Jeden z najpopularniejszych motoryzacyjnych show telewizyjnych - Fast N' Loud na Discovery Channel - to w rzeczywistości reality show. Właściciel warsztatu Richard Rawlings i główny mechanik Aaron Kaufman wraz z ekipą zamieniają stare gruchoty w perełki. Mają na to dwa tygodnie, a kamery obserwują ich przez 24 godziny na dobę. Byliśmy w ich motoryzacyjnej jaskini - Gas Monkey Garage w Dallas w Teksasie - żeby pogadać, jak to możliwe, że są tak szybcy i skuteczni.

Czym różni się wasz warsztat od innych?

Richard: Tempem pracy. Działamy niewiarygodnie szybko. Zapewne nie robilibyśmy samochodów w dwa tygodnie pod klienta, gdyby nie program.

Nie odbija się to na jakości?

Aaron: Musimy poświęcić czasami trochę jakości dla szybkości. Jestem dumny prawie ze wszystkich naszych wozów, ale musimy pójść na pewne ustępstwa, żeby realizować harmonogram i nie przekraczać budżetu.

To musi być frustrujące.

Aaron: Jest jak cholera. Cały czas. Ale pokaż mi pracę, która cię nie frustruje!

Zdarza się wam skończyć auto i stwierdzić, że nie działa tak, jak chcieliście?

Aaron: Ciągle. Jest tyle możliwości pomyłki... Poza tym ciśniemy ostro naszych ludzi. Czasami niedoróbki wychodzą dopiero, kiedy samochód rusza po raz pierwszy. To trochę loteria, bo nie wiesz, czy po jeździe testowej nie będzie trzeba rozbierać samochodu przez następne kilka dni, żeby znaleźć, co jest z nim nie tak.

Jakie to uczucie, kiedy sprzedajecie samochód?

Richard: Ulga, czasami. Ja chciałbym je wszystkie zatrzymać, ale przecież nie na tym polega ten interes. Jeśli zarabiam na samochodzie, to jestem zadowolony, jak nie - lekko smutny. Ale zawsze fajnie zająć się następnym wozem. Czasami tracimy na kilku samochodach po kilkaset dolarów, ale na następnym zarabiamy 20 tys.

Aaron: Ja lubię, kiedy fajny samochód trafia w dobre ręce. Wierzę w to, że istnieje coś takiego jak właściwy samochód dla konkretnej osoby.

Co lubicie bardziej: jazdę odrestaurowanym samochodem czy sprzedaż po dobrej cenie?

Richard: Mam tylko cztery czy pięć samochodów, które uważam za swoje, i nie są na sprzedaż. Lubię stare samochody różnych marek, potrafię znaleźć coś seksownego prawie w każdym modelu. Ale biznes jest najważniejszy. Zawsze to, co zarobię, wkładam z powrotem do interesu, ryzykuję z kolejną sztuką.

Ale w sumie zarabiacie mnóstwo kasy...

Richard: Owszem, budujemy czasami naprawdę drogie samochody, ale przede wszystkim robimy rzeczy, które mają inspirować dzieciaki. Wiesz, ojciec i syn... pracujący razem nad samochodem. Niektóre programy przed nami robiły podobne rzeczy, ale zawsze widz miał wrażenie, że to nie dla niego, że nie zbuduje samochodu za 300 tys. dolarów. U nas jest inaczej, chcemy inspirować młodych ludzi.

Chcemy też, żeby ludzie pragnęli przerabiać samochody, tak aby odzwierciedlały ich osobowość. Dzisiaj trend w sprzedaży samochodów jest taki, że potrzebujemy samochodów, które zawiozą nas z punktu A do B i są bezpieczne. Coraz mniej samochodów produkuje się pod osobowość człowieka. Trzeba więc sobie zrobić je samemu.

Oceniamy, że to, co my potrafimy zbudować w dwa tygodnie, przeciętny facet mający rodzinę i obowiązki może zrobić w rok we własnym garażu.

A wy zaczynaliście od robótek w domowym garażu ze swoimi ojcami?

Richard: Tak zaczynał Aaron. Ja zawsze lubiłem samochody, sprzedawałem je i kupowałem, nawet będąc nastolatkiem. Zawsze chciałem mieć lepszy samochód.

Jedenaście lat temu sprzedałem firmę reklamową i postanowiłem zająć się czymś, co zawsze było moim hobby, a jednocześnie wydawało się dobrym interesem. Chciałem już wtedy zbudować ogólnoświatową markę, i ten plan powoli się ziszcza.

Nie obawiacie się, że popularność może odebrać wam radość z pracy w warsztacie?

Richard: Ja jestem do niej stworzony. Poważnie, radzę sobie nieźle. Jesteśmy najpopularniejszym programem w tym segmencie telewizji, jesteśmy coraz więksi, szykują się nowe niespodzianki.

Staram się zbudować firmę, markę, a nie tylko program telewizyjny. Jestem przedsiębiorcą zajmującym się wieloma rzeczami, a ta jest jedną z nich.

To znaczy, że będzie więcej warsztatów Gas Monkey?

Richard: Na pewno będą restauracje na całym świecie. Mamy już trzy. Może też będą inne warsztaty Gas Monkey, ale raczej nowe programy oparte na tej marce i postaciach. Teraz siedzę w biznesie restauracyjnym i okazało się, że to działa. Może pojawią się książki kucharskie związane z garażem?

Gdzie w Stanach szukać najlepszych aut?

Aaron: W Teksasie! Na poważnie: są wszędzie. Na południu bywają mocno zardzewiałe, ze względu na klimat. A na północy są mocniej zużyte, bo tam są ostre zimy. Ale jest też odwrotny efekt. Wielu użytkowników z północy ma fajne samochody, którymi jeździ tylko w lecie i gdy nie pada. Szukamy takich samochodów w garażach, stodołach, z małym przebiegiem i dobrze zachowanych. W Kalifornii, Nowym Meksyku czy Arizonie trudno takie znaleźć, bo przecież ludzie jeżdżą nimi cały czas.

Czy szukacie aut wyłącznie w okolicy?

Richard: Przede wszystkim. Ale czasami zapuszczamy się też do innych stanów. Najchętniej bierzemy samochody, które nie są dramatycznie popsute, żeby doprowadzić je do stanu, jaki nam odpowiada. Wtedy wiemy, że jest szansa na uzyskanie za nie dobrej ceny.

Czyli celujecie raczej w samochody z małym przebiegiem?

Richard: Takie chcemy przerabiać. Ale wozy, które mają interesującą historię, te z lat 60. i 50., też nas kuszą.

Myślicie czasem o podróży do Europy? Mamy trochę starych samochodów...

Aaron: Mamy nadzieję, że zaczniemy podróże zagraniczne już niedługo. Na razie jednak raczej widzimy Europejczyków, którzy przyjeżdżają po samochody do nas.

Czy są modele samochodów, których nie lubicie?

Richard: Niespecjalnie. Kiedy patrzysz na samochód od spodu, to widzisz, że wszystkie są zrobione z tych samych części. Chociaż ja właściwie lubię fordy, potem chevrolety, a także kilka chryslerów. Aaron za to jest dodge'owcem. Ja też zostałem nim ostatnio. Dodge poprosił mnie, żebym reklamował tę markę. Zacząłem się więc przyglądać jej modelom bardziej dokładnie niż do tej pory.

Skupiacie się na lokalnych markach.

Richard: Tak, to naturalne. Dorastaliśmy z tymi autami. Ciekawa rzecz, jeśli chodzi o amerykański rynek, Dodge zawsze był pierwszy z nowymi rzeczami. Chevrolet robił wszystko trochę lepiej, ale zawsze byli na końcu z nowościami. Za to Chrysler robił różne dziwne rzeczy, stosując metodę prób i błędów. I za to lubię tę firmę. Ale jeśli zobaczysz coś nowego i interesującego, to pewnie jest to dodge.

Richard, a masz może jakiś wymarzony samochód? Taki, że chcesz iść do salonu i po prostu kupić?

Richard: Tak dużo nie zarabiam, choć mam na życie. Telewizja typu reality aż tyle nie płaci. Wciąż buduję swoją markę. Ale gdybym miał kupić swój wymarzony samochód, to... hmm... no nie wiem... lubię je wszystkie. Może ford roadster z 1932 r.? A ze współczesnych Ferrari F12.

A co sądzisz o bardzo podrasowanych samochodach, takich jak McLaren P1 czy Hennessey Venom?

Richard: Supersamochody są bardzo fajne, ale według mnie nie ma specjalnie różnicy między Hellcatem (Dodge Challenger SRT Hellcat, seryjne auto mające 707 koni mocy) za 60 tys. dolarów, a Venomem za ponad 1mln. Nic nie usprawiedliwia takiej różnicy w cenie. To tylko zabawki dla ludzi z nieograniczoną kasą.

W końcu za jednego Bugatti veyrona można kupić 15 Hellcatów.

Richard: Bugatti to samochód bez sensu. Mógłbym zbudować samochód za 100 tys. dolarów, który skopie mu tyłek. Po co więc wydawać tyle kasy? To tylko marketing.

Jaka jest podstawowa różnica pomiędzy Ferrari, a amerykańskimi samochodami sportowymi, na przykład Viperem?

Richard: Jestem fanem Ferrari za to, jak zaczynali i czym dzisiaj są. Sam mam trzy. A jeśli chodzi o amerykańskie mocne samochody, jak Viper, ZR1 Corvette czy Hellcat, to robią się coraz lepsze i coraz trudniej usprawiedliwić europejskim firmom motoryzacyjnym różnicę w cenie. Moje Ferrari F599 to bardzo drogi samochód. Ale dlaczego aż tak drogi, tego nie rozumiem.

Naprawdę szybcy i naprawdę głośni

Fast 'N Loud to program, w którym Richard Rawlings, szef i właściciel Gas Monkey Garage z Dallas w Teksasie, oraz Aaron Kaufman, jego najbliższy współpracownik, kupują stare samochody i restaurują je. Czasami po prostu znajdują zardzewiałą perełkę, którą przywracają do idealnego stanu. Innym razem pracują na zlecenie: przychodzi do nich klient i życzy sobie, żeby przygotować mu konkretny model. Na zrobienie każdego auta mają po dwa tygodnie.

Fast 'N Loud, w odróżnieniu od innych programów tego typu, jest reality show: kamery obserwują bohaterów codziennie, od rana do wieczora. Towarzyszą im podczas negocjacji, pracy w warsztacie, kłótni. Podczas kupna i sprzedaży, porażek i sukcesów. Samo budowanie auta jest tłem.