Patrycja Wanat, TOK FM: Czy single jako konsumenci różnią się czymś od osób pozostających w związkach?

Marek Tejchman, dziennikarz TVN CNBC Biznes: Tak - więcej kupują i więcej śmiecą.

Dlaczego?

Bo nieefektywnie wykorzystują produkty. Kupują sześć jajek, a nie dziesięć, a i tak trzeba je opakować w niewiele mniejsze pudełko. Często nie zdążają zjeść zapasów i je marnują. To jest bardzo widoczne - im więcej singli, tym więcej śmieci.

Mam nadzieję, że nie jest to nasz jedyny wpływ na gospodarkę.

Singiel wydaje więcej na swoje przyjemności, np. towary luksusowe. Nie chodzi o zegarek Cartiera, ale na przykład o to, że kupi sobie nie jedną, lecz dwie pary butów lub kurtkę, której nie potrzebuje, a jedynie dobrze w niej wygląda. To oczywiście zmienia gospodarkę. W Polsce tego jeszcze nie widać, ale na Zachodzie jesteś w stanie dostać towary przystosowane właśnie dla singli.

Mam wrażenie, że w Polsce rynek ciągle nie docenia singli.

Być może dlatego, że ciągle jest ich za mało. Raport SMG/KRC pokazuje, że ta grupa rośnie, ale ogranicza się do wielkich miast. Jesteśmy młodzi, zarabiamy więcej niż średnia krajowa i nie musimy się tymi pieniędzmi dzielić z dziećmi czy z gorzej zarabiającym partnerem. Jeśli ktoś zauważy, że taki klient istnieje, to będzie bardzo fajna historia biznesowa.

Jakiś przykład?

Jeśli ktoś wpadnie na pomysł, żeby zaproponować ci jedno fajnie opakowane jabłko, jajka pakowane po trzy, a nie sześć, czy małe porcje pieczywa.

Na co jeszcze możesz sobie pozwolić jako singiel, a nie mógłbyś jako ojciec rodziny?

Mogę chodzić na imprezy, nie jestem ograniczony przez związek. Nie mam poczucia - kupując sobie drinka w knajpie albo jadąc taksówką - że coś komuś zabieram. Singla stać na to, żeby zjeść obiad w knajpie, a czasami opłaca mu się to nawet bardziej, niż gdyby miał kupić produkty i zmarnować czas na samotne gotowanie w domu.

Będąc singlami, ciągle jednak kogoś szukamy. Chcemy się lepiej ubrać, udzielamy się towarzysko. Może stąd ta wzmożona konsumpcja?

Trochę tak. Bo singiel w domu jest sam, więc woli wyjść na miasto. Nie chodzi tu tylko o imprezy. Rodziny jedzą obiad w domu i w nim zostają, żeby obejrzeć film na DVD - singiel zje obiad w knajpie ze znajomymi i pójdzie do kina.

A ty ile razy w tygodniu jesz poza domem?

Praktycznie nie jem w domu. Czasami piję kawę, przełknę jakieś śniadanie, jeżeli coś mi zostało sprzed paru dni. Staram się narzucić sobie rygor, żeby się zdrowo odżywiać - ale w tym przypadku też kupuję odpowiednią usługę. Jedzenie zapakowane w małe porcje zamawiam do domu. Mam w ten sposób zapewnione posiłki w ciągu dnia i nie marnuję jedzenia.

Ile coś takiego kosztuje?

50 złotych dziennie.

To bardzo dużo pieniędzy.

Przez dwa lata mieszkałem z dziewczyną i prowadziliśmy normalne gospodarstwo domowe. Wychodziło zdecydowanie taniej - raz w tygodniu jechaliśmy do supermarketu i robiliśmy duże zakupy na cały tydzień. I taką rolę - gospodarczo-finansową - rodzina pełniła przez setki lat. Tylko że w nowoczesnym konsumpcyjnym społeczeństwie ta rola nie jest już potrzebna.

Chcesz powiedzieć, że skoro nie musimy już wiązać się z ludźmi, żeby utrzymać dom, to nie zakładamy go w ogóle?

To jest jedna z przyczyn. Ale moim zdaniem to bardzo dobre zjawisko. Ludzie zakładają rodzinę z miłości, a nie z powodów ekonomicznych.

Brzmi idealnie, ale oboje wiemy, że nie do końca tak jest. Więzi między ludźmi bardzo się osłabiły.

Mamy więcej wolności, większą swobodę wyboru, jesteśmy bogatsi. Tyle tylko, że nie zawsze podejmujemy właściwe decyzje. Większość z nas czuje się w tym świecie świetnie, a jak nie, to zabijamy tę myśl, kupując parę butów, jedząc ładnie opakowane sushi albo idąc na imprezę. Są wśród nas nonkonformiści. Tylko że jest ich cholernie mało.