Paweł Pawlikowski wyjechał z Polski jako nastolatek. Studiował i pierwsze filmy - najpierw dokumentalne, a potem fabularne - robił w Anglii. "Kobieta z Piątej Dzielnicy" powstała we Francji. To historia amerykańskiego pisarza Toma (Ethan Hawk), który zjawia się w Paryżu i szuka kontaktu z córką, którą była żona chce przed nim chronić. Niechciany, okradziony i samotnym w obcym mieście trafia do podejrzanego hoteliku w imigranckiej dzielnicy, dostaje tajemniczą pracę, spotyka polską kelnerkę Anię (Joanna Kulig). Ta dziewczyna ciągnie go w stronę światła.

Tymczasem poznana na spotkaniu literatów tajemnicza Magrit zdaje się sprowadzać go w mrok. Którą z nich wybierze Tom? To tylko jedno z licznych pytań w tym filmie, w którym rzeczywistość miesza się z literaturą, a może tylko z wyobraźnią. Czy Tom jest chory, czy tylko wrażliwy, co przeskrobał, na czym właściwie polega jego praca? Te pytania mogą intrygować. Ale "Kobieta z Piątej Dzielnicy" na pewno nie jest miłą i lekką rozrywką na jesienny wieczór.

Z reżyserem Pawłem Pawlikowskim rozmawia Maja Staniszewska

Po raz pierwszy głośno było o panu osiem lat temu, po premierze "Lata miłości" nagrodzonego BAFTą dla najlepszego filmu brytyjskiego. Dlaczego tak długo przyszło nam czekać na kolejny film?


Pisałem scenariusze, zacząłem nawet film, który musiałem przerwać. Spotkała mnie rodzinna tragedia, zajmowałem się dziećmi, ale dalej pisałem, uczyłem też w szkole filmowej. Aż francuskie producentki zaproponowały mi ekranizację książki Douglasa Kennedy'ego "Kobieta z Piątej Dzielnicy". Przeczytałem ją, ale uznałem, że to może być punkt wyjścia do jakiegoś dziwnego filmu. Bo już wcześniej chodziła mi po głowie historia o człowieku, który ma problemy psychiczne. Postanowiłem wziąć książkę Kennedy'ego pod włos i zrobić z klasycznego thrillera coś bardziej poetyckiego, dwuznacznego.

Który motyw z tego wieloznacznego filmu jest dla pana najważniejszy?

Pokazanie współczesnego człowieka Zachodu, który chce mieć wszystko. Więcej - wydaje mu się, że do wszystkiego ma prawo. Chce tworzyć, nie do końca wiadomo, czy ma talent, ale chce się wyrazić. Chce być kochany i spotkać miłość swojego życia, ale czy sam potrafi kochać? Chce być dobrym ojcem, ale nie wiadomo, czy jest w stanie. To jest dziś problem ludzi na Zachodzie, że wydaje nam się, że mamy prawo do wszystkiego: samorealizacji, twórczości, miłości, rodziny, a potem wszystko robimy połowicznie, słabo, bez przekonania i często lądujemy w ślepej uliczce.

Jak się panu udało zgromadzić taką obsadę: Ethan Hawk to Teksańczyk z Nowego Jorku, Kristin Scott Thomas, Brytyjka mieszkająca od lat we Francji i Joanna Kulig, młoda aktorka z Polski, która zasłynęła rolą Polki w Paryżu w głośnym "Sponsoringu"?

Już w trakcie pisania zacząłem sobie wyobrażać aktorów. Jako pierwszego zobaczyłem Ethana, potem Kristin, która idealnie pasowała do postaci bohaterki ponadczasowej, wieloznacznej, której intencje są niejasne. Spotkaliśmy się, nie trzeba było ich długo przekonywać, tacy aktorzy lubią nietypowe filmy. A Joasię poznałem trzy lata temu na castingu do filmu, który nie powstał. Utkwiła mi jednak w pamięci, zbieram sobie aktorów, którzy są wyraziści, mocni, mają coś magnetycznego, energicznego w sobie. I specjalnie dla niej napisałem postać, która jest całkowitym przeciwieństwem bohaterki granej przez Kristin.

Joanna Kulig zatem właściwie u pana debiutowała, bo zdjęcia do "Kobiety z Piątej Dzielnicy" odbyły się przed zdjęciami do "Sponsoringu". W "Lecie miłości" też debiutowała młoda aktorka - Emily Blunt, dziś gwiazda pierwszej wielkości. Jest pan dumny, że ją odkrył?

Nie, ale bardzo cieszę się z jej sukcesów. Wiedziałem, że ma talent. Zresztą druga dziewczyna, która grała w "Lecie miłości", Natalie Press, to też wielki talent. Ale ona przypadła do gustu Europejczykom, na punkcie Emily oszalało Hollywood. Strasznie mi miło, jak opowiada, że jest dumna z "Lata miłości", a potem dodaje, że nie powinna tego mówić, bo jest w tym filmie goła. I wszyscy lecą kupować DVD [śmiech].

Jest szansa na światową karierę i przed Joanną?

Jak najbardziej, choć angielski jako język ojczysty pomaga. Jeśli ma się jakikolwiek akcent to ogranicza aktora. Mam też nadzieję, że polskie kino będzie jej dawało ciekawe role.

Na kolejny pana film znów będziemy musieli czekać?

Mam nadzieję, że nie. Za kilka miesięcy zaczynam zdjęcia do filmu pod roboczym tytułem "Siostra miłosierdzia" o podróży młodej zakonnicy z nowicjatu i jej ciotki komunistki przez Polskę lat 60. To będzie opowieść o zderzeniu dwóch kobiet - religijnej, ciekawej świata i wypalonej, cynicznej intelektualistki-marksistki.