Twórca nominowanego do Oscara "Koszmaru Darwina" o tragedii rybaków znad jeziora Wiktorii tym razem zabiera nas do wschodniej Afryki. Przylatuje tu z Francji skonstruowanym domowym sposobem samolocikiem. Nie skupia się jednak na problemach z władzami, pogodą czy momentach, gdy chory na malarię ociera się o śmierć. W "Jesteśmy waszymi przyjaciółmi" Hubert Sauper konfrontuje widza z niedającymi się zapomnieć obrazami.

Na głębokim poziomie ten dokument to wielkie oskarżenie białych, od lat gwałcących Czarny Ląd. - Podaje w wątpliwość naturę naszej europejskiej cywilizacji oraz ukazuje jej narcystyczny cynizm, żądzę i przerażającą hipokryzję. To uniwersalny i bardzo osobisty film, wywołujący śmiech i dreszcze - uzasadniło swój wybór jury, które przyznało Sauperowi Nagrodę Millennium i 8 tys. euro.

Z Hubertem Sauperem rozmawia Piotr Guszkowski

Widok twojego samolociku wywoływał u niektórych salwy śmiechu. Chciałeś w ten sposób przełamać dystans i nieufność wobec obcego przybywającego z kamerą?

To tylko jeden z powodów. Gdy robisz dokument, dobra historia nie wystarczy: musisz też znaleźć swoich bohaterów, mieć dostęp do ludzi, z którymi chcesz rozmawiać. Szczególnie w kraju takim jak Sudan, dotkniętym wojną domową, w którym brakuje infrastruktury. Do rafinerii budowanych przez Chińczyków nie prowadzą żadne drogi, więc mogłem tam dotrzeć jedynie samolotem. W ten sposób stał się on swego rodzaju koniem trojańskim: przybywaliśmy z nieba, lądując na zapomnianych lotniskach bez pozwolenia, mówiliśmy, że potrzebujemy paliwa i jedzenia czy noclegu. To był świetny pretekst do nawiązania kontaktu.

Zależało Ci także na perspektywie obcego, który przybywa z innego świata.

Ta metafora była dla mnie bardzo ważna. Bawiłem się narracją kina science fiction, gatunku powiązanego z kwestią kolonializmu. Bo jak inaczej odczytywać podbijanie kolejnych planet czy wbijanie flagi na Księżycu? Samolot od samego początku był kluczem do zrozumienia tego filmu, dotyka bowiem istoty relacji białego człowieka z Afryką. Jest symbolem wyższości technicznej, pewnej arogancji, władzy i przemocy związanej ze zrzucaniem bomb. A z drugiej strony - niesie przecież pozytywne skojarzenia. Z samolotów korzystają Lekarze bez Granic, Organizacja Narodów Zjednoczonych dostarcza w ten sposób pomoc, nie mówiąc już o białym ptaku w symbolice chrześcijańskiej.

Zaskakujące może być to, że niezależnie od intencji, z jakimi ludzie przybywają do Afryki, zawsze traktują miejscowych z poczuciem wyższości. Jeden z bohaterów twojego filmu mówi, że Zachód ma dziś "elegancki sposób na kontrolowanie Afryki".

Dla mnie "Jesteśmy waszymi przyjaciółmi" to swoista psychoanaliza kolonializmu, kolektywnej patologii zachodniego świata. Przez ostatnie kilkaset lat żądni dominacji Europejczycy wyprawiali się statkami w nieznane, by zdobywać i zaprowadzać własny porządek. To oni przynieśli koncepcje granic i monoteistycznych religii, w sposób pośredni lub bezpośredni zniszczyli całe cywilizacje, miliony istnień ludzkich, następnie dorabiając narrację, że przecież przybywają z pomocą (śmiech). Cynizm tych działań wyraża się w tytule dokumentu.

Rzeczywiście, w tym kontekście tytuł brzmi jak okrutny żart.

Bo to jest okrutny żart.

Co takiego sprawiło, że nakręciłeś kolejny film o Afryce?

Przyciąga mnie tam zagadka człowieczeństwa. Wszystko jest tam bardziej transparentne, bardziej przejrzyste. Jeśli europejski polityk palnie jakąś głupotę, dorabia się do tego odpowiednią retorykę, żeby zabrzmiało sensownie. Tam głupota pozostaje głupotą. Jednak wbrew pozorom ten dokument nie opowiada o Afryce czy o Sudanie, chociaż tam się rozgrywa, tylko o związku władzy z hipokryzją. O kłamstwach, nadziei, a przede wszystkim o imperializmie. Czyli tak naprawdę mówi nam więcej o Europie.

Nie wybrałeś jednak Sudanu Południowego przypadkowo.

To państwo znajduje się na skrzyżowaniu imperialnych wpływów i interesów, jak dwieście lat temu Sarajewo, a dziś Ukraina. Pojechałem tam w kluczowym momencie referendum i proklamowania niepodległości, co stanowiło dla mnie swoiste okno na historię. Głównym problemem współczesnej Afryki pozostaje kolonialny podział. Kontynent został przecięty sztucznymi granicami, wyznaczającymi strefy wpływów. Ludzie wciąż giną z powodu tych granic. I nagle ktoś postanawia stworzyć kolejną. Mówi się, że narodził się nowy kraj. Nikt nie wspomina, że powstała też nowa granica. Granica o długości dwóch tysięcy kilometrów, która przebiega dokładnie przez pola naftowe. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że wkrótce poleje się krew.

Patrząc na biedę, klęski głodu, wybuchające miny i inne problemy zwykłych ludzi kontrastujące z całą tą bzdurą o pokoju czy demokracji, widz marzy, żeby wszystko, co pokazujesz na ekranie, było jedynie fikcją, społeczną satyrą wymyśloną na potrzeby filmu. Jak reaguje publiczność?

Większość jest zszokowana, wcześniej nie dostrzegała tych problemów. Pochodzę z katolickiego środowiska, pewnie tak samo jak ty. Wysyłaliśmy paczki z pomocą dla biednych dzieci w Afryce, bez większej refleksji, co tam się naprawdę dzieje. Dobry dokument powinien zmuszać do spojrzenia z innej perspektywy. Tworzę dość radykalne politycznie filmy. Mam za zadanie prowokować, wywoływać intensywne emocje, także wściekłość czy gniew, a nie dostarczać gotowe rozwiązania. Jednym z moich duchowych mistrzów był Ryszard Kapuściński. Prowadziliśmy korespondencję, ręcznie pisanie listy, niestety, nie zdążyłem poznać go osobiście. Odszedł zbyt wcześnie. Choć zarzuca się mu, że współpracował z wywiadem czy sporo zmyślał w swoich książkach, jedno wydaje się pewne: Kapuściński był genialnym obserwatorem. Poza tym przekazywał w swoich książkach niezwykłą pasję i fascynację nie tylko Czarnym Lądem, ale po prostu fascynację człowiekiem. Podobne zadania stawiam przed sobą.

Główne nagrody Planete+ Doc:

Nagroda Millennium: "Jesteśmy waszymi przyjaciółmi", reż. Hubert Sauper; wyróżnienia: "Czy Noam Chomsky jest wysoki, czy szczęśliwy?", reż. Michel Gondry i, "Aksamitni terroryści", reż. Ivana Ostrochovsky, Pavol Pekarcik, Peter Kerekes

Nagroda Magicznej Godziny: "Trzy kobiety", reż. Anna Jadowska; wyróżnienia: "Off Road", reż. Elisa Amoruso, i "Głosy z wyżyn", reż. Benjamin Oroza

Canon Cinematography Award: "Pożegnanie z Hollywoodem", reż. Henry Corra, Regina Nicholson; wyróżnienia: "Badjao. Duchy z morza", reż. Eliza Kubarska, i "#chicagoGirl. Facebookowa rewolucja", reż. Joe Piscatella

Green Cross Warsaw Award: "Testowane na ludziach", reż. Dany Nachman i Jon Hardy; wyróżnienie: "Klimatyczni oszuści", reż. Tom Heinemann

Nagroda Amnesty International: "W rolach głównych: białoruscy wichrzyciele", reż. Madeleine Sackler; wyróżnienia: "Podejrzany: Ai Weiwei", reż. Andreas Johnsen, i "Sztuka i rewolucja", reż. Marco Wilms

Nagroda Akademii Planete+ Doc: "Strumień miłości", reż. Ágnes Sós; wyróżnienie: "Trzy kobiety", i "C.K.O.D.2 - Plan ewakuacji", reż. Piotr Szczepański

Nagroda publiczności: "Był sobie las", reż. Luc Jacquet