Z Jerzym Garą z Ośrodka Rehabilitacji Jeży "Jerzy dla Jeży" w Kłodzku rozmawia Marcin Kozłowski

Marcin Kozłowski: Ile ma pan jeży?

Jerzy Gara: - Pięćdziesiąt jeden.

Skąd się biorą?

- Wszystkie przywieźli ludzie. Znajdują je na miejskich trawnikach, w przydomowych ogródkach, na chodnikach. Tylko pojedyncze przypadki to jeże znalezione w terenie naturalnym.



Na co najczęściej cierpią?

- Pierwsza grupa to maluchy, czyli jeże, które po urodzeniu nie zostały przez matkę odchowane do końca. Mama jeżowa rodzi średnio 4-6 lub nawet 9 maluchów i opiekuje się nimi przez dwa miesiące. Musi się sporo nabiegać, by znaleźć pożywienie dla wszystkich. Z tego powodu umiera z wycieńczenia, wpada pod samochód lub zagryza ją jakieś zwierzę. Maluchom grozi śmierć głodowa. Są też jesienne sieroty. Matka, która wychowuje późny miot, może zajmować się dziećmi albo je zostawić i przygotowywać się do zimowej hibernacji. Inna kategoria to dorosłe jeże, które miały bliskie spotkanie z psem, lisem, kosiarką lub podkaszarką, są też ofiary wypalania traw i ognisk. I jeże chore.



Robi się coraz chłodniej [z Panem Jerzym rozmawialiśmy kilka dni temu, przed ociepleniem] i jeże są spokojne. Jeszcze niedawno, kiedy rano pojawiałem się u nich, robił się spory szum i zamieszanie. Dzisiaj "tatusia" witał jedynie Zbidek. Jeżyk był wyraźnie znudzony brakiem towarzystwa i domagał się rozrywek. Dostał do zabawy dwie tutki po papierowych ręcznikach, no i zaczęło się. To co udało się zapisać, to tylko drobny fragment jego dokonań. Co by jednak nie powiedzieć, Zbidek jest wspaniałym jeżem.

Posted by Ośrodek Rehabilitacji Jeży "Jerzy dla Jeży" w Kłodzku on 24 listopad 2015


Czy jeże poradzą sobie potem w środowisku naturalnym?

- Badania naukowe i praktyka dowodzą, że nie ma z tym większego problemu. Małe jeże w zasadzie wszystkiego uczą się same. Mama jeżowa pokazuje im tylko teren, na którym mogą polować. Od początku zdane są na własne doświadczenia i instynkt. Cały czas się uczą. Moje jeże po dwóch tygodniach od wypuszczenia na wolność niewiele różnią się od zwykłego jeża. Poza tym przed wypuszczeniem jeże spędzają tydzień lub dwa w specjalnych kojcach, w których maksymalnie ograniczam z nimi kontakt i gdzie już same zdobywają pożywienie. Staram się stworzyć im tam namiastkę życia na wolności i jednocześnie je kontrolować.

Czym pan je karmi?

- Podstawą jest karma dla kotów. Jeże z natury są mięsożerne, lubią żuki, chrząszcze, gąsienice, pędraki, ślimaki. Dostają gotowanego kurczaka, mieloną wołowinę.

Z czego utrzymuje się ośrodek?

- Co roku zwracam się z prośbą o dofinansowanie do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. To istotne środki, ale kropla w morzu potrzeb, bo pieniądze mogą być wykorzystane tylko na leczenie i karmienie jeży, a już nie na utrzymanie i rozwój ośrodka. Reszta pochodzi od dobrych ludzi. Można też oddawać 1 proc. podatku. Utrzymanie ośrodka to koszt nawet kilku tysięcy złotych miesięcznie.

Widziałem na fanpage'u, że ludzie przysyłają gazety.

- Gazety są używane jako podkładki w kojcach, klatkach, ale też jako wypełnienie domków. Przepuszczam też gazety przez niszczarkę do dokumentów i tworzę tzw. gazetowe siano. Jest bezpieczniejsze niż tradycyjne siano czy słoma, bo tam mogą się rozwinąć groźne dla jeży grzyby. Wielu osobom wydaje się jednak, że farba z tych z gazet może szkodzić jeżom. Nic podobnego, nie jest trująca i szkodliwa dla zwierząt. Najlepiej jednak, by był to papier gazetowy, a nie np. z pism kolorowych.

Trwa zima. Jeże teraz śpią?

- W tym momencie na chodzie jest sześć osobników, pozostałe czterdzieści pięć śpi. Większość dorosłych jeży potrafi spać przez kilka miesięcy. Młodsze osobniki, które trafiły do mnie jesienią, zasypiają dość późno. Potem co jakiś czas się budzą, by coś zjeść, wypić.

Kiedy je trzeba wypuścić na wolność?

- W przypadku maluchów staram się, żeby miały co jeść, czyli od kwietnia do czerwca. Ranne i chore dorosłe jeże po powrocie do zdrowia są wypuszczane w ciągu całego sezonu, w którym normalnie funkcjonują - od kwietnia do września.

Czy człowiek może zaprzyjaźnić się z jeżem?

- Większość jeży, którymi opiekuję się w momencie ich dorastania, traktuje mnie jak matkę. Po hibernacji wszystko się zmienia i staję się dla nich obcym człowiekiem - nie są już wtedy przyjazne, fuczą i atakują. Wyjątkiem była jeżynka o imieniu Henia. Reagowała na mój głos, nadstawiała się do głaskania, zachowywała się niemal jak kot. I to zarówno przed, jak i po hibernacji. Trudno mi było się z nią rozstać, ale musiała wrócić do swojego naturalnego środowiska.

Gwiazdek c.d.To jeż o wyjątkowym temperamencie, nawet dla "tatusia" żadnej taryfy ulgowej.

Posted by Ośrodek Rehabilitacji Jeży "Jerzy dla Jeży" w Kłodzku on 14 styczeń 2016


Przypuśćmy, że znalazłem chorego jeża. Co mam z nim zrobić?

- Najlepiej po prostu skontaktować się ze mną. Codziennie dostaję telefony z pytaniami. Komuś, kto nie ma doświadczenia, trudno jest stwierdzić, jak pomóc jeżowi. Dopiero oględziny mogą cokolwiek powiedzieć.

A może jeża zatrzymać w domu na stałe?

- Nie ma takiej opcji. Nasze prawo zabrania przetrzymywania dzikich zwierząt bez wyraźnej konieczności. Poza tym to wbrew naturze jeży. Chory, słaby jeż zazwyczaj jest potulny i spokojny, można go brać na ręce, karmić. Jeż jest wówczas oddany, nie jest agresywny, z pełną pokorą przyjmuje to, co się z nim dzieje. Kiedy jednak odzyskuje siły, wszystko się zmienia. Zaczyna być agresywny, potrafi stroszyć kolce, próbuje gryźć człowieka w palce. Za każdym razem cierpię, gdy wypuszczam jeża na wolność. Wiem jednak, że jego dobro jest ważniejsze niż moje uczucia.