W świecie Sierockiego wszyscy artyści są tacy sami - do znudzenia genialni, wspaniali i perfekcyjni. A sposób ich prezentacji przez twórcę tego alfabetu muzycznego przypomina odpytywanie przy tablicy mało rozgarniętego ucznia. Sierocki streszcza karierę danego wykonawcy z polotem stałego czytelnika Wikipedii, który od siebie ma niewiele do dodania. Czasami uraczy nas anegdotą, jak ta, że Jon Bon Jovi robi w hotelach rezerwacje na fikcyjne nazwisko Robert Kozłowski (szef ochrony jego zespołu jest Polakiem), albo że Toto Cutugno dedykuje na koncertach piosenki lekarzom, którzy pomogli mu w walce z rakiem. Na tym ciekawostki się wyczerpują. Więcej pikantnych szczegółów przeczytamy w książce kucharskiej, bo ulubioną przyprawą Sierockiego jest, niestety, lukier. - Pan Jurek jest człowiekiem radosnym, ma niezwykłe poczucie humoru. potrafi się śmiać z samego siebie - pisze o Połomskim.

Autor próbuje okraszać narrację krótkimi wywiadami na marginesach stron, ale te "dialogi na boku" niewiele wnoszą do lektury. "Opowiedz, jak powstała twoja piosenka?" - pada rutynowe pytanie. I zagłaskiwani przez ubogą dociekliwość dziennikarza rozmówcy powtarzają to, co zdążyli już powiedzieć setki razy przed kamerami, do gazet, w internecie...

Nie dało się oryginalniej, uczciwiej i bardziej fachowo? Dołączone do sylwetek artystów notki biograficzne też są wątpliwym bonusem. Te wszystkie dane wyskakują z Google'a już przy pierwszym kliknięciu.

Książka Sierockiego to kolejny półprodukt wydawniczy pisany na kolanie w celu osiągnięcia wysokonakładowej sprzedaży niskim kosztem. Na szczęście są lepsze sposoby, aby wydać 44,90 zł.