Z Braniem Azzarello rozmawia Bartosz Czartoryski

Właśnie ukazał się w Polsce pana "Joker" Bardziej interesują cię złoczyńcy czy superbohaterowie?

- Czarne charaktery są o wiele bardziej zajmujące dla artysty. Szczerze mówiąc, często nie rozumiem motywacji superbohaterów. Łatwiej mi utożsamić się z komiksowymi łotrami.



Dlatego nawet twój Batman z "Rozbitego miasta" przypomina postać z czarnego kryminału?

- "Rozbite miasto" to w rzeczy samej kryminał noir, z drobną różnicą - detektyw nosi pelerynę, a nie prochowiec i kapelusz. Batman jednak jest w tej historii istotny. Sądzę, że udało mi się skomentować to, co się dzieje w głowie człowieka nietoperza. W szczególności widać to w końcówce, kiedy Batman zaczyna wierzyć w to, że jego niekończącą się wojnę z przestępczością da się wreszcie wygrać. A jednak czytelnicy wiedzą, że to niemożliwe. On nie może zwyciężyć. Tak naprawdę myślę, że Batman jest...

Szalony?

- Dokładnie. Ma nie po kolei w głowie.

Tak jak Joker?

- Nie, ponieważ Joker nie ma żadnego celu, żadnych ideałów. Nie wierzy w nic.

Nawet w swoją własną wojnę?

- Joker nie ma pojęcia, do czego dąży, więc nie wiem, czy w jego przypadku można mówić o jakiejkolwiek wojnie. Często zestawia się te dwie postacie, Batmana i Jokera, ale zasadniczy kontrast pomiędzy nimi polega na tym, że ten pierwszy ma ściśle określony kodeks moralny, potrafi odróżnić dobro od zła. Jest to facet, który głęboko wierzy, że pewne rzeczy można zrobić w jeden słuszny sposób, bez żadnych odstępstw od narzuconych reguł. Każdy z nas zna podobnie myślących ludzi. W przypadku Jokera nigdy nie można być pewnym, co przyjdzie mu do głowy, co zrobi. Wojna wymaga świadomych działań, do których on nie jest zdolny. Kieruje się tylko agresją.

Pana komiksy często się porównuje do filmów Christophera Nolana.

- Zapewne istnieją pewne podobieństwa, ale to ja byłem pierwszy. Mój komiks ukazał się na rynku amerykańskim jeszcze przed premierą obu filmów. Trudno jednak powiedzieć, czy Nolan inspirował się moją pracą. Na pewno wiedział o istnieniu komiksu, ale czy go czytał? Uczestniczyłem w pracach nad innym filmem o Batmanie, był to jeden z segmentów animowanego projektu "Batman: Rycerz Gotham". Rozmawiałem wtedy ze scenarzystą "Mrocznego rycerza" Jonathanem Nolanem i wiem, że on czytał moje komiksy, znał chociażby "Rozbite miasto". No i oczywiście "Jokera".

Czytanie Pana komiksów to jednocześnie obcowanie z historiami głęboko zakorzenionymi w amerykańskiej kinematografii. "Loveless" przypomina western...

- Kino nie odgrywało dużej roli w kształtowaniu moich scenariuszy. W poszukiwaniu inspiracji częściej sięgam po nagłówki gazet. Jeśli jednak miałbym wskazać coś, co popchnęło mnie do napisania "Loveless", powiedziałbym, że faktycznie były westerny, ale włoskie, nie amerykańskie.

Spaghetti westerny?

- Tak, dokładnie. Oczywiście lubię amerykańskie kino, ale nawet w przypadku "Rozbitego miasta" prędzej powołałbym się na francuskie noir, które odważyło się przekroczyć granice gatunku.

A "100 naboi"?

- W tym przypadku mieliśmy większy plan. Wiedzieliśmy, że historia musi rozwijać się stopniowo, bowiem to, co sobie wykoncypowaliśmy - a co, sądząc po przyjęciu komiksu przez czytelników, sprawdziło się w stu procentach - nie mogło zwalić się ludziom na głowę, trzeba było dozować tę opowieść. Czasem staraliśmy się flirtować z odbiorcą, sugerować, ale tylko sugerować, że za prostym pomysłem kryje się głębsza, złożona intryga. I kiedy udało nam się już zainteresować czytelnika, wtedy waliliśmy z całej siły. W sumie takie nasze podchody trwały rok, wszystko toczyło się w miarę spokojne i nagle - bum, odpaliliśmy bombę. Tym sposobem zaskoczyliśmy wszystkich dwukrotnie - początkowym pomysłem i jego niespodziewanym rozwinięciem.

Możesz zdradzić, nad czym obecnie pracujesz?

- Za miesiąc wychodzi moja nowa seria, "Spaceman". Jest to mieszkanka noir i science-fiction. Akcja dzieje się w naszym świecie, na Ziemi dotkniętej kryzysem ekonomicznym, katastrofami ekologicznymi i tak dalej. To komiks o świecie na krawędzi zagłady.

Briana Azzarello spotkaliśmy na XXII Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Na spotkanie ze zdobywcą prestiżowej nagrody Eisnera przyszedł tłum. Azzarello w świecie komiksowym jest ceniony nie tylko za jego sztandarową serię, która przyniosła mu sławę "100 naboi", ale także za "dymki" do komiksów o Batmanie, Supermanie i Wonder Woman oraz cykle "Hellblazer" i "Loveless".