- To moja pierwsza legalna płyta - mówi Tomek o "Anatomii". - Wcześniej powstało kilka zbiorów różnych kawałków, często w niedokończonych wersjach roboczych. Ale na tym albumie już do nich nie wracałem. Przeszłość trzeba oddzielić grubą kreską - tak twierdzi.

Wyjście z podziemia dzięki hejterom

Tych chałupniczych wydawnictw było trzy. Płodny raper tkwił w przysłowiowym undergroundzie i drogą nieoficjalnie-kumplowską informował zamknięty krąg ludzi o swojej twórczości. "Shino Hito", "Shino Hito Zero" i "Shino Hito 2" to płytowe pozostałości po okresie działalności poza hiphopowym mainstreamem. - Będąc w artystycznym podziemiu, dorobiłem się sporej rzeszy fanów. Ludzie kojarzyli mnie z koncertów i doradzali, że powinienem czym prędzej wydać legalną płytę. I szczęśliwym trafem pewnego razu raper Potok podrzucił mój materiał Rahimowi [właściciel wytwórni MaxFloRec - red.] - tłumaczy, jak doszło do muzycznego wyjścia z cienia K2.

Raperzy nie mają łatwo - hiphopowy rynek bardzo urósł w porównaniu z połową lat 90., a artystów, którzy chcą się przebić, jest na pęczki. Pytam K2, komu jeszcze poza kolegami muzykami ma wiele do zawdzięczenia w promowaniu swojej twórczości. Odpowiedź jest trochę zaskakująca. - Pomogli mi hejterzy. Jakiś gość rozsyłał po forach internetowych moje piosenki na zasadzie: "Zobaczcie, jakie to jest g.". I okazało się, że bardzo mi pomógł, bo wielu ludzi dowiedziało się, kto to jest ten K2. Na tej samej zasadzie posłuchałem po raz pierwszy rapera Pikeja. Niech żyją hejterzy!" - mówi Tomek.

Banalne dźwięki?

Gorzej jeśli hejterem jest dziennikarz opiniotwórczego portalu i recenzując płytę artysty, dokonuje miażdżącej oceny jego twórczości na oczach potencjalnych klientów tej muzyki. K2 zdążył już poznać prawdę o sobie i płycie "Anatomia", która razi banalnymi sformułowaniami, jest stylistyczną popłuczyną po Kalibrze 44 i ten cały jego rap jest co najwyżej wart Tatr. - Nie tworzę lekkostrawnej muzyki. Umiłowałem sobie mroczny hip-hop, ale nie dopatrywałbym się tu wpływów psychorapu, choć Kaliber 44 bardzo szanuję. Może niektóre niepochlebne recenzje biorą się z tego, że unikam bangerów, czyli tzw. tłustych bitów, które mają potencjał radiowego singla. Trudno na "Anatomii" wskazać dużo takich kawałków, są może ze dwa, góra trzy - wyjaśnia raper.

Niech Maryla zarapuje

Ale "Anatomia" wyróżnia się nie tylko brakiem melodyjnych bitów. To płyta nagrana wyłącznie z jednym producentem, co jest ewenementem na hiphopowym rynku. I na dodatek nie roi się tu od zaproszonych gości, co stanowi akurat wyjątek potwierdzający regułę, że w dobrym tonie jest namawiać na współpracę innych raperów. - Wymyśliliśmy z producentem, że rezygnujemy z gości na płycie, ale ten plan nie został do końca zrealizowany. Po jakimś koncercie, usiadłem z Buką przy piwie na backstage'u i on zapytał wprost: "Powiedz mi, Tomek, jak to jest - ja cię zapraszam na każdą moją płytę, a ty mnie nigdy" [śmiech]. Po czym wprosił się na "Anatomię", ku mojej wielkiej radości - mówi Tomek i dodaje, że nie wyklucza na przyszłość kolejnych duetów. Z kim? - Kiedyś mnie o to pytano i odpowiedziałem, że z. Marylą Rodowicz. Lubię ekstremalne alianse. Poza tym mój tata słuchał jej piosenek. Gdybym miał wybierać, wolałbym, aby znana piosenkarka zaśpiewała moje kawałki, a nie na odwrót. To byłby dobry chwyt marketingowy - dodaje ze śmiechem.

Chce was ponieść na duchu

Rap K2 do przyjemnych nie należy. Pomijając elementy stylistyczne i tę mroczność, o której z naciskiem mówi artysta, słowa układają się w pesymistyczny obraz miejskiego westernu kręconego z perspektywy ulicy, podwórka czy sąsiedniej klatki w bloku obok. Są tu m.in. "Scena dramatu" i "Scena akcji", jest luźna analogia do historii kolegi, który potrącił człowieka i popełnił samobójstwo, a także komentarz w obronie dzielnicowego kodeksu honoru, że to nie fair odbijać drugiemu dziewczynę ("Nagi instynkt"). W "System of a Down" K2 zdobywa się na krótkie expose i gani korporacyjny ustrój, a jednocześnie nie chce uchodzić za mentora dla młodzieży. - Opowiadam o swoich przemyśleniach. Nikt nie musi się ze mną zgadzać. Rolą mentora jest nauczać innych, a ja mam tylko nadzieję, że jeśli ktoś posłucha kawałka o "krwi na zderzaku", nie wsiądzie pod wpływem alkoholu za kółko - podkreśla K2.

Płytę promuje singel "Tu umierają anioły" oraz piosenka motywacyjna "Moment", do której nakręcono teledysk o chorym na raka chłopaku. Zdiagnozowana choroba jest dla bohatera klipa impulsem do realizacji życiowych marzeń. Czyż rap nie może podnosić na duchu?