Marcin Kędryna to "szara eminecja" w Pałacu Prezydenckim. Doradza Andrzejowi Dudzie m.in. w budowaniu wizerunku na Facebooku. Kędryna podróżuje z prezydentem po Polsce i opisuje co ciekawsze wydarzenia na swoim blogu "Codziennie trzy negatywy".



Z beemki lecą kawałki gumy

W weekend opisał, jak z jego perspektywy wyglądał incydent na autostradzie, podczas którego w limuzynie wiozącej prezydenta pękła opona. "Jechaliśmy w kolumnie A4 na wschód. Między naszym Sharanem a prezydenckim BMW jechało jedno BOR-owskie audi. Na kolanach miałem komputer. Męczyłem Negatywy, choć właściwie raczej przeglądałem Twittera. Minęliśmy Wrocław - droga zaczęła mieć awaryjny pas. Przejechaliśmy przez bramki, minęliśmy korek spowodowany przez wypadek, zmieniliśmy prowadzący radiowóz. Jedziemy. Ja z głową w komputerze" - opisuje Kędryna. " W pewnym momencie kierowca [nie pamiętam jak] zasygnalizował, że się coś dzieje. Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że z beemki lecą kawałki gumy. Samochód traci stabilność. Ściąga go w prawo. Kierowca kontruje. Łapie lewymi kołami trawę. Spod kół lecą kamienie. Zjeżdża z trawy. Ściąga go znowu w prawo. Kierowcy znowu się udaje z tego wyjść. Prawie. Opony już chyba nie ma. Auto wylatuje z drogi i tyłem wpada do płytkiego rowu." - relacjonuje.





Prezydent żartuje nad kawą

Z jego opisu wynika, że po tym, jak auto stanęło, akcje przesiadki prezydenta do drugiego samochodu trwała dwie minuty. "Jedziemy. Zjeżdżamy na Shella. Pan Jacek, prezydencki kierowca pali papierosa. Z dużym zaangażowaniem. PAD w automacie robi sobie kawę. Rzuca jakimś żartem o sensowności jeżdżenia w pasach." - pisze Kędryna. Według niego kierowca prezydenta zachował się wzorcowo. "Jestem w stanie wyliczyć krytyczne błędy, których pan Jacek nie popełnił. Każdy z nich mógł być śmiertelny. Dla innych ludzi na drodze. Może niekoniecznie Prezydenta, bo ten samochód zrobiony jest tak, by VIP przeżył. Choć z drugiej strony jest zrobiony tak, że opony w nim nie powinny wybuchać." - puentuje.