To iście hollywoodzka historia. Chłopak z Łodzi, syn szlachcianki, która uciekła z domu, by poślubić Szwajcara, właściciela obwoźnego kina, wymarzył sobie, że zostanie gwiazdą ekranu. Debiutował jako dziecko w prowadzonym przez ojca kinoteatrze Urania, tutaj oglądał też pierwsze nieme filmy. I stąd, wbrew woli rodziców, ruszył w świat szukać swojej szansy. Nie miał mocnego głosu, nie był doskonałym tancerzem, nie był klasycznie przystojny. Musiał ciężko pracować, ale talent i determinacja doprowadziły go w końcu na scenę. Najpierw królował w kabarecie, potem także na ekranie. Romansował z gwiazdami tamtych lat, ale nigdy się nie ustatkował. Żartował, że jego największą miłością jest pies Sambo, piękny dog arlekin.



Historię Bodo na ekran przeniósł Michał Kwieciński, producent m.in. "Czasu honoru" i filmów Andrzeja Wajdy, a także reżyser. Zrobił to w konwencji muzycznej, bo przecież serial o Bodo bez jego nieśmiertelnych piosenek - "Umówiłem się z nią na dziewiątą" czy "Seksapil" - byłby niepełny. Efekt jest imponujący. "Bodo" rozkręca się powoli. Pierwsze cztery odcinki to historia dzieciaka, który marzy o sławie. Bodo gra w nich Antoni Królikowski. Warto je zobaczyć, by lepiej poznać bohatera, który od odcinka piątego będzie już gwiazdą. Wtedy rolę Bodo przejmuje Tomasz Schuchardt. I absolutnie rządzi ekranem.

Rozmowa z Antonim Królikowskim, aktorem grającym młodego Bodo

Maja Staniszewska: Grasz tylko w czterech pierwszych odcinkach serialu. Żałujesz, że nie w całym?

- Żałuję, bo w tej niesamowitej przygodzie chciałoby się pobyć jak najdłużej. Ale z drugiej strony cieszę się, że to właśnie Tomasz Schuchardt wykreował bohatera z późniejszych lat. Tomek świetnie wcielił się w dojrzałego Eugeniusza, a ja się cieszę z mojego małego Bodzia. Dla mnie ten młokos to autonomiczna historia, na dodatek zupełnie nieznana. Opowiadając ją opieraliśmy się na okruchach wspomnień i informacji.

Kim jest Bogdan Eugene Junod, który później zostanie Eugeniuszem Bodo?

- To chłopak, który na początku XX wieku w Polsce postanawia zostać gwiazdą. Zostawia rodzinę, rodzinne miasto i tuła się po kraju w poszukiwaniu szansy. Nic nie przychodzi mu łatwo. Np. nosi trupy w czasie epidemii hiszpanki, więc żadnej pracy się nie boi...

Skąd w nim przekonanie, że się nadaje na gwiazdę?

- Z wnętrza. Wierzy w siebie, chce realizować swoje marzenia. Ale o tym, jak one się spełniły i że niekoniecznie wyszło to Bodo na dobre, będzie opowiadał Tomek. Ja opowiadam o chłopaku znikąd, który nie mając wsparcia nawet u własnych rodziców, przedarł się do świata artystycznego 20-lecia międzywojennego. Miał niesamowitą energię i talent, był gotów ciężko pracować, by udowodnić, że potrafi coś, czego nie potrafi nikt inny.

Ty też byłeś przekonany, że nadajesz się na aktora?

- Wychowałem się po teatrach, planach programów telewizyjnych, filmów, byłem nawet bardziej związany z tym światem niż młody Bodo. Moi rodzice też nie chcieli, żebym został aktorem, jak dostawali propozycję, żeby mnie przysłać na casting, odpowiadali, że nie są zainteresowani. Zacząłem chodzić na castingi w tajemnicy przed nimi, jak miałem 15 lat. Gdy dostałem drugą, trzecią rolę, machnęli ręką, przestali mnie zniechęcać. Ale też nigdy zawodowo nic nas nie łączyło - odnaleźć się w aktorskim świecie musiałem na własną rękę.

Bodo miał talent, ale musiał świat o nim przekonać. Ty też?

- Dałem sobie spokój z takim podejściem, że muszę coś komuś udowodnić. Jedyne, co muszę, to wykonać moją pracę jak najlepiej potrafię. Mam wrażenie, że parę razy udało mi się to tak, że byłem prawie zadowolony! (śmiech) Zdaję sobie sprawę, że ten zawód polega na ciągłej pracy nad sobą.

Gdybyś skończył szkołę aktorską, może byłoby łatwiej?

- Na pewno nie miałbym za sobą tylu lat pracy, bo nie miałbym czasu grać. Nigdy nawet nie podchodziłem do egzaminów, myślę zresztą, że nie zostałbym przyjęty Ale ostatnio nawet pomyślałem, czy by nie zdać egzaminu eksternistycznego. Egzamin jest co dwa lata, więc jeszcze chwilę pogram i spróbuję go zdać.

Zaskoczyła cię propozycja zagrania przedwojennej gwiazdy kabaretu? Do tej pory raczej nie byłeś kojarzony ze sceną, śpiewem i tańcem.

- Ale Michałowi Kwiecińskiemu, producentowi i jednemu z dwóch reżyserów "Bodo", się skojarzyłem. Wkrótce po "Mieście 44" na jakimś spotkaniu powiedział, że zagram Bodo. Takie rozmowy zdarzają się często i często niewiele z nich wynika, ale było mi miło, że o mnie pomyślał. Kilka miesięcy później zaproszono mnie jednak na zdjęcia próbne, bo producent chciał sprawdzić, czy jestem w stanie zaśpiewać. To było kluczowe. Wziąłem nawet lekcje, bo nigdy nie śpiewałam przed kamerą. Wybrałem piosenkę "Baby, ach te baby" i oczywiście nie zaśpiewałem jej doskonale, ale zostawiłem wrażenie, że dam radę. Potem cały rok poświęciłem "Bodo" - lekcje tańca i śpiewu, czasem po kilka godzin dziennie codziennie, praca na planie. Wierzę w ten serial, on nie zostanie zapomniany.

Premiera serialu "Bodo" w niedzielę 6 marca o godz. 20.25 w TVP1