melcher Großaspach, założyli w 1967 roku Hans Werner Aufrecht i Erhard Melcher w miejscowości Großaspach. Początkowo chcieli zbudować po prostu jeden samochód: wyczynową wersję Mercedesa 300 SEL z 6,8-litrowym silnikiem i wystawić ją na wyścigach. Wykonali niezłą robotę i pojawiły się zlecenia na ich kolejne projekty. W latach 70-tych i 80-tych tworzyli różne sportowe wersje Mercedesów do wyścigów na torze, albo na specjalne zamówienie klientów. Najsłynniejszym z nich był chyba Mercedes 300 E 5.6 AMG z 1987 r., przez pewien czas pozostający najszybszą limuzyną na świecie.

Energię małej wytwórni szybko dostrzegł sam Mercedes, z którym podpisaliśmy w 1990 r. porozumienie o stałej współpracy. To był dla nas prawdziwy przełom, bo od tej pory nasze auta można było kupić czy zamówić w salonach Mercedesa na całym świecie. Pod koniec XX w. koncern Daimler-Benz stał się właścicielem 51 proc. udziałów naszej firmy, która nazywa się już oficjalnie Mercedes-AMG.

W naszej obecnej fabryce w Affalterbach już projektujemy i produkujemy nowe sportowe Mercedesy: po supersportowym SLS-ie przyszła kolei na model AMG GT. Faktycznie więc, od czasów słynnego garażu panów Aufrechta i Melchera w Großaspach, firma pokonała bardzo długą drogę.

Jak wam się udało stać się czymś więcej, niż tylko kolejnym uznanym tunerem Mercedesa, jakim jest dziś np. Brabus?

- Cóż, koncern z pobliskiego Stuttgartu na pewno szybko zauważył, że AMG nie sięga po auta innych marek. Pracuje tylko nad wyczynowymi wersjami jego własnych modeli i świetnie mu to wychodzi. Gdy w latach 80-tych Daimler-Benz AG zaczął na nowo się zastanawiać, jakiego rodzaju sportowych samochodów potrzebuje i czy nie przydałaby mu się własna, ściśle wyczynowa marka, AMG okazał się idealnym kandydatem na jego sportowy brand. 

Oczywiście dla ludzi pracujących w AMG było to absolutnie niezwykle wydarzenie. Czy można sobie wyobrazić coś lepszego, niż scenariusz, w którym twoja mała firma staje się częścią Mercedesa, uznanego na całym świecie za wyznacznik jakości, zachowuje przy tym własną tożsamość i zaczyna firmować swoją nazwą najbardziej sportowe modele spod trójramiennej gwiazdy? To było jak spełnienie snu.

Jaka jest dokładnie różnica między tunerem, a taką firmą jak AMG?

- To dla nas bardzo dla nas ważne, że jak wspomniałeś, nie jesteśmy już tunerem Mercedesa, ale jego sportową marką. Tuner bierze na warsztat gotowe auto z fabryki i je przerabia. My już opracowujemy nowe Mercedesy AMG zupełnie samodzielnie. SLS i AMG GT zostały w całości opracowany w naszej firmie. Nie mają części, które wzięliśmy z innych fabryk koncernu i tylko zmodyfikowaliśmy. 

A jak to jest np. z C-klasą AMG?

- To innego rodzaju dobry przykład, bo gdy patrzysz na C-klasę od AMG, myślisz sobie, że to normalna C-klasa, ale stuningowana - z mocniejszym silnikiem i np. innymi zderzakami czy elementami wnętrza. Ale tak naprawdę w środku to zupełnie inny samochód. Tylko pomyśl, w Affalterbach montujemy do modelu C 6,3-litrowy silnik, ale przecież nigdy byś nie zmieścił takiej wielkiej jednostki do normalnej C-klasy. Nie dokonałby tego żaden tuner. My to możemy zrobić, bo udział AMG w produkcji tego modelu rozpoczął się już we wczesnej fazie jego projektowania. Nasza wersja została przewidziana już na samym początku.

Mercedes AMGfot. Mercedes-Benz

W waszej fabryce nad budową każdego silnika czuwa od początku do końca ten sam inżynier. Po robocie przykleja na nim plakietkę z własnym podpisem. Czy robi to np. po to, aby było wiadomo, kto jest odpowiedzialny za każdą wkręconą śrubkę?

- Zasada ?jeden człowiek - jeden silnik? to nie tylko sposób organizacji linii produkcyjnej, ale cała filozofia naszej marki. Dzięki niej jesteśmy pewni, że nasi technicy, ludzie pracujący w wytwórni, są całkowicie oddani temu, co tworzą. 

Przez lata przekonaliśmy się, że nie da się osiągnąć takiej samej relacji ludzi z tworzonymi przez nich maszynami przy produkcji całkowicie zautomatyzowanej. W AMG mechanicy lubią swoją pracę i wkładają w nią całą swoją energię, bo każdy z nas czuje się kluczową częścią zespołu. Wszyscy, którzy tu pracują, albo starają się o pracę, traktują to zajęcie jako coś wyjątkowego. I wiemy, że nie odnaleźlibyśmy tego w żadnej innej fabryce. 

Relacja ludzi z tworzonymi przez nich maszynami... Sięgacie myślami do jakichś niemieckich, średniowiecznych tradycji rzemieślniczych?

- Praca i dzieło są dla naszych techników zasadniczą sprawą, a głównym budowniczym silnika oczywiście nie zostaje się od razu. Każdy z inżynierów, przed rozpoczęciem budowy konkretnego modelu, najpierw przechodzi długie szkolenie. Następnie czeka go pewna ceremonia...

Właśnie o to pytałem...

- Podczas ceremonii mechanik składa podpis, umieszczany później na drukowanych specjalnie dla niego plakietkach, które będą przyklejane na zbudowanych przez niego osobiście silnikach. Jedną z tych plakietek każdy technik bierze sobie na pamiątkę. Możesz sobie wyobrazić, jak ważną pamiątką staje ona w jego domu...

Każdy klient może napisać e-mail do osoby, która składała mu silnik i podzielić się spostrzeżeniami na temat jego pracy czy dźwięku?

- Nawet lepiej. Raz lub dwa razy w tygodniu odbieram e-maile od osób z całego świata, które chciałyby osobiście porozmawiać z mechanikiem swojego silnika. I często korzystają one z tej możliwości, przyjeżdżając do Affalterbach. Przychodzą do fabryki i mówią np.: ?Chciałbym porozmawiać z panem Maxem Müllerem, który zbudował 5,5-litrowe V8 biturbo dla mojego S Coupé?. 

Nasi technicy często też dokumentują swoją pracę na Facebooku czy Instagramie, gdzie obserwuje ich bardzo wiele osób - w tym klientów, którzy np. podsyłają im zdjęcia swoich silników.

Przywiązujecie w AMG ogromną wagę także do dźwięku swoich maszyn. Na waszej linii produkcyjnej jest specjalne miejsce, w którym drobiazgowo sprawdzacie jego barwę przy różnej liczbie obrotów. I bardzo chwalicie się tą ?muzyką? w internecie.

- Silniki z Affalterbach brzmią jak trzeba, bo samochód nie tylko służy do przejazdu do pracy czy ścigania się, ale i ma dostarczać kierowcy jak najwięcej pozytywnych emocji. 

Sam przyjeżdżam Mercedesem AMG każdego ranka do naszej fabryki. Wsiadam pod domem do samochodu i po przekręceniu stacyjki cieszę się jak dziecko, bo mogę rozkoszować się tą muzyką, która się wydobywa spod maski.

Traktujecie swoje silniki jak muzyczne instrumenty?

- Nie do końca, ponieważ w dźwiękach wydobywających się spod maski Mercedesa AMG nie ma niczego sztucznego. Silnik niczego nie udaje i spełnia swoją rolę. Jego dźwięk jest oczywiście bardzo istotny, tak jak moc czy oszczędność. Niektóre marki starają się jednak sztucznie ?podrasować? dźwięk swoich maszyn, ale my nie znosimy takiego podejścia. 

Podobno wasi inżynierowie często podśmiewają się z "podrasowywania" dźwięku silników innych marek z waszego regionu.

- Ja podaruję sobie komentowania tej sprawy... [śmiech]

A ogólnie rzecz biorąc, samochodowych inżynierów na południu Niemiec pracuje bardzo wielu... AMG to przykład średniej wielkości niemieckiej firmy, która jeszcze przed przejściem pod skrzydła Daimlera-Benza zdołała zrobić niemałe zamieszanie w świecie sportów motorowych.

- To prawda.

Nie trzeba być wielkim koncernem, by wejść na tak wymagający rynek? Skąd to się bierze, że na niemiecki przemysł motoryzacyjny składa się tak wielu średniej wielkości podwykonawców, a cały świat chce kupować wasze produkty?

- W Niemczech historycznie zawsze mieliśmy wielu inżynierów. To jest być może głównym powodem, dlaczego właśnie tu przez ponad sto lat mogły się ukształtować takie marki jak Mercedes, Porsche czy BMW. Na pewno odegrał w tym rolę specyficzny system edukacji. Obecnie na całym świecie kształci się dyplomowanych inżynierów, ale sto lat temu była to praktyka specyficznie niemiecka i właśnie z tego kraju szła dalej w świat. 

Takim firmom jak AMG bardzo pomaga też działający u nas system praktyk, w którym młodzi ludzie bardzo szybko wdrażają się w środowisko firmy, w której chcieliby kiedyś pracować. Już w szkole średniej wchodzą do tego zakładu i otrzymują wiedzę, co po kolei muszą zrobić, aby im się to udało. 

I właśnie w takim środowisku projekty typu AMG mogły złapać wiatr w żagle, z małej garażowej firmy przekształcić się w ważną część globalnego i bardzo wymagającego przemysłu. AMG jest chyba najlepszym przykładem tego typu niemieckiego success story.

Może to była też kwestia wiary w siebie?

- Absolutnie tak.