Angielski komik porzucił swoje poprzednie alter ego. Po czarnym raperze z małomiejskiego getta (Ali G) oraz wąsatym kazaskim dziennikarzu, badającym zwyczaje Amerykanów (Borat), nastał czas zupełnie innej gwiazdy telewizji. Blondyn Brüno pochodzi z Klagenfurtu ("tam, gdzie Szlezwik-Holsztyn"). Jest pierwszym bulimikiem z tego kraju, ojcem adoptowanego murzynka O.J. ("świetnie pasuje do każdego stroju"). Zatrzymany w Mediolanie za zakłócanie pokazu hiszpańskiej projektantki Ágathy Ru~z de la Prady ("12 policjantów zazwyczaj oznacza dla mnie prezent urodzinowy"), wylądował w tamtejszym więzieniu ("okropne, takie włoskie Abu Ghraib"). Zwolniony, w mundurku Dolce & Gabbana wkręcił się na szkolenie Gwardii Narodowej Stanów Zjednoczonych w homofobicznej Alabamie. Przeprowadził wywiad z przywódcą grupy islamskich terrorystów, a także z republikańskim kongresmanem Ronem Paulem. W swojej willi na "ekscentrycznym" krześle z żywego Meksykanina gościł LaToyę Jackson (scena usunięta po śmierci jej brata Michaela). Jego kamera nie ominęła Pauli Abdul, Bono, Eltona Johna, Slasha, Snoop Dogga, Stinga czy Harrisona Forda.



A potem zmontował z tego film. To "najmocniejszy dokument od czasów >>Króla Lwa<<", "najważniejsze dzieło z austriackim gejem po >>Terminatorze 2<<" i "najseksowniejszy obraz od >>Amistad<<" - zachwala kontrowersyjna gwiazda. Czy tak jest naprawdę? Dziennikarze nie mieli jeszcze okazji się o tym przekonać. Światowa premiera nastąpiła dzisiaj. W Polsce - dokładnie o godz. 0.01. Obraz mogli obejrzeć jedynie szczęśliwcy zaproszeni na pokazy w wybranych miejscach globu. Rozentuzjazmowane tłumy witał sam Brüno.

Niczym rycerz paradował na białym koniu po ulicach Sidney, a po hollywoodzkiej Alei Gwiazd przejechał na lufie disco-czołgu. W Berlinie nałożył obcisły różowy kostium, w Madrycie przebrał się za czarnego byka, a w Amsterdamie utworzył Dzielnicę Różowych Latarni, gdzie dopłynął na skuterze wodnym, w garniturze przerobionym na body, z czerwonymi slipami, filuternie wyzierającymi spod spodni. Pośladki prężył też w Londynie, przewodząc paradzie półnagich strażników pałacu Buckingham.

Świat opanowała brünomania. Podczas gali MTV Movie Awards, niczym upadły anioł, zjechał gołą pupą na twarz niby-oburzonego Eminema. Podrywał nowego gospodarza "The Tonight Show" Conana O'Briena. Jego ciało ozdobiło okładki prestiżowego amerykańskiego miesięcznika dla mężczyzn "GQ" i brytyjskiego magazynu gejowskiego "Attitude". Wspólnie z brazylijską supermodelką Alessandrą Ambrosio znalazł się też na pierwszej stronie "Marie Claire".

Również w Polsce film ma mocną promocję. W klubach szaleje "sobowtór" nowego wcielenia Cohena. Gracjan Roztocki, internetowa gwiazda wątpliwej reputacji i gracji, imprezuje, rozdając żółte majtasy i śpiewając swoją piosenkę "Brüno reporter, lalalala, tak tak, taki Brüno jest: skandaliczny, odjechany, bardzo śmieszny i odważny". Cóż, jaki kraj, taki Brüno... Fikcyjny stylista ma swój numer Gadu-Gadu, dystrybutor ogłosił konkurs na polskie napisy do licznych filmików-przecieków, a nawet opracował nową odmianę języka, przepełnioną niemiecką głoską "ü" (oryginalny Brüno mówi z wyuczonym na studiach akcentem, często wplatając "rodzime" słówka).

Jak zostanie odebrany w Polsce? Na Amerykanów podziałał jak płachta na byka. Sacha Baron Cohen jak zwykle obraża wszystko i wszystkim, a tym razem - jako Bruno - szczególnie upatrzył sobie homofobów ale i gejów. - Ten film może umocnić stereotyp geja jako osoby zniewieściałej - mówi Robert Biedroń, szef Kampanii Przeciw Homofonii, autor książki "Tęczowy elementarz czyli (prawie) wszystko, co chcielibyście wiedzieć o gejach i lesbijkach". - Ale to jednak komedia. Cohen nie portretuje środowiska i na pewno nie kieruje nim homofobia. Widziałem tylko zajawki, ale teraz z wielką chęcią wybiorę się do kina!

Jedno jest pewne - nie ma odważniejszego komika od Sachy Barona Cohena. A świat nie widział odważniejszej i bardziej pomysłowej kampanii promocyjnej. Na szczęście wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że produkt jest tego naprawdę wart!