Pamiętam, że sam myślałem w podobny sposób i nasilało mi się, jeśli długo nie mogłem znaleźć partnerki. Wtedy starannie wypierałem z umysłu obrazy udanych małżeństw, które promieniują szczęściem i dojrzałą bliskością. Ogromnie mocno zwracałem natomiast uwagę na wszelkie zdrady, uczuciowe kryzysy i rozwody...
Takie myśli były bardzo przydatne, bo pomagały mi wierzyć, że jest mi dobrze, a myślenie o związku to po prostu utopia.
Pamiętam też, że gdy udawało mi się znaleźć partnerkę i przez kilka miesięcy żyć w związku, to ogromnie szybko traciłem zrozumienie do "tych wszystkich singli" i łapałem się na tym, że uważam ich za biednych, smutnych desperatów, którzy nie chcą stworzyć czegoś tak pożądanego jak związek.
Podsumowując - trochę dystansu, drodzy państwo.
Grzegorz



Co się stało z facetami?

Mam 24 lata. Pracuję i studiuję, jestem singlem. Nikt odpowiedni mi się "nie trafił". Większość moich znajomych to także single. Wychodzimy z założenia, że jeśli mamy być z kimś, kogo nie kochamy, to lepiej być samemu.
Nie czuję presji społecznej... Może raczej swoją własną, bo w pojedynkę jest nie tylko trudniej, ale i smutniej. Moi rodzice nie mieszają mi się do życia prywatnego. Kiedy byłam rozczarowana jakąś randką, mama uśmiechnęła się i powiedziała: "Spokojnie, każdy ma swój moment...". I ja też tak uważam. Nie rozglądam się nerwowo na każdej imprezie. Jestem zadowolona ze swojego życia i wierzę, że kiedyś trafię na odpowiedniego mężczyznę.
Warto jednak zauważyć jeszcze jedną rzecz. Dzisiejsze kobiety bez względu na to, jakie mają poglądy, są w większości silne i pewne siebie. Natomiast mężczyźni są wycofani, jakby się bali. To oni czekają, że kobieta nie tylko ich zachęci, ale wręcz zrobi pierwszy krok. Większość moich koleżanek narzeka, że mężczyźni potrafią czekać w nieskończoność, aż kobieta sama przejmie inicjatywę znajomości. I nie powiem, żeby to był model mężczyzny, który nam się podoba...
Warszawianka 84

Jestem wolna, nie chcę dziamdziaka

Jestem starą panną, choć to określenie do mnie nie pasuje. Uważam siebie za kobietę wolną. Rani mnie powszechne przekonanie, że jak jest się samemu, to dlatego, że nikt nas nie chciał. Ja miałam propozycje małżeńskie, które z takich czy innych względów odrzuciłam. Ale nikt nie myśli, że to był mój wybór. Z tego powodu nie lubię się spotykać z rodziną, bo westchnięcia typu: "Taka atrakcyjna, a nikt jej nie chciał" są bardzo przykre.
To, czy single naprawdę dobrze się czują ze swoją samotnością, zależy od ich podejścia. Ale co innego mówi się, jak ma się 30 lat, a co innego, jak ma się lat 50. Chciałabym te zdeklarowane singielki wysłuchać, jak będą mieć 50-60 lat, skończy się bieganie po klubach i imprezowanie. Dla mnie życie w pojedynkę jest straszne, ale kto wie, czy nie gorzej jest żyć u boku zobojętniałego faceta lub nieciekawego dziamdziaka.
Oleńka