Cała trójka związana jest z Poznaniem. Tam się poznali, tam w różnych składach próbowali coś grać, choć wcale nie byli sobie pisani. Wokalista Iwo Borkowicz w ogóle na początku nie śpiewał, wystarczała mu gra na perkusji. Aż pewnego dnia postanowił ułożyć w domu kilka piosenek. Gdy zrobił pierwsze szkice, zgadał się z Andrzejem Zujewiczem, żeby może założyć zespół. Ale potrzebny był ten trzeci. - Stefan Czerwiński dołączył do nas na trzeciej próbie. Miał zostać tylko na chwilę, a jest już z nami pięć lat - mówi nam Iwo Borkowicz.

Lekki Trip pod hamburgera

Numery wymyślone przez Iwa były impulsem do napisania czegoś już we trzech. Jednym z utworów, który rodził się po kawałku w głowie każdego z muzyków, był "Trip". Lekki, jednostajnie wlokący się numer, ma jednak swoją kulminację, a przecież reklama musi oddziaływać na ludzkie emocje. Takimi kategoriami kierowały się zapewne osoby z agencji reklamowej, które znalazły piosenkę The Ploy na YouTubie i dostrzegły w niej potencjał. - Przez dziewięć miesięcy "Trip" leciał w podkładzie do hamburgerów McDonald's, puszczały go radia i telewizje, nawet w przerwie meczu między Realem Madryt i Manchesterem United w Lidze Mistrzów. Zdecydowaliśmy się na ten krok, aby dotrzeć do możliwie najszerszej publiczności - opowiada Iwo.

I rzeczywiście, niebawem rozdzwoniły się telefony z różnych rozgłośni radiowych. The Ploy trafili do eteru, a pieniądze zarobione w reklamie postanowili zainwestować w debiutancką płytę. Iwo nie miał już wątpliwości, że powinien śpiewać. Wziął kilka lekcji z emisji głosu, ale prawdziwym poligonem doświadczalnym były próby oraz koncerty.

Supportowali już wszystkich

The Ploy najwięcej koncertowali w Poznaniu i okolicach. W 2011 roku pojawili się w Jarocinie na przeglądzie młodych kapel. I chociaż nie wygrali w finale konkursu, fama o poznaniakach poszła w Polskę i wkrótce Iwo z kolegami zagrali kilka supportów przed wielkimi gwizdami - poprzedzali Monikę Brodkę, Fisza i Emade oraz Myslovitz podczas ostatniego koncertu z Arturem Rojkiem w składzie. Marzy im się jeszcze spotkać na scenie Lecha Janerkę, ale generalnie stawiają na samodzielne koncerty. - Supportowaliśmy już wszystkich w tym kraju, przed którymi chcieliśmy grać. Czas, by role się odwróciły - żartuje Iwo.

Markę zespołu buduje jednak pokora, dlatego The Ploy wpadli na pomysł, żeby w klubach w małych miejscowościach nie grać za bilety, tylko za stawkę "co łaska" wrzucaną do kapelusza. - Chcieliśmy przekonać do siebie ludzi naszą muzyką. I muszę powiedzieć, że dziewięć na dziesięć takich koncertów zakończyliśmy bardzo przyzwoitym wynikiem finansowym. Wyszliśmy na tym lepiej niż na niejednej imprezie biletowanej - przekonuje wokalista.

Grali dla przechodniów z dachu

Ale zdarzały się bardziej niekonwencjonalne koncerty w miejscach, które absolutnie nie kojarzą się ze sceną. The Ploy mają na koncie występ na dachu poznańskiej winiarni "Pod Czarnym Kotem". - Bardzo miło wspominam ten event. Skorzystaliśmy z zaproszenia naszego kolegi, wyszliśmy na dach, rozstawiliśmy instrumenty i zaśpiewaliśmy dla przechodniów. Ludzie parkowali samochody, siadali na maskach aut i słuchali. Nawet kierowca autobusu zatrzymał się na czas trwania jednej piosenki, a sanitariusze z karetki, która jechała do pobliskiego szpitala, otworzyli okno i pokazali nam uniesionego kciuka - wspomina Borkowicz. Kiedy przypominam mu, że swego czasu Beatlesi dali koncert na dachu wytwórni Apple, a kilka lat temu na dachu Cepelii w Warszawie nieoczekiwanie wystąpił Perfect, Iwo skromnie się uśmiecha. - W kontekście idei są to trafne porównania, ale w kontekście skali wydarzeń już za bardzo wyolbrzymione.

Album "The Most Famous Man Nobody Has Ever Heard Of" to zabawa różnymi odmianami melodyjnego rocka. W ucho wpada zwłaszcza upozorowany momentami na stoner rocka "Bright Side", funkujące "Use The Gun" z reggae'owymi zaśpiewami albo przypominające nieco "Cecylię" Simona & Garfunkela gęsto poprzetykane chórkami "Tides". W "City Of Famous People" Iwo śpiewa o hipsterskiej Warszawie, w której każdy udaje, że zna każdego, a piosenka o "Kaliskiej" nie dotyczy wcale łódzkiego klubu, tylko małej miejscowości, w której mój rozmówca lubi zaszyć się z kumplami i przy drinkach z plastikową palemką pograć na gitarach.

Kilka tygodni temu Iwo przeprowadził się do Gandawy, gdzie studiuje architekturę, ale w przerwach od występów z The Ploy nie narzeka na brak muzycznych wrażeń. - W Gandawie każdy na czymś gra. Wynajmuję pokój z dwiema studentkami. Jedna wygrała "The Voice Of Belgium", druga doszła do półfinału tego programu. W pokoju stoi pianino i gitary, więc muzyka wypełnia każdą wolną chwilę - mówi Iwo.