Pamiętacie ekologiczne akcje ratowania kasztanowców? Przez blisko dekadę organizacje ekologiczne nagłaśniały walkę ze szrotówkiem. Chodzi o trzymilimetrowego motyla z rodziny kibitnikowatych, który stał się poważnym zagrożeniem dla kasztanowców w całej Europie i rozpanoszył się również nad Wisłą.



Opanowane przez szkodnika liście kasztanowców szybko usychają. Owady są w stanie do tego stopnia zaburzyć cykl życia drzew, że osłabione przemarzają zimą i w końcu obumierają. Ekolodzy stawali na głowie, by powstrzymać epidemię: organizowali szczepienia drzew, próbowano osadzać na liściach pasikoniki (niszczą jaja i gąsienice szkodnika), pająki (polują na dorosłe motyle), wabili sikorki (żywią się gąsienicami), grabili i palili liście kasztanowców (to tam wylęgają się i zimują poczwarki szkodnika), były też pomysły, by rozklejać wokół pni drzew lepiące opaski (miały zapobiec wchodzeniu na drzewa młodych szkodników).

Dziś o akcji mało kto jeszcze pamięta. - Udało się co prawda uratować wiele zabytkowych alei drzew, ale żebyśmy mogli zobaczyć efekty naszych działań na dużą skalę, potrzebna byłaby jednoczesna akcja niszczenia szkodnika na terenie całej Polski. Bo ten szkodnik wyjątkowo łatwo się rozprzestrzenia - przyznaje Kasia Dytrych z Fundacji Nasza Ziemia. Przez wiele lat prowadzili akcję "Pomóżmy kasztanowcom", ale teraz - podobnie jak inne organizacje ekologiczne - zdjęli walkę z kasztanowym szkodnikiem ze swoich sztandarów. Ale tamte działania nie umarły całkowicie. Żyją w postaci mocno rozkręconego biznesu związanego ze zbieraniem kasztanów.

Jak staliśmy się potęgą kasztanowego biznesu?

Kasztanowy biznes wyrósł dzięki trzem bohaterom. Organizacje ekologiczne są tylko jednym z nich. - Jednym z wielu działań związanych z ochroną kasztanowców były akcje zbierania kasztanów w szkołach i przedszkolach. Zebrane wówczas kasztany trafiały między innymi do takich firm jak my. Za towar oczywiście wypłacaliśmy szkołom i przedszkolom kasę, która mogła iść m.in. na pomoce naukowe - mówi Piotr Morawski, wiceprezes hurtowni surowców zielarskich Astex spod Płońska, ok. 60 km od Warszawy.

Dodaje, że akcje jesiennych spacerów tak bardzo przypadły do gustu placówkom oświatowym, że wciąż współpracują z wieloma szkołami i przedszkolami. - Dostarczają nam jesienią kasztany w zamian za wynagrodzenie, które idzie na przybory szkolne dla dzieci - opowiada Morawski.

Okazuje się jednak, że dzieciaki (można je nazwać bohaterem nr 2 naszej opowieści o kasztanowym biznesie) pomogły rozkręcić rynek. Dzwoniły rodziny chcące spieniężyć swój łup ze spacerów, pojawili się nawet zbieracze, którzy zaczęli przywozić przyczepy pełne kasztanów.

Morawski twierdzi, że w ostatnich latach Polska wyrosła na kasztanową potęgę. - Oceniam, że w skali całego kraju firmy zajmujące się skupem kasztanów mogą zgarniać w sezonie nawet ponad 2 tys. ton surowca - opowiada. Surowiec ten podlega obróbce (suszenie, cięcie na plastry/kostkę, pakowanie) i w zdecydowanej większości trafia na Zachód, gdzie kolejni pośrednicy przekazują go firmom farmaceutycznym, które wyciągają z niego substancje wykorzystywane potem m.in. do produkcji kremów na żylaki i maści na reumatyzm.

Nasiona kasztanowca świetnie się do tego nadają, gdyż zawierają wysokie stężenia escyny i eskuliny, posiadających wiele własności leczniczych.

Przemysł farmaceutyczny chce escynę

W naszym kraju działa dziś kilkadziesiąt firm, które za pośrednictwem punktów skupu runa leśnego zbierają z rynku kasztany. - Płacimy 70 gr za kg. Sami odbieramy towar od klientów, ale tylko w promieniu 150 km od naszej siedzimy w Kobylinie, czyli Wrocław czy Poznań się łapią. Do Warszawy wyślemy busy, ale tylko jeśli ktoś zebrałby co najmniej 4 tony. Inaczej nam się nie opłaci - tłumaczy Marian Lewandowski z firmy zielarskiej Natura w Kobylinie. Mówi nam, że w tym roku spadła liczba zamówień na kasztany z zagranicy. - Praktycznie mamy tylko jednego klienta, hiszpańska firma zgłosiła zapotrzebowanie na 15 ton suszu - martwi się.

Ale już w szczecińskiej firmie na brak zainteresowania nie narzekają: - Właśnie zadzwonił klient, który już zebrał 20 ton. W sumie chcemy zebrać w tym sezonie 100 ton - chwali się Katarzyna Ostrowska, która ogłasza się w sieci, że "kupi kasztany w dużej ilości, woj. zachodniopomorskie (Szczecin, Stargard Szczeciński i okolice)". Cena uzależniona od ilości. - Do 500 kg płacę 50 gr za kg, ale jeżeli ktoś zadzwoni, że ma 20 ton, wyślę ciężarówkę i zapłacę nawet złotówkę - mówi.

- W tym sezonie kasztany w skupach kosztują średnio 50-60 gr za kg. To i tak więcej niż w zeszłym, gdy oferowaliśmy ok. 40 gr. Dwa lata temu były jeszcze tańsze - 30 gr za kg - tłumaczy Piotr Morawski z Astexu. Wyjaśnia, że tegoroczny wzrost cen jest spowodowany mniejszą ilością kasztanów. - Zmęczone suszą kasztanowce bronią się, wcześniej zrzucając nasiona, więc są one mniejsze niż zwykle - wyjaśnia.

Potwierdza, że kasztanowy rynek może się kurczyć. - Dziś Polska wciąż jest europejskim potentatem w produkcji kasztanów. Odpowiadamy za 30-40 proc. kasztanów, które trafiają do przemysłu na naszym kontynencie. Ale coraz więcej firm sięga po dwukrotnie tańsze kasztany z krajów bałkańskich i Ukrainy. Do tego firmy farmaceutyczne zgłaszają coraz mniejsze zapotrzebowanie na kasztany, gdyż opracowano syntetyczny odpowiednik zalegającej w kasztanach escyny - mówi.

Żadna z firm skupujących kasztany nie chciała zdradzić, ile dostaje za nie od zachodnich odbiorców. Chodzą jednak słuchy, że ceny wynoszą ok 0,5 euro za kg, co w przeliczeniu daje 2,1 zł.