UWAGA, JEŚLI TEŻ MARZYSZ O TAKIEJ ROBOCIE, TO OKAZUJE SIĘ, ŻE GRYWANIE W "FOOTBALL MANAGERA" NIE POMAGA...

Gdzie można rozmawiać z piłkarskim skautem? Oczywiście w barze sportowym. Leciała polska liga (zlekceważyliśmy, Tomek był już po pracy), mecz Manchesteru United (konkurencja Tomka, odpuściliśmy) i Barcelona (wygrała 2:0). Po drugiej bramce Tomek powiedział: - No, teraz możemy rozmawiać na luzie.

PIOTR HYKAWY-ZABŁOCKI, MIKOŁAJ KIRSCHKE: Jak się dostaje pracę w jednym z najlepszych klubów na świecie?

TOMASZ PASIECZNY*: - Zaskoczę was, nie wiem. Są jakieś portale internetowe typu JumpInSport, czyli taka duża baza danych pracy w sporcie. Niektóre wielkie kluby zaczynają się tam ogłaszać. Jakiś klub robi nawet otwartą rekrutację na stanowisko skautingowe.

Ale nie oszukujmy się, to wyjątki, takiej otwartej rekrutacji raczej nie ma. A poza tym Arsenal nie jest klubem, do którego samemu wysyła się CV. To oni do mnie zadzwonili. Ktoś mnie musiał polecić. Ale nie wiem kto...

Serio? Nie wiesz?

- Może kiedyś się dowiem, bo ktoś przyjdzie i powie: "Stary, poleciłem cię". W tej chwili nie wiem. Oczywiście nie wystarczyło samo polecenie, były też dwa spotkania...

Jak wyglądały?

- Jedno takie zapoznawcze. Natomiast spotkanie z szefem skautingu i szefem skautingu akademii było już bardziej konkretne. Rozmawialiśmy o regionie i piłkarzach.

Gdy już zaakceptował mnie szef skautingu, zgodzić się musiał jeszcze prezes i Arsene Wenger.

Nie do końca więc wiem, jak się taką robotę dostaje.

A wcześniejsze prace?

- Do West Bromwich Albion trafiłem, bo wysłałem list z CV, a akurat szukali skauta. W liście opisałem doświadczenie z Legii. A wcześniej dostałem pracę w Legii, gdy przejął ją ITI i były pomysły, żeby coś zbudować. Też wysłałem list. Napisałem, że chcę być ich skautem i że wcześniej pracowałem dla serwisu internetowego Legii.

I to wystarczyło?

- Wtedy tak.

A co ty wtedy umiałeś? Patrząc na siebie uczciwie!

- (śmiech) Co ja umiałem... Oglądałem tyle samo meczów, co teraz. Miałem jakąś wiedzę...

Głównie pewnie lubiłeś piłkę i miałeś dużo entuzjazmu.

- Właśnie. Byłem kibicem, miałem dużo entuzjazmu, pisałem trochę o piłce i to wszystko. Dostawałem telefon: "Jedź, obejrzyj tego i tego, napisz, co uważasz". Brałem kartkę i pisałem. Jeśli dziś ktoś mi mówi, że chce wejść w skauting, to proszę, żeby napisał taki raport. Ciekawi mnie, na co zwróci uwagę, jak będzie wyglądał jego arkusz.

A profesjonalny arkusz oceny zawodnika ile ma rubryk?

- Bywają bardzo skomplikowane. Najdłuższy, jaki widziałem, miał dziewięć stron. Najambitniejszy składał się chyba z 68 rubryk. Z drugiej strony widziałem też takie, które opisywały osiem, może 10 cech. Moim zdaniem optymalnie to 16-20 rubryk.

Miejcie świadomość, że to jest walka. Im więcej skaut ma do wypełniania, tym mniej może patrzeć na mecz. Dlatego te arkusze chce się upraszczać, ale z drugiej strony muszą one opisywać zawodnika.

Jak wygląda podział tych rubryk?

- Większość raportów jest tak skonstruowana, że cechy motoryczne (szybkość, zwinność, siła) zajmują podobną ilość miejsca jak techniczne (przyjęcia, prowadzenia piłki, uderzenia). Co do taktyki... albo jest pojedyncza rubryka, albo np. opisuje się osobno ustawienie i proces decyzyjny. Ja na własne potrzeby dzielę ten proces na szybkość podejmowania decyzji i ich trafność. Ale niektórzy wcale nie dają procesu decyzyjnego. Tych kombinacji może być bardzo dużo.

A cechy charakterologiczne?

- Są, ale jest to jedna rubryczka.

Robi się wywiad środowiskowy?

- Tak, choć ja mam do tego bardzo ograniczone zaufanie... Zróbcie eksperyment: znajdźcie w miarę znanego człowieka w jakimś mieście, w którym macie znajomych. Zapytajcie ich o opinię, gwarantuję, że na cztery opinie trzy będą skrajnie różne. Wiadomo, że korzystasz ze swoich kontaktów, chcesz się dowiedzieć jak najwięcej, ale ja mam do tego luźny stosunek. Charakter staram się oceniać po reakcjach na boisku.

Pewien dyrektor sportowy w Polsce, niby pół żartem pół serio, ale wydaje mi się, że to prawda, powiedział: "Nauczeni doświadczeniem, szukamy tylko piłkarzy z żonami". (śmiech)

My słyszeliśmy, że po pierwszym kontrakcie szefowie się modlą, żeby piłkarz wpadł i się ożenił, to się uspokoi.

- Ja słyszałem, że w klubach mówią, że jak piłkarz podpisze kontrakt, to na drugi dzień ma nowy zegarek, a za dwa dni nowe auto.

Ale poważnie: to, czy piłkarz sobie poradzi, czy się nie pogubi, jest niewiadomą. Zrobisz wywiad, wyjdzie, że jest rozsądny, ale to nie oznacza, że po podpisaniu kontraktu nie odbije mu nagle palma.

Wiadomo, każdy z nas miał 16 lat...

- Nie da się ukryć.

"JESTEM NA TYM RYNKU EKSPERTEM, ZA TĘ WIEDZĘ MI SIĘ PŁACI. CIESZĘ SIĘ, ŻE W PIERWSZYM ROKU MOJEJ PRACY ZAWODNIK Z POLSKI WYJECHAŁ DO ARSENALU"


Ilu skautów ma Arsenal?

- Staramy się nie podawać konkretów. Powiedzmy, że kilkudziesięciu. My trochę inaczej funkcjonujemy, jesteśmy na pełny etat, a dużo klubów ma skautów na pół etatu. Wtedy kasa jest bez szału i ogląda się jeden, dwa mecze w tygodniu. Tutaj są tygodnie, gdzie jestem na ośmiu, dziewięciu spotkaniach. Cały czas w drodze i szukam.

W telewizji dla przyjemności jeszcze mecze oglądasz?


- Dla przyjemności to Barcelona, czasem Juventus, czasem Real, żeby zobaczyć, czy dogoni Barcelonę. No i Liga Mistrzów, wiadomo. A tak to praca.

Rzadko piszę raporty wideo [z nagrań czy transmisji - przyp. red.]. Po to jestem skautem na Polskę, Czechy i Słowację, żeby obserwacje były na żywo. Wideo się podpieram tylko, gdy są np. dwa mecze równolegle. Ale wtedy wnioski są trochę bardziej ograniczone i niepewne.

Ty wybierasz mecze czy dostajesz polecenie z klubu?

- Ja podaję szefom klubu swoje plany i oni na ogół się zgadzają. Po to mnie Arsenal zatrudnił, żebym wiedział, co warto oglądać. Jestem na tym rynku ekspertem, za tę wiedzę mi się płaci. Sam wyszukuję zawodników i potem sam wiem, że trzeba ich obserwować. A że pracuję i dla pierwszego zespołu, i dla akademii, muszę to dzielić.

Dla Arsenalu są to w miarę nowe rynki. Wcześniej się ograniczali do wyróżniających się piłkarzy, a ja schodzę głębiej.

Jak głęboko?

- Jeśli chodzi o skauting pod pierwszy zespół, to tylko najwyższe klasy rozgrywkowe. Nie schodzę niżej, to nie ma sensu, nie znajdę tam nikogo, kto będzie się od razu nadawał. Ale jeśli chodzi o akademię, to tak nisko, jak się da. Najmłodsi piłkarze, których dziś oglądam, to rocznik 2000. To dlatego, że przepisy pozwalają na transfer za granicę po ukończeniu 16 lat. Poza tym U-15 to jest najmłodsza krajowa reprezentacja. Jestem tu sam, nie mam czasu jeździć na kadry wojewódzkie, więc jeżdżę na kadrę Polski.

Puśćmy wodze fantazji. Zauważasz obiecującego 15-latka. Dzwonisz do Londynu czy najpierw oglądasz go 10 razy?


- Przede wszystkim z każdego spotkania piszę raport. Są kluby, w których skauci nie piszą raportów, są takie, w których raporty są w formie otwartej. Gdy zaczynałem w Legii, to tak właśnie pisałem. We wszystkich topowych klubach istnieje arkusz obserwacyjny.

Najważniejsza jest jednak nie forma, a jednolitość notatek. Jeśli będę miał dwa odmienne arkusze i pojadę zobaczyć jakiegoś chłopaka ponownie za rok, nie do końca jestem w stanie ocenić, co się z nim stało. Ale jeśli arkusze są jednolite, to widzę, czy jest postęp. Ważne jest, żeby przez lata to prześledzić. Staram się z każdego meczu napisać raport, bo czuję, że to mój obowiązek. Musimy być świadomi, że skauting może być weryfikacją pozytywną, ale i negatywną. Raport w dużym uproszczeniu może wyglądać: "Byłem, ten chłop się nie nadaje, kropka". A jeśli ktoś mi się podoba, to ponawiam obserwację. Jeżeli ktoś jest naprawdę fajny, to trzeba maila wysłać.

I wtedy Arsenal przysyła głównego skauta?

- Jeśli ktoś nam się podoba, to zawsze ogląda go więcej niż jedna osoba. W wielu klubach ostateczne zdanie należy do szefa skautów albo tej osoby, która przylatuje jako ostatnia. Bo ona zna wiele krajów. I potrafi porównać, czy ten zawodnik z Polski jest tak samo dobry jak ten z Bośni czy Zimbabwe. Ja tego nie wiem, mogę tylko powiedzieć, że to jest najlepszy chłopak u nas.

Grywasz w "Football Managera"?

- Nie. Ale kiedyś grywałem. "FM" ma największą siatkę skautingową na świecie. Proszą ludzi, którzy znają kluby, żeby opisali zawodników. Na przykład chłopaka, który jest naczelnym strony o Legii, żeby opisał zawodników Legii itd.

Był taki eksperyment w Anglii, któryś klub kupił przed premierą gry dostęp do bazy danych "Football Managera", żeby oprzeć na tym swój skauting. To nie zawsze się uda, ale ta gra, jak każde narzędzie, o ile użyjemy go w sposób racjonalny i przemyślany, może mieć sens.

A jaka jest rola statystyk w pracy skauta?

- Hmm, ja uważam, że statystyki są pomocne, ale nigdy nie będziemy mieli sytuacji jak w "Moneyball", żeby decyzje się podejmowało tylko na podstawie statystyk. To nie baseball.

Kolega ze studiów FIFA Master Brent Rahim opowiedział mi anegdotę. Był pomocnikiem reprezentacji Trynidadu i Tobago i grał kiedyś z obrońcą, który umiał głównie rozbijać akcje rywala i wykopywać piłkę, daleko przed siebie, na aferę. Kolega raz poprosił o krótkie podanie. Obrońca nie tyle podał, ile go potężnie trafił piłką. Nie było jak jej przyjąć, piłka się odbiła, przeciwnik przejął, poszła kontra i padła bramka. Czyja wina? Obrońcy. A co będzie w statystykach? Obrońca: celne podanie. Pomocnik: złe przyjęcie, strata piłki, błąd zakończony bramką.

Zresztą nie zawsze w tej pracy chodzi o znalezienie najlepszego piłkarza, a bardzo często chodzi o piłkarza najbardziej odpowiadającego drużynie.

Jak wygląda weryfikacja tego, co robisz? Jest na przykład skala 1-10. Skąd wiadomo, że twoje siedem i siedem gościa z innego kraju oznaczają to samo?

- Ciekawy aspekt. Skaut musi mieć skalę porównawczą, punkt odniesienia. Według jednej ze szkół najlepiej oprzeć skalę na zawodnikach, których wszyscy znają. Na przykład szybkość z piłką. Jeśli Danijel Ljuboja to była "trójka", a Kuba Kosecki to jest "ósemka", to już jest łatwiej, prawda? Inna szkoła mówi, żeby odnosić te statystyki do poziomu najwyższej ligi. Sa też kluby, które oceniają zawodników w kategoriach wiekowych. Czyli jeśli oceniam 15-latka, to oceniam go na tle piętnastolatków, a jeśli oceniam seniora, to na poziomie seniorów. Żeby zminimalizować błąd pomiaru, obok zwykłego wpisu do arkusza dodaję komentarz. To pomoga uniknąć części błędów, ale wszystkich uniknąć się nie da.

Przechodząc do Arsenalu, miałeś szkolenie z oceniania?

- Nie, to jest taki klub, który zatrudnia kogoś, bo ten ktoś ma wiedzę.

Jakie ty masz cele w pracy? Jakieś minima do spełnienia?

- Wszyscy się śmieją, że Krystian Bielik trafił do Londynu, więc swoje minimum spełniłem. Dzwonili do mnie skauci z innych dużych klubów: "Jasna cholera, od pięciu lat próbuję, a ty od razu zrobiłeś transfer". I żartują, że spełniłem minimum na pięć lat.

Z jednej strony wiadomo, że chcesz zrobić jak najwięcej transferów. Z drugiej, jeśli polecisz chłopaka, którego szef skautów oceni negatywnie, to to wpłynie na ocenę twojej pracy.

Nie mam minimów, ale czuję się dobrze z tym, że w pierwszym roku mojej pracy ktoś w tym Arsenalu się znalazł. Czyli pozytywnie zweryfikowano moje rekomendacje.

Kiedy uda ci się następny transfer?

- Byłbym przeszczęśliwy, gdybym był w stanie co roku kogoś wysłać do Arsenalu.

Do akademii?

- Ja to łączę. Ale widzę, na jakim rynku pracuję. Gdy się spotykam z kolegami z Włoch, to wiem, że tam talentów jest więcej. Czysto hipotetycznie: gdy ja mówię, że mam na oku fajnego siedemnastolatka, to oni mają takich pięciu.

Inaczej - nie tyle chciałbym, żeby co roku ktoś trafił do Arsenalu, ale żeby co roku klub się starał o kogoś z mojego regionu. Bo przecież od mojej rekomendacji do transferu jest tak daleko, jak stąd do Świnoujścia. Za transfer odpowiadają inni ludzie, na to wpływają chęci, pieniądze, przepisy.

Jeszcze o ten etat chcieliśmy zapytać. To są angielskie zarobki?

- Mamy taką zasadę, że nie rozmawiamy o tych sprawach. Mogę tylko powiedzieć, że czuję się doceniony.

Przy udanym transferze masz premię?

- Są kluby, które coś takiego stosują, my nie. To bardzo proste: jeśli przy udanym transferze masz ekstra pieniądze, to chcesz ich przeprowadzać jak najwięcej. I zaczynasz, nawet nieświadomie, przekłamywać oceny piłkarzy, żeby przekonać klub do ich zakupu.

Ja mam normalną comiesięczną pensję. Moja praca polega na tym, żeby uczciwie weryfikować zawodników - pozytywnie lub negatywnie.

Marzenia?

- Uśmiecham się, bo mój ojciec jest ambitnym facetem i zawsze miał jakieś plany wobec mnie. Gdy zadzwoniłem i powiedziałem, że dostałem tę robotę, to chwalił mnie z pół godziny, a potem zapytał: no dobrze, ale co dalej? Na razie jestem rok w Arsenalu i z tego się cieszę, bo to jest klub, w którym mogę sie rozwijać. Jestem dumny, że tu się znalazłem.

Zawsze marzyłem o tym, żeby być dyrektorem sportowym z prawdziwego zdarzenia. Podkreślam to, bo byłem już nim w Cracovii, ale nauczony doświadczeniem, już nigdy nie pójdę do klubu, w którym nie będę miał realnej możliwości podejmowania decyzji. Od kiedy jestem w Arsenalu, telefon z różnymi propozycjami dzwoni częściej, ale ciężko byłoby mnie przekonać do zmiany.

Nie chciałbyś być głównym skautem w Arsenalu?

- Arsenal jest takim fajnym klubem, że jak się tu trafia, to się zostaje na lata. Ktoś do mnie mówi: Ja tu pracuję 30 lat, szef skautów jest od 25 lat, trener od 18, ta pani ze stołówki - od 15 lat, a twój szef Steve pierwszego piłkarza odkrył dla nas w 1977 r. To jest praca na lata. Jestem tu dopiero rok, zobaczymy, co się wydarzy.

. . .


Tomasz Pasieczny - Ma 30 lat i od sierpnia ubiegłego roku jest skautem londyńskiego Arsenalu, jednego z największych klubów piłkarskich na świecie. Studiował prawo na Uniwersytecie Śląskim i zarządzanie organizacjami sportowymi na Uniwersytecie Jagiellońskim. Absolwent prestiżowych studiów zarządzania sportem FIFA Masters (zajęcia w Anglii, Szwajcarii i Włoszech), które co roku kończy tylko 30-40 osób. W Arsenalu szuka zarówno dojrzałych piłkarzy do pierwszej drużyny, jak i młodych talentów dla Arsenal Academy. Obsługuje obszar Polski, Czech i Słowacji. Pracę dla Kanonierów zaczął od dużego sukcesu - w styczniu Arsenal kupił z Legii 17-letniego pomocnika Krystiana Bielika. Bielik wciąż czeka na debiut w pierwszym zespole.

Transfer Krystiana Bielika do Arsenalu był zaskoczeniem. Tomasz Pasieczny chciałby co roku znajdować talent wart zarekomendowania klubowi z Londynu.