KUBA DOBROSZEK: Wie Pan, że Axl Rose został wokalistą AC/DC?

JANUSZ PANASEWICZ: - Z tego, co słyszałem, to nie jest rozwiązanie na stałe. Brian Johnson - dotychczasowy frontman zespołu - niestety podupadł na zdrowiu. Ludziom w takich sytuacjach trzeba pomagać, więc nie widzę w tym nic złego.

Na Twitterze zażartowałem, że to tak jakby Janusz Panasewicz śpiewał z TSA.

- Wiele razy graliśmy z nimi na wspólnym koncercie. Z Markiem Piekarczykiem i Andrzejem Nowakiem znamy się długie lata. Ale ja się nadaję do nieco innego śpiewania, nie wykonywałem nigdy heavy-metalowych numerów. Choć pewnie kilka piosenek bym poradził, np. ?Trzy zapałki?.

To z innej muzycznej beczki - Alicię Keys Pan lubi?

- Znam, choć są to dla mnie dość odległe klimaty. Wolę np. PJ Harvey.

Zapytałem dlatego, bo Alicia jest równolatką pańskiego zespołu. Nagrywa dobrze przyjmowane płyty i koncertuje. Zupełnie jak Lady Pank.

- Rzeczywiście. Ja na przykład - zresztą koledzy z kapeli podobnie - w ogóle nie czujemy się zmęczeni tymi 35 latami na scenie. Dodatkowo, po wydaniu kolejnego albumu jesteśmy w takim nieco euforycznym stanie. To zawsze dobrze robi leciwemu zespołowi, jeśli zaprezentuje nowy materiał.

Dlaczego?

- To nie tylko oznaka szacunku dla fanów, którzy dostają nowe rzeczy. To też dbanie o nasz komfort, bo wykonywanie starych piosenek - jakkolwiek znakomitych - nie daje takich emocji, jak premierowe utwory.

Te emocje dało się wyczuć podczas niedawnego koncertu w warszawskiej Stodole. Graliście ponad dwie godziny.

- Ciężko nam było skończyć! Janek Borysewicz - który miał wtedy urodziny - przekonywał, że jeszcze spokojnie z dziesięć kawałków zagramy (śmiech). Wiele razy występowałem w tym klubie, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem.

Jacy ludzie przeważają teraz na koncertach Lady Pank?

- Trudno sprecyzować. Raczej przekrój. Zdarzają się nawet nastoletni fani, którzy poznają naszą muzykę prawdopodobnie za sprawą rodziców. Bo co by nie mówić - zespół może się komuś podobać lub nie - ale Lady Pank to oryginalna grupa. Jesteśmy sobą, nikogo nie naśladujemy.

Dostrzega Pan jakieś podobieństwa między młodymi fanami, którzy teraz proszą po koncercie o podpis, a słuchaczami, którzy jeszcze w latach 80. śpiewali z wami "Mniej niż zero"?

- Tak. Oni pytają dokładnie o te same rzeczy, o jakie pytali ich rodzice. To nawet jest dosyć dziwne.

Kwestia wychowania czy wpływ muzyki?

- Trudno powiedzieć. Kiedy słuchasz danych tekstów, to automatycznie nastrajasz się w konkretnym kierunku. Naturalne więc, że również pytasz w tym samym klimacie. Wiek nie ma wtedy znaczenia.

To jakie są to pytania?

- "Dlaczego nie zagraliście tej piosenki, a zagraliście inną"? "Co zagracie za dwa tygodnie"? Chcą po prostu pogadać, zrobić zdjęcie, przytulić się.

A poważniejsze historie się zdarzają?

- Rzadziej. I przestały być spontaniczne. Zwłaszcza już po koncertach - w restauracjach, hotelach - słyszymy o pierwszych pocałunkach przy naszych piosenkach, pierwszych tańcach, pierwszych rozstaniach... Trochę tego już było, cieszymy się, że jesteśmy fragmentem życia wielu ludzi.

Sam byłem świadkiem podobnej sytuacji. Kiedy szliśmy razem - tu, do radia (wywiad odbył się w siedzibie Radia Zet - red.) - dwie osoby obejrzały się i szepnęły: "Ty, zobacz, Panasewicz".

- To przyjemne. Nigdy z tego powodu nie narzekałem. Poza paroma przypadkami, nie miałem nieprzyjemnych sytuacji. Ludzie się zwykle do mnie uśmiechają, co współcześnie bardzo się w życiu przydaje, a nie zdarza się często. Społeczeństwo nie ma wielu powodów do radości.

Kiedy Lady Pank dojrzewał wcale nie było lepiej.

- Lata 80. to był ciężki czas dla Polski, ale dla nas, dla zespołu, niekoniecznie. Mieliśmy wtedy po dwadzieścia parę lat. Sprawy, które się działy - komunizm, Jaruzelski, strajki - oczywiście przeżywaliśmy, śpiewaliśmy o nich piosenki, ale przede wszystkim się bawiliśmy. Bo kiedy mielibyśmy to robić? Teraz? Tak ma każdy, na całym świecie.

Zresztą nawet nie dopuszczaliście myśli, że będziecie grać tak długo.

- Nie przewidywaliśmy tego, nic nie planowaliśmy, czysta zabawa. Wcale nie byłbym zdziwiony, gdyby Lady Pank przestało istnieć po dwóch latach. Na szczęście stało się jednak inaczej, dzięki czemu możemy dziś rozmawiać o naszej nowej płycie.

Wspomniałem o latach PRL, bo wciąż pamiętam Pańskie wspomnienia z 13 grudnia 1981 roku. Powiedział mi Pan kiedyś - jeszcze, gdy pisałem dla innego tytułu - że tę datę pamięta Pan, wbrew pozorom, bardzo dobrze.

- Znakomicie. Znakomicie (śmiech)! Byłem wtedy w wojsku, po imprezie u kolegów muzyków. Zajmowałem się wówczas sprzętem w zespole wojskowym. I tak było mi lepiej, bo nie strzelałem z karabinu i nie chodziłem na poligon - mogłem się obijać.

Jak się Pan znalazł w zespole?

- Oni zaprosili mnie do współpracy, bo byłem muzykalny: umiałem śpiewać, grałem na instrumencie. Nie byłem gwiazdą - śpiewałem w chórkach, kiedy ktoś chorował. Niewiele. No i byłem jedynym członkiem zespołu, pozostającym w czynnej służbie wojskowej. I teraz proszę sobie wyobrazić: byłem żołnierzem, a tu poważni muzycy zaprosili mnie do siebie na imprezę. Były fajne dziewczyny, zabawa, wszystko. No i rano ktoś mnie budzi: "Ty, Panas, nie ma nic, podobno wprowadzili stan wojenny, wstawaj i spierdzielaj"! Szybko się poprzebierałem, wskoczyłem do trolejbusu i, pokątnie, wróciłem do jednostki.

No tak, nie bez powodu nazywano nas najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym.

- Tak, byliśmy po to, żeby się trochę z całej sytuacji ironicznie pośmiać. Co mielibyśmy innego robić? Poza tym nie mieliśmy wrażenia, że mamy na cokolwiek wpływ. Nie traciliśmy czasu na pierdoły. Po prostu się bawiliśmy.

Zabawa trwa już 35 lat. Wracacie właśnie z nową płytą: "Miłość i władza". Przyznam, że bardzo antagonistyczne pojęcia.

- Miłość kojarzy się świetnie.

Władza już niekoniecznie.

- Mnie osobiście władza kojarzy się fatalnie. Jeśli ktoś mówi, że idzie po władzę to automatycznie jest dla mnie skreślony. Władza to dominacja, zaprzeczanie wolności. Okropne słowo. Ale zobacz: "Wojna i pokój", "Romeo i Julia", "Miłość i władza"... Piękne tytuły, prawda (śmiech)?

 

Janusz Panasewicz - wokalista Lady Pank, jednego z najpopularniejszych polskich zespołów rockowych. W kwietniu ukazała się najnowsza płyta grupa pt.: "Miłość i władza".