PIOTR WITWICKI: Strasznie się głupio czuję w tej roli.

KUBA DOBROSZEK: Nie lubisz opowiadać o swojej książce?

Nie za bardzo umiem.

Czemu? Są wyraziści bohaterowie, ciekawa historia. No i przed laskami można się chwalić, że napisało się powieść.

Bohaterowie rzeczywiście są fajni, uwielbiam Baryłę. Ja stworzyłem ich, a oni stworzyli historię.

Stworzyłeś? Żywcem wyjąłeś z lat 90! W jednej z recenzji zarzucono ci, że ciężko uwierzyć, by takie osoby wciąż żyły w naszym kraju.

Świat, który opisuję nie jest światem, w którym siedzi się w Agorze, pije kawę i zastanawia nad doborem ironicznych oprawek do okularów. Świat bokserski funkcjonuje trochę w innej przestrzeni.

Czyli jak pojadę do mniejszego miasta to znajdę ludzi, którzy występują w ?Petardzie??

Znajdziesz ich też w Warszawie, ale raczej nie na Placu Trzech Krzyży. Skoro jeden z czołowych  polskich bokserów mówi po przegraniu walki, że nie będzie miał co włożyć do garnka, to wyobraź sobie, co mówią inni.

Trochę to kontrastuje z tym, co widzimy w telewizji. Kiedyś w nocy wstawało się tylko na Gołotę. A niedawno mieliśmy Adamka, Włodarczyka teraz Szpilkę.  Coraz więcej Polaków walczy o mistrzostwo świata.

Mamy nieźle obstawioną kategorię junior ciężką i półciężką, w innych się nie liczymy. Ale czy jest lepiej? Myślę, że podobnie. Polacy są nieprawdopodobnie waleczni. Krzysztof Głowacki w wielkim stylu zdobył tytuł mistrza.

Wzorowałeś swoje postacie na tych bokserach? Czy w Buldogu - głównym bohaterze - najwięcej jest ciebie?

Mnie w Buldogu nie ma w ogóle!

Nie wierzę.

Jest takie przekonanie, błędne moim zdaniem, że skoro mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową - a taka jest w ?Petardzie? - to bohater musi być w pewnym stopniu odbiciem autora. A ja chciałem po prostu opisać ciekawe pięściarskie historie, oddać klimat sali bokserskiej. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o ?kelnerach?, czyli gościach sprzedających swoje walki, pomyślałem, że to doskonały materiał na film lub książkę.

Rozumiem, że słuchałeś tych historii w szatni, po treningach?

Też. I pracując nad ?Petardą? przeczytałem wszystkie możliwe biografie bokserów po polsku i kilka po angielsku. Każdy film o tym sporcie znam na pamięć. Trenuję od kilku lat, więc wiem, jak to jest dostać w łeb. Mogę wczuć się w Buldoga, zrozumieć gościa. Ale podkreślam - lubię go, jednak się z nim nie identyfikuję.

Bokserzy chętnie opowiadali ci swoje historie?

Żeby była jasność - nie chodziłem i nie wypytywałem. Samo przychodziło.

A gdybym ja odwiedził takie sale bokserskie - usłyszałbym coś ciekawego czy dostał wpierdol?

Spokojnie, tam trenują też dziewczyny, dzieci i panowie po 60. Więc pewnie dostałbyś wpierdol. (śmiech)

No...

Ale wracając do historii... Mój trener zadzwonił do mnie i stwierdził, że jedną z nich, opisaną w ?Petardzie?, to on mi opowiedział. A ja byłem przekonany, że akurat tę konkretną historię wymyśliłem! To może potwierdzać, że brakowało takiej brudnej, punkowej książki.

Punkowej?

?Petarda? jest do bólu prosta jeśli chodzi o formę. Bo mamy czasy, kiedy komunikujemy się bardzo prosto. Na przykład nie wiem, jakby dzisiaj pisał Tomasz Mann, ale pewnie trochę inaczej. Ciekawe czy poradziłby sobie na Twitterze? W każdym razie moja książka to krótki, dosadny język. Trzymając się terminologii muzycznej - nie ma czasu, żeby brnąć w Pink Floydów.  Robimy Sex Pistols.

Długo pisałeś?

Rok. Z trzymiesięczną przerwą.

Mało? Dużo?

Nie wiem. Tak akurat. Gdyby trwało to dłużej, pewnie straciłbym do książki dystans. Bo ?Petarda?, tak w zasadzie, nie jest moim stylem. To proza gatunkowa, a nie napisana przez polonistów dla polonistów.

W grube tony uderzasz.

Autentyczna historia: wchodzę kiedyś do księgarni, bo chciałem kupić jakąś polską powieść. Biorę pierwszą z brzegu książkę, a tu historia naukowca romansującego w Internecie. Kolejna - zakochana pani bibliotekarka. Powinno być coś jeszcze o spadających liściach. Mnie to kompletnie nie interesuje, a ciebie?

Nie wiem. Jestem zwolennikiem tezy, że forma bywa ważniejsza od treści.

Tylko że ja nie prowadzę eksperymentów literackich. Piszę o tym, jak to jest dostać w ryj w ringu i od życia.

Różne wydawnictwa odrzucały twoją powieść, bo przecież kto będzie chciał czytać o, cytuję, dostawaniu w ryj w ringu.

Pewnego dnia dzwoni przedstawicielka jednego z wydawnictw i mówi: ?panie Piotrze, świetna książka!?. Ucieszyłem się, a pani mówi: ?może napisałby pan jakiś kryminał dla kobiet? Fajnie pan pisze, to pan sobie poradzi?.

Dużo było takich, hm, propozycji?

Schemat się powtarzał.

Tchórzostwo wydawców? Czy może chłodna kalkulacja?

Totalna zachowawczość, posunięta do absurdu. Skupianie się na tabelkach. Naprawdę nie wiem, co myśli osoba, która recenzuje powieść i stwierdza: ?wow, bardzo to fajne, wciągnęło mnie, ale nie wydam, bo jak kogoś interesuje boks, to nie czyta książek."

Może ich błąd. W jednej recenzji przeczytałem, że ?Petarda? to ciekawa lektura dla mężczyzn, ale kobietom spodoba się chyba nawet bardziej.

W ogóle to nie trzeba interesować się boksem, żeby czytać moją książkę. Tak jak nie trzeba interesować się jeździectwem, żeby obejrzeć western.

A co trzeba?

No właśnie nic. To historia rodem z ?Zapaśnika? - mój bohater chciałby zrobić coś naprawdę wspaniałego, no ale jest już na to za późno, bo za dużo tych ciosów przyjął: i od życia, i tych na ringu. Potworny ból: budzisz się rano i uświadamiasz sobie, że twój czas minął. Bezpowrotnie.

To brzmi uniwersalnie.

I takie chyba jest. Zresztą wydaje mi się, że kobiety, które spotykam nie marzą wcale o tym, żeby wiecznie czytać o wymiotowaniu różami w domu nad rozlewiskiem. No ale może dziwne kobiety spotykam.

Jesteś aktywny zawodowo - pracujesz w Polsat News, współpracujesz z portalem 300polityka.pl, pisywałeś reportaże, jesteś też ghostwriterem. Wyobrażasz sobie siebie jako takiego Hanka Moody'ego? Beztroskie życie, wino, kobiety i śpiew.

Nie lubię wina i śpiewu. Przynajmniej mojego.

I tu się zgadzamy.

Powiem tak: nie widzę siebie jako Hanka, ale spokojnie bym sobie poradził w jego skórze. Zniósłbym tę presję (śmiech).

 

Petarda

Poznajcie Buldoga. Faceta przed czterdziestką, który jeszcze niedawno święcił największe bokserskie triumfy, a dziś musi tułać się po drugorzędnych ringach, żeby włożyć coś do lodówki.

W jego nadwyrężonej setkami przyjętych ciosów głowie ciągle jest jeszcze miejsce na miłość i wielkie pragnienia. Los obchodzi się z nim brutalnie, ale on nie traci woli walki.
Na przemian pomagają mu i przeszkadzają: trener - hipochondryk oraz promotor - rekin pornobiznesu. Na głowie, w którą sporo przyjmuje, ma jeszcze rozhisteryzowaną eks-dziewczynę z nerwicą natręctw.

?Petarda? to niezwykle interesujące studium przypadku sportowca, który wskutek własnych błędnych decyzji oraz niefortunnego zrządzenia losu zbyt wcześnie staje u progu kariery.

Wydawnictwo: Novae Res

Piotr Witwicki, urodzony w 1982 roku we Włocławku. Reporter Polsat News, związany z redakcją 300polityka.pl, autor reportaży dla tygodnika Polityka. Prowadzący zajęcia na Dziennikarstwie UMK w Toruniu. Jego ulubieni pisarze to: Marek Hłasko, Damon Albarn i Guy Ritchie.