Singielki, bo są łatwym łupem dla mężczyzn na wyższych stanowiskach. Bez obrączki na palcu i wsparcia koleżanek z pracy, w większości zamężnych, solidarnych głównie z innymi mężatkami.

Młode wilczki, bo pracują dużo i ambitnie, co budzi poczucie zagrożenia u innych, wykonujących swoje obowiązki rutynowo.

Seniorzy, bo nie pasują do odmłodzonego wizerunku firmy.

Według specjalistów od mobbingu i dyskryminacji w pracy pracownicy administracji publicznej są wyjątkowo narażeni na tego typu patologie. - Wszelkie urzędy to instytucje hierarchiczne, z którymi pracownicy wiążą się na lata i rywalizują o stanowiska, nagrody, uznanie góry - mówi Anna Makowska, prezes Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego we Wrocławiu.



Mobbing wiele ma twarzy

W tym tygodniu media ujawniły trzy głośne przypadki mobbingu w ważnych instytucjach administracji państwowej. Według "Gazety Wyborczej" poniżać i ośmieszać podwładnych miała dyrektorka oraz naczelnik wydziału prawno-organizacyjnego i gospodarczego łódzkiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Dziennikarze "Uwagi" i "Faktu" opisali mobbing w Ministerstwie Zdrowia. Ujawnili, że pracowników resortu jeden z dyrektorów doprowadzał do depresji i myśli samobójczych. Sprawę pomogła nagłośnić prześladowana urzędniczka ministerstwa. Minister Bartosz Arłukowicz przekazał sprawę do zbadania szefowej służby cywilnej. A poznańskie Radio Merkury opisało absurdalne zachowanie starosty wolsztyńskiego z namaszczenia PSL. Mężczyzna kazał podwładnej urzędniczce przepisać sto razy swoje imię i nazwisko, bo ta w jednym z pism pomyliła jego imię. Gdy sprawa wyszła na jaw, przeprosił, a polecenie tłumaczył złym dniem.

W ostatnich latach podobnych spraw było dużo także w innych ważnych urzędach. Na szykany skarżyli się m.in. urzędnicy z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, resortów: środowiska, skarbu, rolnictwa i finansów. Przypadki dyskryminacji w urzędach skarbowych opisywało w zeszłym roku Radio TOK FM, według którego w kilku skarbówkach pracownicy byli złośliwie krytykowani, niesłusznie zabierano im nagrody, przenoszono na niższe stanowiska.

Skąd się bierze mobbing i jak się bronić

W korporacjach i prywatnych firmach mobbing częściej spowodowany jest presją na wypracowanie wyników - przełożeni dostają wytyczne z góry i, sami zestresowani, zaczynają nękać podwładnych. - W administracji publicznej częściej rolę odgrywają wzajemne układy, kliki, niepewność jutra związana z tym, że wiele stanowisk zależy od aktualnego rozdania politycznego - tłumaczy Makowska. Ale do mobbingu dochodzi też dlatego, że jego sprawcy mogą czuć się bezkarni.

Urzędniczka z Ministerstwa Zdrowia, o której sprawie teraz dowiedziała się cała Polska, już w zeszłym roku bezskutecznie prosiła o pomoc ministrów, szefa służby cywilnej, a nawet prokuraturę. Także inne sprawy zgłaszane w pozostałych resortach zwykle kończą się na niczym, bo wewnętrzne komisje badające w ministerstwach relacje pracownicze nie stwierdzają mobbingu.

Pracownik może dochodzić zadośćuczynienia od pracodawcy za doznane krzywdy przed sądem. Ale musi wykazać, że do mobbingu doszło. - W przypadku administracji publicznej to bardzo trudne, choć w ogóle udowodnienie mobbingu w Polsce to wyzwanie - twierdzi szefowa Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego. Potwierdzają to dane Ministerstwa Sprawiedliwości, według którego rocznie zaledwie około pięciu procent spraw skierowanych do sądu kończy się uznaniem racji poszkodowanego.

Z 700 pozwów w sprawie mobbingu, jakie wpłynęły do sądów w 2013 r. jedynie 29 zostało uwzględnionych w części lub w całości.