Kiedy w październiku pada długo wyczekiwane nazwisko laureata Literackiej Nagrody Nobla, książki zwycięzcy natychmiast lądują na specjalnej półce, wkrótce dostają okolicznościowe opaski i zaczynają znikać. Ale przez dużą część czytelników (nie mówiąc o nieczytelnikach - 58,3 proc. Polaków nie przeczytało w ostatnim roku niczego) laureaci i ich twórczość traktowani są z dystansem. Że to na pewno trudne, hermetyczne, skomplikowane, wymagające. Tak, to często prawda. Ale wśród 111 literackich noblistów znajdą się tacy, których można czytać w pociągu czy na leżaku. I tacy z listy lektur szkolnych, którym warto w dorosłym życiu dać drugą szansę.



Alice Munro 2013

Wybór Kanadyjki z prowincji z jednej strony nie był zaskoczeniem - mistrzyni opowiadania, nazywana przez Amerykanów "naszym Czechowem", miała już na koncie m.in. Bookera. Z drugiej - to właśnie autorka przede wszystkim opowiadań, na dodatek o kobietach, kobiecych problemach i kobiecym widzeniu świata. Krytykom taką literaturę zdarzało się nazywać "menstruacyjną". A tu niespodzianka - Nobel. Na dodatek w pełni zasłużony. Krótka forma nie przeszkadza Munro budować historii wciągających, pełnych emocji, wielowarstwowych. I tylko czasem żal, że te 40-50 stron to już koniec. Jak w tomie "Drogie życie".

Mario Vargas Llosa 2010

Peruwiański gigant literatury, któremu pisania nie była w stanie wybić z głowy szkoła wojskowa, na jaką skazał go ojciec, to absolutny współczesny klasyk. Jego wielobarwne, wielokulturowe, monumentalne opisy południowoamerykańskich społeczeństw, ich życia codziennego, problemów, styku władzy i szarych obywateli uczyniły z niego jednego z najważniejszych, ale też najchętniej czytanych pisarzy XX wieku. Ale Llosa to nie tylko "Rozmowa w ?Katedrze ?", ale czasem i coś prostego, zabawnego, obyczajowego, jak "Ciotka Julia i skryba". A nawet coś nieco erotycznego. Co ważne dla tych, którzy nie lubią udziwniania, u Llosy nie znajdziecie ani kropli realizmu magicznego. Krytyk literacki i publicysta Piotr Bratkowski napisał kiedyś o Llosie "Balzak, który przeczytał Joyce'a".

Doris Lessing 2007

Lessing to noblistka idealna na dzisiejsze czasy - ma w końcu na koncie zbiór opowiadań "O kotach", a jak uczy nas internet, nic tak ludzkości nie interesuje i nie porusza jak koty. A na serio - Lessing to mistrzyni obyczajowej powieści psychologicznej. Znów głównymi bohaterkami są tu kobiety, życie rodzinne, codzienność, choć codzienność w egzotycznych dla nas, afrykańskich dekoracjach.

Orhan Pamuk 2006

Pisarz ze Stambułu, co widać prawie w każdej z jego książek. Miasto jest nie tylko miejscem akcji opowieści rozgrywających się w różnych epokach i na różnych płaszczyznach, ale często ich bohaterem. Taj jest w "Białym zamku", "Czarnej księdze", "Nazywam się Czerwień". Za metaforę własnej twórczości Pamuk uznaje most łączący dwa brzegi Bosforu. Czuje się tak, jakby ciągle na nim stał, nie należąc ani do europejskiej części Turcji, ani do azjatyckiej, i obie je opisując.

Vidiadhar Surajprasad Naipaul 2001

Skomplikowane nazwisko, ale wielka, prosta i barwna literatura. Pisarz pochodzi z Trynidadu i Tobago (jego rodzice wyemigrowali z Indii), od dawna mieszka w Londynie. Jednak jego najbardziej poczytne dzieła (m.in. "Nasza ulica") to powrót do niezwykłej ojczyzny, która słynie ze złóż naturalnego asfaltu. Naipaul jest mistrzem snucia barwnych opowieści, ale też ważnym głosem politycznym. To doceniła Akademia "jednolity punkt widzenia i nieprzekupne badania, które zmuszają nas, by dostrzec obecność przemilczanej historii".

Wisława Szymborska 1996

Wiersze codzienne, te lekkie, podszyte mrokiem, te mroczne wzięte jakby w nawias. Nie ma w nich nic trudnego. Są i czekają, aż ktoś je przeczyta. I pomyśli. Zacząć można od największego zbioru - "Nic dwa razy".

Gabriel Garcia Marquez 1982

Można Marqueza wielbić, można go nie znosić. Ale nie sposób odmówić mu talentu. Dla jednych jego "Sto lat samotności" to absolutne arcydzieło, wielopokoleniowa saga dotykająca najbardziej bolesnych miejsc w ludzkiej duszy. Ale są tacy, którzy realizmu magicznego, a zatem i pisarstwa Marqueza, nie trawią. Jeśli nie znacie - koniecznie spróbujcie. Być może odnajdziecie dla siebie nowy świat.

Albert Camus 1957

Czytaliśmy "Dżumę" jako lekturę w liceum (albo nie). Ale Camusa warto czytać i w dorosłym życiu. Może nawet właśnie wtedy, gdy już coś się wie, już coś się przeżyło, lektura będzie pełniejsza, przyniesie więcej satysfakcji. I jeden z najważniejszych intelektualistów XX wieku już z nami zostanie.

Ernest Hemingway 1954

Hemingway znany jest z tego, że jeszcze żadne z użytych przez niego słów nie odesłało czytelnika do słownika - pisał złośliwie William Faulkner, noblista z 1949 roku. Można to uznać za wadę, można za zaletę. Bo choć Hemingway, ten wielki, głośny macho, mizogin, pijak i myśliwy, pisał prosto, to jednak tak intensywnie i wciągająco, że jego proza broni się i dziś. A "Pożegnanie z bronią" wyciska łzy.

Władysław Reymont 1924

"Ziemia obiecana". I tyle.

Henryk Sienkiewicz 1905

Czy Sienkiewicz opowiadający piękne bajki i podtrzymujący piękne mity ku pokrzepieniu serc więcej uczynił nam szkody czy pożytku - te dyskusje nie milkną do dziś. Jedno jest pewne - pisać potrafił. Epicki rozmach, plastycznie odtworzone tło - i nie miało znaczenia, czy chodzi o starożytny Rzym, średniowieczną czy XVII-wieczną Polskę, czy współczesność - a przede wszystkim bohaterowie, za którymi chce się podążać. Kto czytał "Trylogię" na raz, wie, o czym mówię. Kto nie czytał, może się przekonać, że jako lektura na leżak sprawdza się równie dobrze, co modne sagi fantasy. I nawet głowy spadają tu równie hojnie, jak w "Pieśni lodu i ognia" George'a R.R. Martina. Który, nawiasem mówiąc, szansy na Nobla nie ma. Pisarzy fantasty i science fiction, nawet tych największych jak J.R.R. Tolkien czy Stanisław Lem, Szwedzka Akademia nie ceni...