Przekleństwa nie są wartością
Przenigdy w życiu nie wzięłabym 12-latka na "Włatców móch". Dzieci chłoną wszystko, co usłyszą. Naśladują starszych, telewizję oraz idoli. Nie możemy pozwolić, żeby 12-latek, wracając do domu, mówił: "K..., ale jestem wyj... w kosmos". Niestety, tak się zdarza i nie ma się czemu dziwić, skoro w dzisiejszym świecie przekleństwo jest przerywnikiem, a nie wyrazem ekstremalnej złości i nerwów. Nauczymy dzieci, że wartością są elegancja, siła, zdecydowanie, umiejętność wyboru, odpowiedzialność, a nie tandeta przekleństw dla mało wymagających półinteligentów. Mówi się: "Nie zwracaj uwagi, gdy dziecko przeklina. Przejdzie mu". Nieprawda. Należy zwracać uwagę, ale nie krzykiem, siłą czy przymusem. Wystarczy powiedzieć, żeby zastanowiło się i zaobserwowało wśród swoich znajomych, na ulicy, gdziekolwiek... kto przeklina. Czy zobaczy eleganckich ludzi, nauczycieli, nas samych (rodziców), żeby przeklinali bezsensownie? Niech samo dojdzie do wniosku, że przeklinając, szczególnie publicznie, należy się raczej wstydzić, niż chwalić.
Paulina, absolwentka socjologii



Okrutna szkoła, okrutne dzieci, okrutni dorośli
Jestem miłośnikiem serialu "Włatcy móch", oglądam wszystkie odcinki (nawet powtórki), ale według mnie film powinien być dozwolony co najmniej od 16 lat. Pomijam przekleństwa, bo dziatwa ma ich na co dzień dość wokół siebie, odzywa się tak między sobą, co można usłyszeć na ulicy, w środkach komunikacji miejskiej. Chodzi mi o przesłanie filmu. Nie jest to nawoływanie do satanizmu, jak pisały gazety katolickie. Durne jest stwierdzenie, że film propaguje pod płaszczykiem satyry wulgaryzmy. Jest to samo życie - okrutna szkoła, okrutne dzieci, okrutni dorośli, nawet maskotki bohaterów są takie jak my sami. I to jest przerażające, a nie śmieszne. A mimo akcentów dość smętnych serial jest doskonały. Przy nim "South Park" z nieznanymi nam bliżej realiami społecznymi jest nijaki i beznadziejny.
ap

Bezmyślni rodzice na film zabrali 6-letnie dzieci
Oglądam serial, w kinie bawiłam się świetnie, ale ze zgrozą patrzyłam na nieodpowiedzialnych rodziców, którzy bezmyślnie zabrali na seans swoje 6-letnie pociechy, i na bileterów, którzy te maleństwa wpuszczali na salę. Dla takiego odbiorcy ten film to rzeczywiście stek przekleństw. Apeluję do rodziców o elementarne poczucie odpowiedzialności, a do dystrybutorów o niezarabianie kasy po trupach.
Bożena

Dzieci znają p..., k... i ch...
To, że 10-, 12-latki, czasem młodsze dzieci, znają wszystkie wulgaryzmy, chyba nikogo nie dziwi. Przestańmy udawać, że w Polsce propaguje się dobre wychowanie w każdym domu. Świat, szkoła, podwórko, filmy w telewizji (dla dorosłych) - dzieciaki to wszystko łykają i zdają sobie sprawę z zakresu występowania w języku polskim k..., p..., ch... Ten film ich nie porazi, a tym bardziej nie zdziwi. Pozwólmy 12-latkom obejrzeć "Włatców móch", ale pod okiem dorosłych, jako przykład i wzorzec, którego nie powinny naśladować. Lepiej, żeby to zobaczyły w abstrakcji kinowej, niż doświadczały tego w domu.
Czytelnik

Czy że dzieci mają dzieci, to też wina filmu?
Jestem pewna, że większość oburzonych rodziców to tacy, którzy sami w domu ostro bluzgają, a śmiesznej kreskówki się czepiają. Skoro film jest taki zły, to dzieci przed ukończeniem 12. roku życia nie powinno posyłać się do szkoły, w drodze do niej pewnie usłyszą dwadzieścia razy więcej przekleństw. Każdego dnia, jadąc do pracy, widzę tych cudownych rodziców odprowadzających dzieci do szkoły: "Jeszcze jedna pała, to taki wp... dostaniesz, że przez tydzień na d... nie usiądziesz, gnoju zas....".
Nie jest prawdą, że nie wszystkie dzieci znają wulgarne słowa. To nie kreskówka jest tu winna, to kwestia wychowania i wzorców zaczerpniętych z własnych domów. Jak chcemy naprawiać dzieci, to najpierw naprawmy ich rodziców. Poza tym dziś bywa, że dzieci mają dzieci. To też wina filmu? Czy rodziców, bo tak je wychowali? Kreskówka nie wzięła się z sufitu, ale z rzeczywistości - tak się dzieci zachowują w szkole, i to nie przez Czesia, Konieczkę, Anusiaka czy Maślanę, ale przez swoich rodziców.
Monika

Kiedy Anusiak by nie przeklinał
Zdziwiły mnie kontrowersje dotyczące dolnej granicy filmu. Już serial reklamowany jest dla dorosłych, ale że bohaterami są dzieci, to siłą rzeczy zyskał on popularność wśród osób poniżej 12. roku życia (które w tym serialu bawi wyłącznie przeklinanie i dręczenie nauczyciela, dzieci nie dostrzegają głębszego sensu). "Włatcy móch" nie są żadną lekcją przeklinania, ale przekrojem przez system polskiej edukacji i polskie społeczeństwo: mamy i klasę robotniczą, i "elity", i kompletne dno intelektualne, i nauczycielkę, "moherowe berety". Nikt mi nie wmówi, że dzieci poniżej 12. roku życia nie znają przekleństw. Mam 9-letniego bratanka, który z upodobaniem ogląda ten serial, ale nie przeklina, bo tata mu nie pozwala. Wszystko więc zależy od rodziców i od ich troski o dziecko - nie sądzę, żeby Anusiak, Maślana, Konieczko przeklinali, gdyby ich rodzice poświęcali im wystarczająco dużo czasu i uwagi... oraz, w przypadku Czesia, gdyby ich mieli.
Katarzyna I.

Cały świat dzieci to szkoła
Dzieci nie wychowują się pod kloszem. Wyjeżdżają na kolonie z dziećmi z różnych domów i środowisk. Wystarczy posłuchać, jak rozmawiają ze sobą w szkole. Nasz język jest zwulgaryzowany. Posłuchajmy telewizji, rozejrzyjmy się wokół siebie. Bluzgi są wszędzie. Rolą rodziców nie jest zabraniać oglądania filmu z kultowymi bohaterami, ale doprowadzić do wspólnej rozmowy. To od rodziców przecież zależy, co później o filmie dzieciom powiedzą. Może gdyby jeden z bohaterów bardziej przykładał się w szkole, nie zostałby "królem promocji w supermarkecie"? Może to dobra okazja, żeby uświadomić dzieciom, że "król promocji" to nie jest fajna praca, że można mieć ciekawsze zajęcie w życiu.
Szkoła jest dla dzieci całym światem, a większość rodziców wie, że nie jest to najlepsze miejsce na świecie. W szkole dzieci mają kontakt z nauczycielami, którzy nie nadążają za rzeczywistością, leczą swoje kompleksy, czasami są po prostu straszni. Sami znamy szkolny świat z własnych wspomnień i wiemy, że szkoła jest tylko jednym z etapów życia. Dzieci tego jeszcze nie wiedzą. W szkole jest ich cały świat, bardzo poważny świat. Pokażmy dzieciom, że można się pośmiać i obśmiać szkołę. Pomóżmy im spojrzeć z dystansem i z uśmiechem na ich "wielkie życiowe problemy". To właśnie takie filmy pomagają odreagować. Nie zabraniajmy dzieciom oglądać ich ukochanych bohaterów (i tak zresztą obejrzą), nie stawiajmy się w opozycji do własnych dzieci, bo jest to pierwszy krok, żeby za kilka lat w ogóle ze sobą nie rozmawiać. Bądźmy po stronie dzieci. Obejrzyjmy ten film wspólnie i razem porozmawiajmy. "Włatców móch" obejrzałam w kinie wraz z moim 10-letnim synem i 13-letnią córką.
Mama