Ta historia zaczyna się dość kuriozalnie. Jesienny wieczór, 35-letnia nauczycielka wraca autem do domu na przedmieściach Buffalo (stan Nowy Jork). Kilkaset metrów od celu łapie gumę, do domu rzut beretem więc postanawia dotoczyć się pod dom na kapciu. Jadącą wężykiem kobietę zauważa jeden z kierowców i dzwoni na policję. Nim kobieta dociera pod dom funkcjonariusze są już na miejscu: w badaniu alkomatem wychodzą niemal 4 promile. Kobieta przyznaje, że między 12-18 godziną wypiła cztery drinki. Na mandacie i wstrzymaniu prawa jazdy się nie kończy. Stężenie alkoholu w jej krwi ponad 4-krotnie przekracza dopuszczalne normy i zgodnie ze stanowymi procedurami (zagrożenie dla zdrowia i życia) trafia do szpitala.



Gdy po kilku godzinach obserwacji lekarze uznali, że kobieta można zostać wypisana ("brak objawów spożycia alkoholu") mąż naszej bohaterki na wszelki wypadek prosi o sprawdzenie zawartości alkoholu z krwi. - Tamte badania pokazały 3 promile. I tak było jeszcze przez wiele godzin, mimo, że moja klientka nic już więcej nie piła. W ciągu następnych 18 dni była poddawana wielokrotnie badaniom na zawartość alkoholu. Za każdym razem odczyty wskazywały mocno podwyższoną wartość, która średnio wynosiła 2 promile - mówił adwokat zatrzymanej podczas procesu.

Od feralnego zdarzenia minął przeszło rok, kobieta przeszła wiele badań i okazało się, że jej organizm sam produkuje alkohol. Biegli wyliczyli, że kobieta tej postury po wypiciu czterech drinków we wspomnianym przedziale czasu, w momencie policyjnej kontroli powinna mieć maksymalnie 0,05 promila (dopuszczalny poziom z którym można kierować auto w stanie Nowy Jork to 0,08 promila). Ostatecznie sędzia kobietę uniewinnił.

Wszystko przez grzyby

To nie pierwszy znany przypadek osoby, której organizm sam produkuje alkohol. Niedawno brytyjskie media informowały też o mężczyźnie, który "upijał się frytkami z fastfoodów". Amerykańskie media opisywały też przypadek emeryta z Teksasu, który mimo, że był abstynentem latami uskarżał się na objawy związane z zatruciem alkoholowym.

Okazuje się, że naukowcy stosunkowo niedawno zaczęli łączyć tego typu przypadki i - co ważne - podchodzić do nich poważnie. Mimo, że pierwszy został udokumentowany przez japońskich badaczy jeszcze w 1970 roku. Od tego czasu udało się rozpoznać kilkadziesiąt kolejnych, co nie było łatwe bo w wielu przypadkach "chorzy" nie mieli zielonego pojęcia o swojej przypadłości... aż do momentu policyjnej kontroli.

Schorzenie zostało ochrzczone "Zespół Fermentacji Jelitowej" (ang. Gut Fermentation Syndrome lub Auto-Brewery Syndrome) i jak się okazuje jego przyczyną jest wysoki poziom grzybów drożdżowatych w jelitach. To właśnie one mają odpowiadać za fermentację bogatych w węglowodany pokarmów wskutek czego powstaje alkohol.

Prym w badaniach na ten temat wiedzie dr Barbara Cordell z Panola College w Teksasie, która notabene miała też swój udział w sprawie bohaterki z Buffalo - to ona była pierwszym adresem pod który zgłosił się prawnik zatrzymanej. I to ona - podejrzewając zespół fermentacji jelitowej - skontaktowała ją z jednym ze swoich współpracowników, który ostatecznie zdiagnozował schorzenie, zalecił niskowęglowodanową dietę i dziś kobieta może jeździć autem z czystym sumieniem.

W USA może być ich ok. setki, a w Polsce?

W wywiadzie dla BBC dr Cordell mówiła, że - jak podejrzewa - w samych Stanach może być około setki osób cierpiących na przypadłość. Są też w Polsce? - Dokładnie nie wiadomo jak częste jest to schorzenie. Można to mieć i nie czuć się pijanym. Czasami jedynym sposobem żeby się dowiedzieć, jest dmuchnięcie w alkomat, albo test na zawartość alkoholu we krwi. Oczywiście wtedy gdy się nie piło. Są też przypadki, że schorzenie wpływa na zachowanie chorego i inni zwracają chorym uwagę, że coś z nimi nie tak. Wtedy najczęściej słyszą "Wszystko w porządku" - mówi nam dr Cordell.

Kobieta z Buffalo, której przypadek powyżej opisaliśmy ponoć na co dzień nie czuła się pijana, pierwsze objawy upojenia zauważała dopiero po osiągnięciu 3 promili

Skoro za schorzeniem stoją grzyby drożdżowate w jelitach skąd się tam biorą? Dr. Cordell wyjaśnia, że sprawa wciąż jest przedmiotem badań i nie do końca wiadomo z jakich powodów u niektórych osób powstaje ich nadmiar. - Mogą być wytrącane wskutek szeregu czynników, jak stosowanie antybiotyków, niewłaściwej diety, innych czynników środowiskowych - mówi dr. Cordell.

Ta "niewłaściwa dieta" to spożywanie produktów bogatych w węglowodany (cukier, makaron, kukurydza, fast foody). Dlatego osobom chorym - prócz powstrzymywania się od alkoholu - radzi stosować dietę niskowęglowodanową i powstrzymywać się od produktów cechujących się wysokim indeksem glikemicznym

A wśród "czynników środowiskowych" mogących w przypadku niektórych organizmów mieć wpływ na wystąpienie schorzenia wymienia, np.: pleśń w domu, w pracy, przebywanie w wilgotnych miejscach.

Zakup alkomatu i samodzielna próba weryfikacji podejrzenia schorzenia to jedno. Jak przekonać o tym innych, np. policję? Potrzebne byłoby zaświadczenie, a jak radzi dr. Cordell, najlepiej udać się w tej sprawie do lekarza, który może zlecić badania u specjalisty-gastrologa, w celu diagnozy konieczne może być analiza próbek kału a także obserwacja w szpitalu.

Wśród dodatkowych objawów wymienia też inne przewlekłe stany grzybiczne, czy łupież. Jak twierdzi, wiele osób z zespołem fermentacji jelitowej cierpi też na inne zaburzenia żołądkowe: nudności, wymioty, wzdęcia, czy częste oddawanie gazów. Więcej o schorzeniu przeczytasz na blogu dr. Cordell

Co na to polscy lekarze? "To rzadkie zjawisko"

Prof. dr hab. n. med. Andrzej Dąbrowski, prezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii; kierownik Kliniki Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku:
"Na temat takiej dolegliwości istnieją anegdoty (i to bardzo sporadyczne), lecz brakuje dowodów naukowych. Przy braku wiarygodnych badań trudno więc zająć w tej sprawie jakiekolwiek stanowisko. Jest to zjawisko mało znane i nie badane na szerszą skalę - do tej pory w literaturze istnieje opis tylko kilku przypadków (case-reports). Dopóki nie potwierdzą tego wiarygodne badania na szerszą skalę, zjawisko to pozostaje w sferze niejasności i niepewności (tak to działa w nauce).

Prof. dr hab. med. Tomasz Mach , kierownik Kliniki Gastroenterologii i Hepatologii oraz szef Katedry Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Zakaźnych Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie:
"Od ponad 40 lat pojawiły się pojedyncze publikacje z opisami tzw. zespołu fermentacji jelitowej (ang. gut fermentation syndrome) u osób z wyższym stężeniem alkoholu we krwi przy braku nadużywania alkoholu. Przyjęto za przyczynę tego bardzo rzadkiego zespołu przerost grzybów drożdżowatych w jelitach, które fermentują spożyte w nadmiarze węglowodany do alkoholu. Leczenie tych osób lekami przeciwgrzybiczymi przynosiło poprawę i ustąpienie objawów zespołu, nazwanego także po ang. Auto-brewery syndome.

Warto przytoczyć pismo naukowe Medicine, Science and the Law, które jest oficjalnym pismem Brytyjskiego Towarzystwa Akademii Nauk Sądowych (British Academy of Forensic Sciences), które ma dużą wartość naukową, gdyż jest indeksowane w amerykańskiej bazie Pubmed i jest na liście czasopism z współczynnikiem oddziaływania w medycznej literaturze tzw. Impact Ffactor.

W tym czasopiśmie autorzy publikacji z 2000 r. podali, że ww. zespół występuje niezwykle rzadko, a u chorych stężenia alkoholu we krwi obwodowej sięgają zaledwie 0-0,08 mg/dl. Częściej zespół ten bywał opisywany u osób z odmiennym metabolizmem alkoholu, który jest uwarunkowany genetycznie, a więc u osób z tzw. polimorfizmami genetycznymi zmieniającymi utlenianie alkoholu w wątrobie, np. u Japończyków.
W 2013 r. ukazał się artykuł w czasopiśmie International Journal of Clinical Medicine na temat ww. zespołu u chorego z przerostem drożdży o nazwie Saccharomyces cerevisiae.
Ukazał się w piśmie o typie on-line, które nie posiada współczynnika oddziaływania i nie jest listowane w bazie PubMed, stąd nie jest powszechnie dostępne. Szukając w tej bazie ideksującej najlepsze pisma medyczne należy podkreślić, że widnieje tam zaledwie 6 publikacji na temat ww. zespołu "Auto-brewery sundrome".

A więc opisano pojedyncze, bardzo rzadkie przypadki chorych, np. po wycięciu części jelita cienkiego, którzy mieli przerost drożdży w przewodzie pokarmowym, lub osób z dalekiej Azji nieco odmiennie metabolizujących alkohol, które fermentowały węglowodany nadmiernie spożywane do alkoholu.
Problem ten jest więc bardzo rzadki. Mocno wątpię, aby wymagał nagłośnienia i niepokojenia społeczeństwa. Nie spotkałem się z opisem przypadku tego zespołu w Polsce, stąd nie mam wiedzy co do jego występowania u nas. Być może lekarze medycyny sądowej mogą mieć inne zdanie."


Prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Gastroenterologii z Pododdziałem Leczenia Nieswoistych Chorób Zapalnych Jelit w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSW w Warszawie:
"Myślę, że nadal trzeba traktować taki zespół raczej jako ciekawostkę. Nie ma ten temat żadnych badań i być nie może, bo jest to kazuistyka medyczna, czyli coś, co jest niezwykle rzadkie. Publikacja, którą Pan przesłał, to typowy "case report". Oczywiście, że jest to teoretycznie możliwe, tym niemniej na świecie opisano dotychczas tylko kilka przypadków. Ja się sama z takim przypadkiem nie zetknęłam. Tak więc powiedzenie, że "naukowcy prowadzą badania" jest zdecydowanie nadmierne - naukowcy opisali ciekawy przypadek kazuistyczny, o czym warto wiedzieć.

Biorąc pod uwagę ogromną rzadkość takiego zespołu, szansa, że ktoś w Polsce na to cierpi, jest stosunkowo niewielka. Myślę, że w związku z tym taka publikacja (trochę usprawiedliwiająca obecność alkoholu we krwi) ze społecznego punktu widzenia byłaby niekorzystna. Chyba, że jako krótka anegdotyczna wzmianka. Wydaje mi się, że jeśli ktoś miałby problemy np. z prowadzeniem samochodu, a byłby pewien tego, że pił - to wówczas rzeczywiście można się zgłosić po pomoc do lekarza. Natomiast badanie wcześniej pewnie nic nie da, szczególnie, że mikrobiom nie jest stabilny i zależy od wielu czynników, a poza tym niektóre szczepy Saccharomyces są wręcz stosowane jako probiotyki.