Myślę: testy przed wyścigiem? Pewnie dwóch gości w stunningowanych brykach urządzi sobie rajd między drzewami. Do podkarpackiego Odrzykonia jechałem więc, nie oczekując większych emocji niż te, których dostarczają domorośli rajdowcy ścigający się po nocach na moim Żeraniu.

Wyobrażenia w zderzeniu z rzeczywistością rozpadły się jednak jak chińskie auto na crash teście. Nie polanka w lesie, a plac, na którym rozbite jest małe miasteczko. Stanowiska mechaników, przyczepa, w której kierowcy odpoczywają, jest też kuchnia polowa. Są i główni bohaterowie tego dnia. Tomasz Kasperczyk z Tiger Rally Team wraz ze swoją maszyną i kilkanaście osób zabezpieczających trasę.

Ale zaraz, zaraz... Co to za maszyna, przecież nawet ja poznaję, że to ford fiesta! - I tym się ścigasz? - dopytuję, niedowierzając. - Można zażartować, że z tego auta tylko znaczki Forda są takie, jak w seryjnym aucie - uspokaja mnie Tomek. I rzeczywiście - wystarczy zajrzeć do środka, żeby stwierdzić, że to nie jest autko, którym babcia jeździ na bazar po szczypiorek.

Wnętrze surowe, szorstkie, minimalistyczne, ale funkcjonalne. Próbując dostać się do środka, czuję tych kilka nadprogramowych kilogramów, które teraz przeszkadzają. Wszystko przez elementy klatki, które chronią kierowcę i pilota w razie wypadku. - Największą przewagą tego auta nie jest jego moc, a zawieszenie i hamulce, które pozwalają podróżować bezpiecznie - wyjaśnia mi Tomek. Fani niczym niepohamowanego tunningu i entuzjaści dziurawienia tłumików nie będą zadowoleni. Ford fiesta r5 (najwyższa klasa w wyścigach krajowych) po odpaleniu nie hałasuje i nie rzęzi tak jak demony na naszych osiedlach. - To kwestia przepisów. Mamy założony sportowy katalizator - wyjaśnia mechanik. Potężny tylny spojler? To nie żadna chamska ozdoba. - Generuje większe dociążenie auta - słyszę.

Bez żadnych dyskusji: bezpieczeństwo jest tu najważniejsze. Zamki z bagażnika i maski zostały wymontowane. Zastąpiły je zewnętrzne zatrzaski. Po to, żeby łatwo można było się dostać np. do silnika, gdyby załoga była nieprzytomna. Podobnie jest z czerwonym guzikiem umieszczonym na zewnętrznej stronie przedniej szyby, którym wyłącza się dopływ prądu. Sama szyba zabezpieczona jest folią. Gdy coś w nią uderzy, popęka, ale nie wpadnie do środka. To nie koniec zabezpieczeń. Przewody hamulców są w otulinie ze stali, tak aby nie przecięły ich np. kamienie. Podwozie osłonięte jest duraluminiową płytą. - Auto często pędzi tak, że jedna opona jest na asfalcie, a druga na poboczu. Płyta ochrania więc np. miskę olejową, a na szutrowych trasach zabezpiecza przed kamieniami - wyjaśnia Krzysztof Oborski, szef grupy C-Rally, do której należy Tomek.

Uff, jak gorąco

Jednak prawdziwym strachem napawa rajdowców ogień. - Ubrania zrobiono z trudno palnych materiałów - mówi Tomek, pokazując kombinezon. Fiesta ma też system, który w razie potrzeby wdmuchuje proszek gaśniczy do kabiny załogi i komory silnika.

Wykorzystanie zaś tego typu materiałów do uszycia kombinezonów sprawia, że jest w nich, delikatnie mówiąc, ciepło. - Boczne szyby się nie otwierają, nie ma klimy - opowiada kierowca. - Czasem temperatura w środku dochodzi do 70 st. C. Jeśli jest słońce, staramy się oklejać szyby foliami, które odbijają światło - dodaje mechanik.

W końcu czas na najważniejsze. Przejażdżka. Kolana mi się nie trzęsły, ale tylko dopóki nie zapytałem o wypadki. - Na ostatnim rajdzie rzeszowskim mieliśmy dachowanie, ale nikomu nic się nie stało - mówi spokojnie Tomek, a ja mam duszę na ramieniu. Zakładamy kaski. Obsługa techniczna pomaga zapiąć tzw. hansy. czyli kołnierze przyczepiane paskami do kasku. - Dzięki nim nie urwie ci głowy podczas hamowania albo zderzenia - dowiaduję się. Zapinamy sześciopunktowe pasy bezpieczeństwa. Tomek zakłada wyjmowaną kierownicę ("kiedyś odczepiła mi się w trakcie jazdy" - mówi radośnie) i rusza. Przeciążenia są tak duże, że mam wrażenie, że wywróci mnie to na lewą stronę. Wyskok na nierówności i twarde lądowanie. To wcale nie jest przyjemne, tym bardziej że gdyby nie "hans" i "uszy" w fotelach, to moja głowa latałaby wte i wewte jak u zepsutej lalki.

Z powrotem jedziemy już spokojnie. - Ostatnim przejazdem już się nie kusi losu - mówi naładowany adrenaliną Tomek. Ale to jeszcze nie koniec pracy dla zespołu. Każdy najmniejszy ruch kierowcy jest bowiem rejestrowany, komputer sczytuje logi. - Wiemy, co złego jest w aucie, a co spieprzył kierowca - śmieje się mechanik. Przed nimi sporo pracy. Muszą naprawić usterki, doszlifować niedoskonałości. Słyszałem, że podczas przerw technicznych w czasie rajdów ci magicy są w stanie wymienić nawet... skrzynię biegów.

Na szczęście nie było potrzeby. Próba generalna wypadła pomyślnie. A prawdziwy test team przeszedł dwa dni po mojej wizycie. W 61. Rajdzie Wisły Tomek zajął wysokie 6. miejsce (na 53 startujących).

Tomasz Kasperczyk Tiger Rally Team

Co jest takiego niesamowitego w rajdach samochodowych?

Z całą pewnością nie tylko adrenalina, która uzależnia, ale też poczucie niczym nieograniczonej wolności i możliwość zostawienia za sobą, przynajmniej na chwilę, wszystkich tych zwykłych, codziennych spraw.