Ten cytat przywołują autorzy "Siedem razy świat", by wytłumaczyć się ze swojego "światoholizmu", na który zapadli wiele lat temu. Aleksandra i Jacek Pawliccy, małżeństwo dziennikarzy z ponad dwudziestoletnim stażem małżeńskim i podróżniczym, w ciągu dwóch dekad odwiedzili 60 krajów. Kilka lat temu swoje zapiski z licznych wojaży po dalekich zakątkach globu wydali w formie książki. Zatytułowali ją "Światoholicy", a opracowany wówczas sposób opowiadania powielili w kolejnej publikacji. "Siedem razy świat", podobnie jak poprzednia ich książka, nie jest przewodnikiem. Nie jest też opisem podróży poprzez kraje, ale zjawiska ubrane w słowa klucze, które są wspólnym mianownikiem dla miejsc, które odwiedzili.



Opowieść o tatuażach.

Tym razem siedem kluczowych słów to: tatuaż, dżungla, sierociniec, plaża, ryby, szaman, przemiana. Każde z nich jest tytułem kolejnego rozdziału. W pierwszym odwiedzają Maorysów z Nowej Zelandii, gdzie tatuaż jest opowieścią o człowieku, który go nosi, Japonię, gdzie tatuaże budzą strach, bo są zarezerwowane dla członków jakuzzy, czyli japońskiej mafii, a bywa, że ich posiadacze nie są wpuszczani do miejsc publicznych, oraz plemię Ibanów z borneańskiej dżungli. Pawliccy mieszkają w tradycyjnym domu Ibanów - longhousie - w którym mieści się cała wioska. Mieszkańcy spędzają większość życia w długim, wspólnym korytarzu

I o szamanach

W rozdziale o szamanach małżeństwo podróżników odwiedza lud Bribri mieszkający na Kostaryce, gdzie szaman zwie się awa i pełni wiele funkcji - jest lekarzem, autorytetem duchowym i moralnym, a nawet rodzinnym terapeutą. Szamańskich tropów szukają też w amerykańskim Kolorado, gdzie od dwóch lat zalegalizowana jest marihuana, jeden z najstarszych środków używanych do leczenia i odurzania, a przede wszystkim do uśmierzania bólu, którego od wieków używają szamani. Wyruszają też do Tybetu, by odwiedzić Tybetański Instytut Medyczny i Astrologiczny Mentsekhang w Lhasie, gdzie leczy się nie tylko ciało, ale i duszę. Te właśnie niekonwencjonalne metody leczenia zbliżają tybetańskich medyków do szamanów. Wreszcie trafiają do małego meksykańskiego miasteczka, gdzie biorą udział w szamańskim obrzędzie. W Meksyku katolicyzm miesza się z tradycyjną wiarą w moce duchów i szamanów, więc obrzęd, którego są świadkami, odbywa się w miejscowym kościele. Wraz ze zgromadzonym tłumem Pawliccy oglądają rytuał uzdrowienia dziecka przez szamankę, która w ofierze za nie na oczach tłumu zabija koguta.

Fascynujące opowieści i fotografie

Fascynujących opowieści jest w tej książce o wiele więcej. Towarzyszą im fotografie, które ubarwiają historie z egzotycznych zakątków świata.

Pawliccy przywołują w posłowiu powiedzenie amerykańskiej fotografki Imogen Cunningham: "Którą z moich fotografii lubię najbardziej? Tę, którą zrobię jutro". - I tłumaczą, że z podróżami jest podobnie. Choć odwiedzili już tyle miejsc, a w trakcie pisania tej książki zostali dziadkami, nie stracili apetytu na świat. Wręcz przeciwnie. Mają już bilety na kolejną podróż.