Z Fokusem i Rahimem rozmawia Konrad Wojciechowski

Kiedy słucha się tak dojrzałych hiphopowych produkcji, jak wasza płyta "Reversal", można odnieść wrażenie, że stworzyliście muzykę dla szerokiego kręgu. Rap Pokahontaz stał się przystępny?

Fokus: Dużo się u nas zmieniło. Przede wszystkim dorośliśmy. Pozakładaliśmy własne interesy, rodziny, pobraliśmy kredyty. Staliśmy się normalnymi ludźmi.

A wcześniej nimi nie byliście?

Fokus: Wcześniej byliśmy zbuntowaną młodzieżą.

Rahim: Pokazaliśmy, że nawet żyjąc poza systemem, potrafimy sobie świetnie radzić. Przez wiele lat media nie interesowały się hip-hopem. Kpiły sobie z raperów, próbowały ich kompromitować i wypierać ze świadomości odbiorców, pokazując tylko ciemną stronę całej subkultury i tej muzyki. Nas to nie zraziło. Wykształciliśmy własne kanały bezpośredniego docierania do ludzi - mamy internet, sami wydajemy muzykę, dbamy o wizerunek, a na dodatek prowadzimy firmę odzieżową. Powstała odrębna gałąź rynku, której jesteśmy panami i władcami.

Jak po tej gałęzi mają poruszać się niezwiązani z rapem słuchacze "Reversal"? Co mają zrobić, aby wejść na nią, nie spaść i się nie potłuc?

F.: To jest dojrzała muzyka oparta na naszych przemyśleniach. Nie ma tu mowy o szczeniackich wygłupach, a i my nie staramy się być bardzo hiphopowi, raczej bardziej ludzcy i emocjonalni. Ważne, aby prostym językiem mówić o życiu, bo sztuka jest kompresją rzeczywistości.

R.: Zdajemy sobie sprawę, że gros ludzi słuchających hip-hopu poszukuje czegoś więcej, odważnie sięga po muzykę spoza tego gatunku. "Reversal" serwuje kawałki bardzo zróżnicowane i, chociaż w dalszym ciągu wszystko koncentruje się wokół elektronicznych beatów, mocno rozwinęliśmy formułę odwołując się nawet do dupstepu, czyli rzeczy absolutnie teraz na topie, która zawładnęła większością klubów. Jest także sporo sampli opartych na brzmieniach z lat 90. A wszystko to wyszło z nas naturalnie.

Na płycie słychać wielu gości. Był specjalny casting wśród raperów z branży?

F.: - Wybieraliśmy kolegów wedle klucza mocno prywatnego. Znamy się wszyscy doskonale, więc jeśli kogoś nam na płycie szczególnie brakowało, wysyłaliśmy zaproszenie. W odpowiedzi dostawaliśmy pocztą internetową paczki pełne beatów i wybieraliśmy te, które przypasowały nam w stu procentach.

R.: Ale też kierowaliśmy się potrzebami. Podczas pracy nad "Serum" okazało się, że brakuje nam klamry w postaci refrenu. Mogliśmy wykonać go sami, ale zachęciliśmy Wuzeta. Zgodził się bez wahania. Szukaliśmy też gościa do refrenu w "Desperado 2". Najbardziej zaskoczył nas Kleszcz, który był czwartą osobą próbującą to nagrać i w ostateczności.

F.: - . zgwałcił system [śmiech].

To wysyłanie sobie beatów jest dozwoloną w waszym środowisku wymianą własności intelektualnej?

R.: - To jest kooperacja, współtworzenie. Wiemy, o czym chcemy powiedzieć w danym numerze i potrzebujemy ten temat odpowiednio zilustrować muzycznie. Raz wybór pada na beat szybki i energiczny, kiedy indziej na ciężki i patetyczny.

Czy na "Reversal" trafiły utwory poczęte dużo wcześniej, ale z pewnych względów niedokończone?

R.: Na pewno takim numerem jest wspomniany "Desperado 2" z Buką i Kleszczem, który planowaliśmy nagrać już na drugą płytę Pokahontaz "Rekontakt". Ale zwyczajnie zabrakło nam czasu, zbliżała się premiera tamtego albumu i odłożyliśmy to na później.

F.: Kilka pomysłów przeleżało sobie w szufladzie i czekało na właściwy beat.

R.: Bo dobry beat działa jak impuls. Można wtedy pisać od ręki.

Zdarza wam się kalkulować podczas pisania? Są jakieś tematy tabu, o których lepiej nie rapować?

R.: Sztuka nas nie krępuje. Jedynie własna etyka i ramy myślowe mogą nas ograniczać. Nie unikamy niewygodnych tematów, bo mamy ten komfort, że nikt nam nad głową nie stęka, co wolno śpiewać, a czego nie.

F.: Zaraz pewnie zapytasz, dlaczego nie piszemy o wojnie. Ale w singlowym numerze "Przeciwwaga" Rahim śpiewa: "Kiedy śledzę wieści z globu, mam stracha / Każda mieści zło i tacha dramat, poracha!". Ten fragment pokazuje, że mamy świadomość powagi pewnych spraw.

I nie kusi was, aby rozwinąć ten komentarz?

R.: Wolimy poruszać tematy uniwersalne, dotykające człowieka. I to działa. Kiedyś napisała do mnie dziewczyna, która jeździła samochodem do pracy z prawdziwym piratem drogowym. Żadne prośby i groźby nie skutkowały. Aż do chwili, kiedy w aucie puściła mu mój numer "Sekunda". Słowa piosenki zmieniły się w czyn - ten człowiek zdjął nogę z gazu.