33 urodziny to poważna sprawa. Co dostanę od Łosia? Łoś to moja żona, a prezenty od niej są zawsze strzałem w dziesiątkę. Co wymyśli tym razem? Jak po zakupie wymarzonego saaba 9-5, swiss toola, zegarka Tissot T-Touch, kajaka Prijon, papugi żako, noktowizora, lustrzanki Canona, pistoletu i stroju Lorda Vadera pójść o krok dalej? No jak?!

Da się - Łoś wkręcił mnie do rubryki "Mój pierwszy raz" w "Logo" i wysłał do Hiszpanii na tor Formuły 1. Circuit de Catalunya, 20 km na północ od Barcelony.

Jadę na tor o świcie, odprężony. Samochód to samochód, ma cztery koła, kierownicę i skrzynię biegów.

 

Mój pierwszy bolid

Tor jest ogromny, z trybunami na kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Dziś cichutki i pusty. Stoi kilka samochodów, w tym wielki tir do przewozu bolidów F1. Przyjechał z Francji, tam jest szkoła, do której zostałem zapisany. Jest też 16 innych chętnych oraz tłumek techników i instruktorów, którzy mają za zadanie zrobić z nas w jeden dzień kierowców Formuły 1. W półmroku lśni pięć bolidów. Jeden większy, trzymiejscowy. Pośrodku miejsce z kierownicą, lekko z tyłu, po bokach dwa miejsca "pasażerskie". Jak dowiem się później - to dla frajerów, którzy nie dadzą rady. Cztery pozostałe to normalne, rasowe bolidy F1.

 

f1, bolid

Dostaję kombinezon, rękawice, buty i oczywiście kask

Dostaję: kombinezon - ciasny, żaroodporny, cholernie w nim gorąco; buty z cieniutkimi podeszwami - chodzi się w nich jak na bosaka; rękawice; kominiarkę i oczywiście kask. Wyglądam całkiem jak "Schumi"!

f1, bolid

Renówka ma tyle koni, co saab, którym na co dzień jeżdżę. Ale jest trzy razy lżejsza

Plan dnia: najpierw jazda Formułą Renault (jakby mniejsza Formuła 1), poznamy tor, a potem przesiądziemy się do dużych bolidów. Prosta sprawa. Żółciutkie renówki czekają. Waga - 500 kg. Silnik - 140 KM. Jak w moim aucie. Zwykła skrzynia biegów z wajchą. Na tym kończą się podobieństwa. 140 KM napędza wóz trzykrotnie lżejszy od mojego saaba. Szerokie opony z miękkiej gumy idealnie przyczepiają bolid do asfaltu. Stateczniki z przodu i z tyłu przy prędkości 200 km/h dociskają auto do ziemi z siłą 700 kg. Przyspieszenie do 100 km/h w mniej więcej 5 sekund, prędkość maksymalna na ostrym zakręcie nr 3 - ponad 120 km/h. Zwykłe auto wypadnie z niego przy 40 km/h.

Instruktor pokazuje na tablicy, co na nas czyha. Tor składa się wyłącznie z zakrętów, najdłuższa prosta ma ledwo jakieś 700 m! A zakręty nie przypominają tych z normalnych dróg. Kąt prosty to wiraż łagodny. Jest nawet

180 stopni, czyli w tył zwrot. - Wchodzisz z prostej jakieś 160 km/h, od tego punktu bardzo mocno hamujesz, żeby dociążyć przednie koła - wyjaśnia Antoine, instruktor. - Trzymasz się jak najbliżej lewej strony, specjalne słupki pomogą ci celować w odpowiednie punkty "natarcia". Po 30 m kończysz hamowanie i zaczynasz przyspieszać, żeby dociążyć tylne koła.

f1, bolid

Samochód to samochód - cztery koła, silnik i kierownica. Więc jest OK!

Jesteś w połowie zakrętu, jedziesz około 100 km/h. Zakręt jest pod kątem prostym, więc masz całkowicie skręconą kierownicę. Jeśli nie pomylisz się z prędkością (za wolno i za szybko kończy się wyleceniem z toru) i trafisz we wszystkie punkty najazdu na tor (cztery kolejne słupki) z dokładnością do pół metra - nie ma sprawy, przejedziesz. Inaczej czeka cię dynamiczny balet w wirującym po poboczu bolidzie.

Tor ma 3,5 km długości. Jedziemy po nim vanem razem z trójką Szwedów i instruktorem, który omawia poszczególne zakręty. Od jednego do drugiego dojeżdżamy raptem w 4-5 sekund. A ja mam w tym czasie zmienić siedem razy bieg, dociążyć przednią oś, potem tylną, trafić w punkty najazdów i odpowiednie obroty?! Zaczynam się pocić w moim żaroodpornym kombinezonie.

Jedziemy do pit stopu, żółte bolidy już czekają. Moja fura ma numer 6. Chwilę się szamoczę, żeby zmieścić się do ciasnego wnętrza. Jak w trumnie - przelatuje mi przez głowę.

 

Mój pierwszy start

Nie ma czasu na wątpliwości. Pada komenda start, przesuwam dźwignię "switch off" na "on". Naciskam guzik "engine", rozlega się ogłuszający ryk. Facet przed nami wypuszcza kolejne auta, razem jest nas czterech na torze. Ja ruszam trzeci. Puszczam sprzęgło, ryk silnika - choć trudno w to uwierzyć - jeszcze potężnieje. Bolid rwie do przodu, wbija w asfalt pazury. Wrażenie potęguje bliskość jezdni. Jakbym jechał tyłkiem po asfalcie. No i zawieszenie, a raczej jego brak! Czuję każdy kamyczek.

f1, bolid

Na torze będzie nas czterech

Nie radzę sobie z biegami, silnik wyje jak potępieniec. Ale bolid siedzi w zakrętach jak przyklejony, fantastycznie przyspiesza. Mknę jak pocisk, mijam w dramatycznym tempie kolejne słupki, w ostatniej chwili mieszcząc się tuż obok nich. Zaczyna się zakręt, za nim cała seria wiraży. Z tyłu miga mi na żółto drugi bolid. Pokonuję kolejne skręty, widzę prostą! Ostro po gazie, niech sobie autko pofrunie, trójka, czwórka... Piątka, co z piątką?! Jakaś rurka blokuje dłoń, muszę się dziwnie wygiąć, żeby wrzucić bieg. To mnie zbija z tropu, właśnie na pełnej prędkości przeleciałem obok punktu najazdu na następny zakręt... Hamulce, w głowie informacja: "ZAKRĘT ŚMIERCI, 180 stopni!!!". Już wiem, że idę za szybko, kierownica skręcona na maksa, jadę kilkadziesiąt kilometrów za szybko, walczę, ale przy redukcji biegów mam za długo wbite sprzęgło, opony tracą przyczepność... i nagle zawirował świat. Lecę poza tor, niebo kręci się nad głową jak wirnik helikoptera. Stoję, nic chyba się nie stało, szukam guzika "engine", odpalam silnik, wracam na tor, po sekundzie jadę dalej.

f1, bolid

Długa na 500 m widownia tylko mi mignęła

Kolejne zakręty pokonuję najwolniej jak się da, ale to i tak wciąż strasznie szybko, bolid nie umie powoli, poza tym za wolno to obciach. Widzę dłuższą prostą, tu łatwiej zmienia mi się biegi, znowu jadę na pełnym gazie. Ostry zakręt widać z daleka, więc wchodzę dobrze. Koniec zakrętu, widzę najdłuższą prostą toru, tam, gdzie czeka Łoś, publiczność, fotograf. Z zakrętu wychodzę na szpanerskiej prędkości i gnam przed siebie na złamanie karku, żeby ładnie wypaść. No właśnie, wypaść przed żoną czy z zakrętu? Nie mijają 4 sekundy, a ja lecę jakieś 200 na godzinę i w panice hamuję, bo już minąłem pierwszy punkt najazdu na wiraż. Po lewej jest równina usłana bardzo grubym żwirem, zakończona żelbetową ścianą. Do ściany na szczęście nie dolatuję, ale wiruję po kamieniach jak bąk, w powietrze leci fontanna kamieni spod kół, po chwili zaczynają spadać, kamienna ulewa bębni po statecznikach bolida, po moim kasku.

f1, bolid

Pachołki pomagają prawidłowo najechać na zakręt

f1, bolid

  

f1, bolid

  

  

Flagi na torze:

Czarno-biała kratka - muszę zjechać do boksu serwisowego, czyli pit stopu.

Niebieska - inny zawodnik mnie dubluje i na długiej prostej mam obowiązek go przepuścić, trzymając się jednego toru jazdy.

Żółta - kłopoty na torze. Ktoś wyleciał, częściowo tarasuje przejazd lub dzieje się coś, na co trzeba uważać - zwolnić i się rozglądać.

Czerwona - wypadek na torze, cały tor natychmiast staje w miejscu i wyłącza silniki.

  

Moja pierwsza wściekłość

- Dlaczego wleciałeś w te kamienie? - pyta Antoine. - Nie wiem - odpowiadam zgodnie z prawdą. Wychodzę na idiotę. Jestem wściekły. Nie pociesza mnie, że inni też wypadali z toru. Teraz Antoine pewnie wsadzi mnie do bolida-trójki jako pasażera. Wrócę jak ostatnia sierota do Polski, koledzy będą się śmiać, a potem opiszę ten wstyd w ogólnopolskim magazynie i będzie ze mnie rżeć cała Polska. Pocieszny Cień Kubicy. Mateusz Wajchę Biegów Przełóż.

f1, bolid

Antoine wyjaśnia kandydatom, jak zmieścić się w wirażu ciasnym jak agrafka

Zaczyna się briefing przed startem F1. - Bolid F1 to marzenie każdego kierowcy. I koszmar każdego chojraka. Waży 550 kg. Ma ponad 1000 koni mechanicznych, które dla was osłabiliśmy do 700 koni. Ma opony szerokie jak czołg gąsienice. Obrotomierz zaczyna się od 6000 obrotów. Kończy na 14 tys., ale dla was ściszyliśmy go do 11 tys. Rozpędza się w nieco ponad 3 sekundy do 200 kilometrów na godzinę. Na kierownicy jest 500 lampek, skal i informacji na panelu głównym. To machina bogów, a śmiertelnikom nie wybacza nawet najmniejszych błędów.

W bolidzie nie ma automatu ani wstecznego. Jest 6 biegów do przodu.

Start z dwójki, bardzo trudny, ponoć nowicjusze na początku nie potrafią nawet ruszyć z miejsca. Potem biegi zmienia się dwiema łopatkami pod ramionami kierownicy, która zresztą bardziej przypomina wolant w myśliwcu. Łopatka prawa - biegi w górę, lewa - redukcja. W górę najwcześniej przy 8 tys. obrotów, inaczej bieg nie wejdzie. Tym czymś nie można jeździć wolno. Mój plan upadł - chciałem przejechać cały tor 20 km/h i umrzeć ze wstydu.

Antoine czyta, kto pojedzie prawdziwym bolidem. Dwie osoby wsiądą do trzyosobowego rydwanu obciachu i zniewagi. Ale ja się załapałem! Mam trzy pełne lapy, czyli okrążenia, w F1!

 

Mój pierwszy hałas absolutny

Kiedy zmienić bieg? Nie ma czasu patrzeć na wskaźniki. Instruktor nagle zamienia się w diwę operową i ślicznie wyje. - F1 jest jak muzyka. Wrrrruaaaammmm! - i zmiana na trójkę, grrrrroooooaaaaaarrrrr! - i czwórka, yyymmmdddaaammm! - i piątka.

Pedał gazu ma 100-stopniową skalę. Przy rozruchu muszę utrzymać gaz równiutko na 6 proc. mocy. Jeden procent mniej lub więcej - silnik gaśnie, odpalanie trzeba zaczynać od nowa. Sprzęgło jest "głębokie" i "twarde". Nie wybacza żadnych nerwowych ruchów stopy, gasi silnik bez litości. Silnik uruchamia ekipa pneumatycznym wichajstrem.

f1, bolid

Kiedy założę kask na głowę, nie będzie już odwrotu

Po odpaleniu silnika rozumiem już, co to znaczy hałas absolutny.

f1, bolid,Alain Prost

Moim bolidem jeździł kiedyś sam Alain Prost

 

Moja pierwsza euforia

Nikt już nie ma twarzy chojraka. Na bolidy kierowane są wyłącznie spojrzenia nabożne, pełne lęku i pokory. Upychanie - ciasno, ale wygodniej niż w niższych formułach. Przede mną poleciał bolid, którym jeździł Jean Alesi. Za mną maszyna Giancarla Fisichelliego. A ja siedzę w fotelu samego Alaina Prosta.

Jestem maksymalnie skoncentrowany. Za mną grzmot wybuchu - ruszył silnik. Trzymam solidnie 6 proc. gazu. Wrzucam dwójkę. Grzmot, szarpnięcie, udało się! Bolid rwie asfalt na strzępy. Po kilku sekundach kończę prostą rozbiegową, wpadam na tor, wita mnie wiraż. Nie ma czasu na myślenie, ale gdzieś w środku czuję euforię - łopatki działają cudnie. CZUJĘ GO! Zakręt biorę ostrożnie, precyzyjnie.

f1, bolid

Auto F1 musi uruchomić cała ekipa

Silnik na wirażu wyje jak samo piekło, mam na dwójce ponad 10 tys. obrotów, wychodzę z łuku, jest trójka, czwórka, hamowanie, dwie sekundy, nowy wiraż, redukcja poszła sprawnie, znowu dwójka, ponad 100 km/h, przelatuję w pętli niewiarygodnie ciasnej, bolid trzyma się ziemi jak przyspawany. Przy dwustu na godzinę tylny statecznik dociska oś do asfaltu z siłą półtorej tony.

f1, bolid

Pośród piekielnego wycia silników mijam kolejne wiraże

Ostrożnie pruję przez tor. Widzę ostatni zakręt, wchodzę z rozmachem, za moment zobaczę minę Łosia, daję gaz do dechy, w cztery sekundy mam piątkę, pędzę dwieście kilkadziesiąt na godzinę, już hamuję, zakręt. Nikogo nie widziałem, loża długa na 500 m tylko mi mignęła.

 

f1, bolid

Wreszcie mogę puścic kierownicę. Dałem radę!

Drugi lap - zasuwam jak złoto. Na prostej honorowej lecę na złamanie karku, udaje mi się nawet szpanersko wyciągnąć z kokpitu dłoń z uniesionym w górę kciukiem. Potem dowiem się, że nikt tego nie zauważył. Trzeci lap jeszcze lepszy. Kraciasta flaga. Pit stop. Wysiadam pijany ze szczęścia, tryumf zaraz rozerwie mnie od środka. Szampan, dyplom, elitarna czapka "F1 Driver"!

PS. Mój rekord jednego okrążenia to dwie minuty. Zawodowcy jeżdżą to samo w minutę.

 

 

 

Tekst: Mateusz Zmyślony, f1 driver

Zdjęcia: Carles Farriols, serwis prasowy BMW (montaż)

 

 

Czytaj też na Logo24:

f1, bolid

Jest szampan, dyplom i szpanerska czapeczka - "F1 Driver?

Witamy w klubie

Pierwszy raz w życiu siedziałem za kierownicą samochodu za prawie pół miliona euro. Mercedesem SLR McLaren jeździłem po torze Paula Ricarda we francuskim Le Castellet. Tym samym, na którym Robert Kubica przygotowywał się do Grand Prix Monaco.

Każdy sezon Formuły 1 przynosi nowinki techniczne, zmiany w hierarchii nazwisk i nowe terminy. Dzięki temu alfabetowi będziesz wiedział, o czym rozmawiają twoi koledzy.

Ostra jazda z Kuzajem

Kibice kochają Leszka Kuzaja, bo jeździ na maksa, nie oszczędza siebie ani samochodu. Ale oni patrzą na niego z pobocza drogi. Ja miałem usiąść w fotelu obok i przejechać odcinek specjalny na pełnym gazie.

Tylko jazda. Ostra jazda 

Milionowe zarobki, luksusowe jachty, szybkie samochody, zdjęcia i wywiady we wszystkich największych gazetach świata - najlepsi kierowcy Formuły 1 czerpią z tego pełnymi garściami. A Robert Kubica?