Pamiętasz swój bal maturalny? Czy ktoś ze zgromadzonych tańczył wtedy tango?

- Nie mam pojęcia, ale mogło tak być. Podejrzewam, że mogliśmy tańczyć do bardzo wówczas popularnego utworu Maanamu "To tylko tango". Bardzo się cieszę, że polskie zespoły rockowe podjęły ten temat i zaczęły powstawać takie piosenki jak "Takie tango" Budki Suflera czy "Nieustanne tango" Republiki. Tym sposobem poprawiliśmy sobie średnią, jeśli chodzi o liczbę tang napisanych po wojnie. Bo w czasie dwudziestolecia międzywojennego powstało ich ponad dwa tysiące.

Dlaczego od tamtego czasu tak rzadko obcowaliśmy z tangiem?

- Tango było kojarzone z muzyką buntu. Improwizowany taniec kobiety i mężczyzny zbliżających się do siebie na niebezpiecznie bliską odległość bardzo szokował jak na ówczesne czasy. A i muzyka była nośnikiem dla odważnych treści. Istnieje wiele anarchistycznych pieśni napisanych w tym rytmie, a tanga także w powojennej Polsce traktowano nieufnie na równi z rock and rollem. Przecież hasło big-bit wymyślono po to, aby nie drażnić uszu imperialistycznym rockiem.

Słyszałeś o szykanowaniu muzyków z powodu grania zakazanej muzyki?

- Mój ojciec, który był muzykiem i na przełomie lat 50. i 60. grywał na dansingach, opowiadał, że często z kolegami z kapeli kładli przed sobą nuty rosyjskich czastuszek, a grali zupełnie coś innego. Czasami zdarzały się takie sytuacje, że pijany ubek wstawał z krzesła i chwiejnym krokiem z pistoletem w garści podchodził do muzyka i przystawiając mu lufę do głowy, krzyczał: "Skończcie z tą amerykańską zgnilizną!". I tango, i jazz były ciągle na indeksie.

Na płycie "Tangado" nie ma wyłącznie archiwalnych piosenek. Co cię skłoniło do napisania współczesnych tang?

- Nie chciałem robić tak jak wszyscy. Bardzo się ucieszyłem, że Wojtek Byrski, z którym wspólnie pracujemy nad piosenkami dla zespołu IRA, napisał "Most samobójców", bo dwie wcześniejsze propozycje tekstu nie przypadły mi do gustu. A on dostał samą muzykę i raptem w ciągu jednego dnia stworzył arcydzieło. Te nowsze piosenki zostały przez nas specjalnie zaaranżowane, aby klimat dawnych tang został zachowany. W tych utworach dzieje się bardzo wiele, jeśli chodzi o sam rytm. Bawimy się tempem - raz zwalniamy, raz przyśpieszamy piosenkę. Nigdy nie jest jednostajnie.

Dlaczego w zestawie piosenek zabrakło popularnego "Tanga milonga"?

- Ponieważ każdemu tango kojarzy się tylko z tą piosenką, a mało kto pamięta o "Tej ostatniej niedzieli". Oczywiście "Tango milonga" jest najpopularniejszym polskim tangiem na świecie, ale "To ostatnia niedziela" również cieszy się dużym uznaniem. Słyszałem ten kawałek nawet w wykonaniu izraelskiej grupy, śpiewany przez kobietę. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele polskich tang funkcjonuje na świecie. W Argentynie są tłumaczone na język hiszpański i uważane za swoje. Bo nasze tanga - w przeciwieństwie do francuskich czy niemieckich - mają w sobie latynoski pierwiastek.

Skąd się wzięła u ciebie taka miłość do tanga?

- Te stare melodie są przepiękne. Jest w nich wiele kunsztu, a teksty, mimo że czasem banalne, napisane są z wielką kulturą słowa. Ale trudno się dziwić, skoro piosenki pisali wielcy poeci, m.in. Julian Tuwim - autor słów do utworu "Miłość ci wszystko wybaczy". Bardzo interesuję się historią tamtego okresu - sztuką, muzyką, uwielbiam przedwojenne polskie kino; te naiwne komedie czy łzawe melodramaty.

Tango w kulturze "prześladuje" nas od dawna - weźmy choćby film "Ostatnie tango w Paryżu" Bertolucciego czy słynny dramat "Tango" Mrożka. Czego synonimem może być tango we współczesnej muzyce?

- Dla mnie tango było na początku XX wieku tym samym, czym w latach 50. rock and roll albo na przełomie lat 70. i 80. punk rock czy w końcu dekadę później grunge. Każdy z tych gatunków dokonywał przełomu w muzyce.

Jak się słucha polskich tang przedwojennych, można odnieść wrażenie, że bohaterowie tych piosenek byli dżentelmenami bez ikry, którzy łatwo kapitulują po odrzuconych zalotach do kobiet. Czy to postawa godna mężczyzny?

- To nie zupełnie tak. Bohater "Tej ostatniej niedzieli" elegancko wycofuje się i daje do zrozumienia, że nie pozostaje mu nic innego, jak palnąć sobie w łeb. Ale nie dlatego, że jest mięczakiem, tylko honorowym gościem. Podobno dawno temu faceci rzeczywiście zamawiali ten numer u orkiestry i odbierali sobie życie.

Tobie też zdarzyło się wielkodusznie odpuścić konkurentowi wybrankę swego serca?

- Odpowiem inaczej - w młodości nie zdarzyło mi się porzucić żadnej kobiety, to one porzucały mnie [śmiech].

Namawiasz ludzi do pójścia razem z tobą w tango?

- Oczywiście, że tak. Sam poszedłem w tango i całkiem nieźle się czuję [śmiech].