Teraz wreszcie debiutuje w serialu, w którym ma przystojną twarz Titusa Wellivera ("Zagubieni", "Żona idealna"). Pierwszy sezon "Boscha" składa się z dziesięciu odcinków napisanych w oparciu o trzy powieści Connelly'ego - "Cmentarzysko", "Czarne echo" i "Betonową blondynkę".



Zaczyna się od pościgu Boscha i jego partnera Jerry'ego Edgara (Jamie Hector z "The Wire") za podejrzanym o morderstwo. Bosch i Edgar się rozdzielają. W deszczu w ciemnym zaułku podejrzany sięga do kieszeni, a Bosch strzela. Choć wydział oczyszcza go z zarzutów, to jednak rodzina zabitego wytacza proces cywilny. Bosch ląduje w sądzie, przełożeni chcą, by się odsunął od ważnych śledztw. Gdy pies lekarza mieszkającego na wzgórzach Hollywood znajduje starą kość należącą do dziecka, Bosch bierze tę sprawę. Okaże się ona dla niego traumatyczna. Ale detektyw nie odpuści. Nigdy tego nie robi, dlatego czasem pakuje się w kłopoty.



Inteligentny samotnik z mroczną przeszłością, doskonale wyszkolony weteran wojenny mieszkający w domu z oszałamiającym widokiem na miasto, wciąga widzów do swojego świata od pierwszego odcinka. Serial "Bosch" nie próbuje odkrywać Ameryki, ale jest kawałem porządnej telewizyjnej roboty z przyjemnym klimatem kina noir - Connelly jest zafascynowany twórczością klasyka czarnego kryminału Raymonda Chandlera. Miła odskocznia od postmodernistycznych analiz pracy detektywów, ze śledztwem przywołującym na myśl najlepsze klasyczne kryminały. Drugi sezon w USA zadebiutuje już w marcu. Miejmy nadzieję, że wkrótce dotrze i do nas.

Produkcji "Boscha" podjął się Amazon, który dzięki takim decyzjom może niedługo stać się znaczącą konkurencją dla Netflixa.