Jeśli ktoś pyta mnie o ulubiony zespół z kręgu muzyki okołorockowej, bez wahania wskazuję na Red Hot Chili Peppers. Przygoda zaczęła się niebezpiecznie - od odsłuchu płyty "Stadium Arcadium" - ale z czasem przekonałem się i do "Snow" i do "Dani California".

Wczorajszy powrót grupy, choć już nie tak porywający, jak wcześniejsze dokonania, sprawił, że z jeszcze większą niecierpliwością czekam na kolejną edycję gdyńskiego Open'era. Mam nadzieję, że podczas koncertu usłyszymy poniższe utwory, które najchętniej zebrałbym w okolicznościowej antologii pt.: "Red Hot Chili Peppers dla średnio-zaawansowanych".

1. "Californication"

Wskazywanie tego utworu jest szczytem banału i oczywistości. Ale... czy ziemia jest okrągła?

2. "Under The Bridge"

Tak, ziemia jest okrągła!

3. "Suck My Kiss"

Utwór nucił kiedyś w swoim programie Kuba Wojewódzki, ale na szczęście już o tym zapomnieliśmy.

4. "Scar Tissue"

Po krótkim rozbracie z RHCP, do zespołu wrócił John Frusciante, choćby tym utworem dając do zrozumienia, kto już do końca świata powinien być red hot gitarzystą.

5. "Can't Stop"

Numer jest turboenergetyczny, ale to, co chłopaki robią z nim na scenie woła o... Sam nie wiem o co, ale woła bardzo głośno. I dobrze!

6. "Strip My Mind"

Kolega, który uczył mnie Red Hotów stwierdził, że to najpiękniejszy utwór wszech czasów. Wybór tyleż nieoczywisty, co intrygujący. Umieszczam, bo dobre wspomnienia (pozdro, Kasia!)

7. "The Adventures of Rain Dance Maggie"

Flea... zrobił to... ZNOWU!