Impulsem dla Wlekłego, by pojechać na Dominikanę, był skandal pedofilski z udziałem polskich księży, w tym nuncjusza apostolskiego arcybiskupa Wesołowskiego. Pedofilia to zaledwie wierzchołek góry lodowej, choć to porównanie jak na dominikańskie tropiki nieco nietrafione. Wlekły zanurza się głębiej, odsłaniając to, co kryje się pod powierzchnią turkusowej wody karaibskich kurortów, gdzie tak chętnie przyjeżdżają turyści. Chce poznać prawdę o tamtejszej rzeczywistości ukrytą pod warstwą bardzo medialnego skandalu.

W swoją podróż zamiast przewodnika zabiera "Święto kozła" - powieść noblisty Vargasa Llosy, opowiadającą o czasach dyktatury Leonidasa Trujillo, który ponad 30 lat trzymał Dominikanę w kleszczach totalitarnych rządów. Taka postać nie bierze się znikąd, dyktatora nie importowano do tego kraju i nie narzucono siłą. Jak każda dyktatura i ta wynikła ze struktury samego społeczeństwa, w Dominikanie opartego na "wielkim machismo". Jak twierdzą tamtejsi politolodzy i antropolodzy, to esencja "dominikańskości". Najłatwiej zobaczyć machismo na ulicach, gdzie jest tak głośno, że trudno porozmawiać przez telefon. - Gra muzyka, krzyczą kobiety, wrzeszczą dzieci. Mężczyźni są jak koguty: barwni, hałaśliwi i zadziorni. Zwłaszcza ci "zapuszkowani" w blaszanych klatkach - pisze Wlekły. W ciągu kilkutygodniowego pobytu na Dominikanie autor nie widział za kółkiem żadnej kobiety, za to był świadkiem kilkunastu ulicznych wypadków, które zresztą są najczęstszą przyczyną śmierci w tym kraju. Siadając za kierownicą, dominikańscy mężczyźni przedzierzgają się w koguty, których walki są ich ulubioną rozrywką. Krwawą i pełną przemocy - kogutom do łap przymocowują metalowe ostrogi, żeby mogły ranić i zabijać. Prowizoryczne ringi ociekają krwią zwierząt i testosteronem ich właścicieli. - Koguty są dla tych facetów jak samodzielne, samosterujące penisy, ruchome, żyjące własnym życiem genitalia - pisze.

To, co dzieje się na ulicach, rozgrywa się także w domowych zaciszach. Tam też trwa walka kogutów. Manuel, dwudziestosiedmiolatek o wyglądzie studenta pierwszego roku, z którym autor ucina pogawędkę w autobusie, ma siedmioro dzieci z trzema partnerkami. - Mężczyźni prześcigają się w tym, który więcej ma dzieci, który więcej ma kobiet, wielka kultura zapładniania po prostu tam istnieje i kobiety muszą to akceptować - cytuje autor Denise Paiewonsky, znaną feministkę dominikańską. Ukuła ona termin "pedofilia kulturalna", bo aż trzydzieści procent nieletnich dziewcząt zachodzi w ciążę zapłodnione przez dorosłych. Zazwyczaj są gwałcone. Najczęściej przez dziadka, ojca, brata. Większość kobiet jest przekonana, że to normalne. Do tego, z powodu silnej pozycji Kościoła, w Dominikanie obowiązuje całkowity zakaz aborcji. Przeprowadza się więc je nielegalnie - aż sto tysięcy rocznie. Wiele kobiet przypłaca to życiem - śmierć z powodu takich zabiegów jest czwartą przyczyną zgonów w tym kraju.

Machismo to po prostu rodzaj współczesnej dyktatury. Gdyby się zastanowić, skąd się wzięła, może trzeba się cofnąć o kilka stuleci, do dnia Bożego Narodzenia 1492 roku, gdy statek Kolumba "Santa Maria" przybił do północnych wybrzeży nieznanej wyspy. Odkrywca był pewien, że wylądował w Japonii. Nazwał wyspę Hispaniolą (Espanola), a jej rdzennych mieszkańców Tainami. To z ich pomocą, wykorzystując drewno z wraku "Santa Marii", zbudował Fort Bożego Narodzenia - pierwszą europejską osadę w Nowym Świecie. Kolumba zadziwiła kultura Tainów - przenosząc ze statku zapasy, nie ukradli niczego. Tainowie też będą zaskoczeni, tylko nieco później. Następcy Kolumba napiszą, że w czasie pierwszej potyczki tubylcy będą uciekać "zadziwieni naszą odwagą i ranami zadawanymi przez naszą broń". Za kilkadziesiąt lat nie będzie już Tainów na Hispanioli. Za to z Afryki biali kolonizatorzy przywiozą nową tanią siłę roboczą. Dziecko zrodzone z gwałtu białego człowieka na afrykańskiej niewolnicy nazwą Mulatem. Słowo to pochodzi od muła, krzyżówki konia i osła. Odległa historia to tylko fragment wielobarwnej opowieści Wlekłego o Dominikanie - reporter przede wszystkim skupia się na teraźniejszości - seksturystyce, wciąż żywych i coraz bardziej modnych praktykach voodoo, walkach kogutów, oczywiście pisze też o skandalach pedofilskich, nie tylko tych, które były udziałem polskich księży. Jak wyznaje w posłowiu, podczas swojej podróży po Dominikanie, prawdziwym raju, wszędzie - na ulicach, w domach, w autobusach - słyszał merengue - najweselszą muzykę na świecie. Ludziom, których spotykał, radosnym, życzliwym, pomocnym, rzadko uśmiech schodził z twarzy. Ta powszechna radość zupełnie nie pasowała do historii, które mu opowiadali.