Profesor Jerzy Bralczyk uczył się składać litery na "Trybunie Ludu" i "Gromadzie", którymi w jego rodzinnym domu po umyciu wykładano podłogi. Lekturą dzieciństwa był "Pan Tadeusz" z portretem Mickiewicza na okładce, którego mały Jurek brał za tytułowego bohatera. Zresztą nasz poemat narodowy jest jego ulubioną książką do dziś. Kompozytor Jacek Cygan pierwszej książki nie przeczytał, ale jej wysłuchał. Był to "Koziołek Matołek" Kornela Makuszyńskiego, którego w latach 50. w niedzielne poranki w odcinkach czytano w radiu. Najbardziej ukochany był jednak wypożyczony z biblioteki Domu Kultury Lutnia w rodzinnej Niwce, dzielnicy Sosnowca, "Konik Garbusek" z ilustracjami Marcina Szancera.

O lekturach z dzieciństwa opowiedzieli Jarosławowi Mikołajewskiemu i Ewie Świerżewskiej m.in. Julia Hartwig, Janusz Gajos, Andrzej Wajda, Robert Korzeniowski, Paweł Mykietyn czy Kazik Staszewski.

Okazało się, że wśród rozmówców znaleźli się i tacy, którzy z książek dla dzieci nigdy nie wyrośli. Jak poetka Wanda Chotomska jako mała dziewczynka czytała wszystko, co wpadło jej w ręce, niekoniecznie rozumiejąc to, co czyta. Efektem tego był incydent z "Wyspą skarbów", kiedy z młodszą siostrą biegały po domu, śpiewając: "Czterdziestu chłopa na umrzyka skrzyni. Jo-ho-ho! I butelka rumu!", a towarzyszyła im wspomniana butelka. Odtąd rodzice postarali się, by zaczęła czytać książki bardziej odpowiednie dla jej wieku. Kiedy była starsza, uwielbiała "Anię z Zielonego Wzgórza", nie mogła za to przebrnąć przez "Serce" Amicisa, którym wszyscy się zachwycali. Grafik Bohdan Butenko wspomina z kolei, że książki były bardzo ubogie w ilustracje. W szkolnych zeszytach rysował więc komiksy, co niekoniecznie podobało się jego nauczycielom, za to bardzo kolegom, którzy z niecierpliwością czekali na kolejne odcinki. Żałował, że jego ulubiona książka "Emil i detektyw" Ericha Kastnera miała tak mało obrazków. Kilkadziesiąt lat później sam miał okazję to zmienić - dostał zlecenie zilustrowania jej na nowo.

O książkach z dzieciństwa mówią też ci, którzy w dorosłym życiu zajęli się zupełnie czym innym. Himalaistka Anna Czerwińska była chorowitym dzieckiem, a książki umilały jej dość samotne dzieciństwo. Uwielbiała "Lato leśnych ludzi" i "Dzieci z Bullerbyn". "Tomek na tropach yeti", którym się zaczytywała, przypominał się jej, kiedy zdobywała Koronę Ziemi. Pod choinkę wolała jednak dostać zestaw małego majsterkowicza. Ale to właśnie książki, m.in. jej ulubiona seria "Naokoło świata" wydawana przez Iskry, rozbudziły w niej chęć poznania świata. Bywały też oknem na świat zupełnie zwyczajny. Pokazywały, jak wygląda normalny dom, do którego wraca się po szkole, czego nie mogła doświadczać spędzająca dzieciństwo w ośrodku dla niepełnosprawnych dzieci działaczka społeczna Janina Ochojska. Były też drogowskazami w drodze do dorosłości, jak książka "Tędy i owędy" Melchiora Wańkowicza, która nauczyła dziennikarza Kamila Durczoka dystansu do siebie i tego, co się w życiu przydarza. Czasem spełniały zupełnie prozaiczną funkcję: u sąsiadów Wandy Chotomskiej były brakującą nogą od stołu, a w pełnym książek domu pisarza i tłumacza Michała Rusinka bardzo się przydawały do produkcji piszingera - wafle trzeba było przecież czymś przygnieść. Tak czy inaczej bez książek trudno się obejść, nie tylko w dzieciństwie.