Często drugi człon nazwy ma znaczenie opisowe lub precyzujące (np. Phthirus inguinalis, czyli wesz łonowa). Niekiedy nadając roślinie czy zwierzęciu nazwę, uczeni nawiązują do jakichś postaci z mitologii (np. Diomedea exulans, czyli albatros wędrowny, w nawiązaniu do ptaków morskich, w które zostali zamienieni wracający spod Troi druhowie Diomedesa), geografii (Agave americana, czyli agawa amerykańska), bądź innego obszaru znaczeń (Streptopelia decaocto, czyli synogarlica turecka; 'dekaokto', po grecku 'dziesięć-osiem', ma przypominać jeden z podstawowych odgłosów wydawanych przez tego ptaka).

Czasami nazwa taka pozwala łatwiej dostrzec jakąś cechę czy alegoryczny sens, na który w mniej przejrzysty sposób wskazują nazwy danej rośliny czy zwierzęcia w innych językach. Na przykład nasz przegrzebek, szerzej w świecie znany jako małż św. Jakuba, to w naukowej taksonomii Pecten jacobaeus, czyli 'grzebyk jakubowy' - muszlą tego właśnie małża miał według legendy czesać włosy stroniący od wszelkiego zbytku św. Jakub apostoł (my z małżem św. Jakuba częściej spotykamy się na talerzu w restauracji). Kiedy indziej nadane przez Linneusza czy któregoś z jego uczniów miano dosadniej nazywa rzecz, na którą inne języki dyskretnie tylko wskazują - i tak nasz 'sromotnik bezwstydny' to w nomenklaturze naukowej Phallus impudicus; słowo 'phallus' nie pozostawia wątpliwości, że grzyb ten musi mieć coś wspólnego (tu konkretnie kształt) z męskim narządem płciowym.

Linneusz i jego naśladowcy musieli zatem, poza wiedzą czysto biologiczną, wykazywać się nie lada erudycją, przynajmniej w odniesieniu do znajomości antyku, a także intuicją przy przypisywaniu miana jak najodpowiedniejszego do nazywanego gatunku. Nie wszystko jednak zawsze szło gładko. Sam Linneusz np. zbyt łatwo dawał wiarę w relacje o napotkanych rzekomo na odległych lądach przez podróżników - tak jemu współczesnych, jak i historycznych - bestiach i dziwolągach; stąd do swojej taksonomii włączył m.in. yeti (Homo troglodytes), a także smoka, feniksa, mantykorę i satyrów. Wielki Szwed nie oparł się też pokusie dopieczenia kilku osobom, za którymi nie przepadał, wplatając ich nazwiska w jakąś źle kojarzącą się nazwę zwierzęcia (tak np. Aphanus rolandri, jeden z pluskwiaków, dostał swe imię od krnąbrnego studenta Linneusza, nazwiskiem Rolander, dla którego karą miało być przyrównanie do robala o imieniu znaczącym po grecku 'nikczemny' - aphanos).

Problemy z taksonomią nie skończyły się bynajmniej wraz z Linneuszem. W 1996 r. jednej z nowo odkrytych ryb omal nie nadano nazwy Heroina cocaina. Jej odkrywca, szwedzki biolog Sven Kullander, nadał rybie pierwszy człon imienia 'Heroina', ponieważ wydawała mu się spokrewniona z rodzajem pielęgnic o imieniu 'Heros' (obejmującym cztery gatunki: Heros efasciatus, Heros notatus, Heros severus i Heros spurius). 'Cocaina' natomiast miało pochodzić od ekwadorskiego miasta Coca, w pobliżu którego po raz pierwszy złapano tę rybę. Nazwa była - przynajmniej w zamyśle Kullandera - zupełnie niewinna, w stu procentach naukowa i nie miała mieć nic wspólnego z narkotykami. Świat akademicki zdecydował jednak inaczej i nazwał rybę Heroina kullander, na cześć jej odkrywcy, o którym dałoby się chyba powiedzieć, że żyje w lekkim oderwaniu od świata.