Poznaliśmy się podczas studiów dziennych w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Byliśmy na jednym roku, choć na dwóch różnych kierunkach.



Kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem, to był jakiś błysk. Pamiętam, że w kąciku holu wróżyła z kart. Wokół niej krążyło sporo studentek, które tak bardzo chciały wiedzieć, jaka czeka ich przyszłość. W końcu nabrałem też apetytu, żeby pójść do naszej uczelnianej wróżki. Już otwierałem dłoń, żeby popatrzyła na moje linie życia, a Graszka powiedziała, że mi nie powróży, bo ... Urwała się rozmowa, jak nić z kłębka. Nie wiedziałem, co o tym sobie myśleć.

Zupełnie przypadkowo, w czasie przerwy między wykładami, spotkałem ją, jak poszukiwała zagubionego łańcuszka z zielonym serduszkiem. Szukała i nie śpiewała: Święty Antoni, Święty Antoni, serce zgubiłam pod miedzą . Próbowałem pomóc jej znaleźć to serduszko. Nie udało się, niestety.

Ni stąd ni zowąd, los nas połączył jako parę studencką. Nieraz Graszkę wyrywałem z zajęć, żebyśmy mogli się bardziej sobą oswoić i zachwycić. Siedzieliśmy w czytelniach nad zwałką książek. Robiliśmy notatki. Przesiadywaliśmy w studenckiej kawiarence. Czasami dyskretnie przytulaliśmy się jak para nieopierzonych ptaków. Graszka też lubiła różne robótki na drutach. Ciągle robiła mi na drutach sweter, który pruła, bo nie była zadowolona. Patrzyłem na nią z podziwem i zachwytem. Nawet pisałem o tym wiersze, bo w młodości nachodzą człowieka chwile liryczne i tak bardzo chce ocalić wspomnienia. Dzisiaj się do tych liryków uśmiecham, bo to takie nieudolne, jak np. Ballada miłosna (6):

Na stole leżą Twoje druty
W koszyczku kłębek wełny
Jak wrócisz zaczniesz robić
Prostym ściegiem nowy sweter
A ja będę Ci przeszkadzał
Żeby usłyszeć jak mówisz:
Ale niepoprawne z ciebie dziecko

Zaczniesz owijać moją głowę
Pocałunek podzielisz na dwoje
Pozwolisz wtulić się do Twojego
Gniazda blisko granicy ciała
Jednym tchem wyszeptam:
Niepotrzebny mi sweter
Już jest mi cieplutko

W czasie studiów wzięliśmy ślub. Urodził się nam syn Paweł Piotr. Pomieszkiwaliśmy kątem u teściów.
Na Ursynowie jesteśmy na stałe zameldowani od 3 marca 1981 roku. Mieszkamy w betonowym bloku nicowanym szkłem, na posiadłościach Juliana Ursyna Niemcewicza, tzn. Na Skraju Ursynowa.
I tak to się wszystko zaczęło i trwa, i trwa w najlepsze.
W przypływie dobrego humoru nieraz sobie podśpiewuję pieśń z Podhala:
Z góry jedź, z góry jedź,
na dolinie hamuj.
Ładną mas dziewcyne,
sanujze ją, sanuj.

Wspólnie też się starzejemy i łapiemy się na tym, że nie wstydzimy się wspomnień.

Kiedy słyszę, jak moja żona wzdycha przed lustrem, że pojawiły się nitki siwych włosów, to staram się ją pocieszać wierszem:
Rozrzuciłaś na poduszkę włosy
W kopercie kołdry suszą się kłopoty
Nie bój się luster i żurnali mód
Ja kocham Twój posiwiały warkoczyk
(Zapisek z babią nitką)