Zresztą - sami spytajcie znajomych albo sprawdźcie opinie na internetowych forach: superśmieszna, świetnie zagrana, zrealizowana, totalny odlot - tak piszą niemal wszyscy. Bo "Kac Vegas" to coś kapitalnego!



Intryga jest prosta jak drut. Czterech kumpli, a właściwie trzech plus wzięty trochę z musu przyszły szwagier pana młodego, wyrusza do Las Vegas na wypasiony wieczór kawalerski. Plan jest taki: bawimy się niegrzecznie, a potem grzecznie wracamy do domu. Zaczynają od toastu jagermeisterem na dachu Caesars Palace i idą w tango. Ale nie dowiadujemy się, czy zabawa była przednia. Bo w następnej scenie oglądamy zdemolowany apartament i budzących się z gigantycznym kacem bohaterów. Nie pamiętają absolutnie nic. Nie wiedzą, jak znalazł się w ich łazience prawdziwy tygrys. Czyje jest drące się w szafie dziecko. Ani gdzie przepadł pan młody...

Skacowana trójka rozpoczyna śledztwo, by odnaleźć przyjaciela i przypomnieć sobie szczegóły szalonej nocy. Zdecydowanie zbyt szalonej, jak się wkrótce okaże. A wszystko to pod presją czasu - w końcu w domu czeka zniecierpliwiona panna młoda.

Akcję świetnie prowadzą odtwórcy głównych ról. Mistrzem ceremonii jest przyszły szwagier pana młodego, Alan (Zach Galifianakis), ekscentryk o umysłowości nastolatka. Potrafi po przyjeździe do Caesars Palace z pełną powagą zapytać recepcjonistkę - zastrzegając, że pewnie nie pierwszy raz słyszy to pytanie - czy mieszkał tu kiedyś Cezar. A piosenka a cappella o trzech kumplach w jego wykonaniu to cudeńko.

Ale i reszcie nic nie brakuje. Ani wyluzowanemu nauczycielowi Philowi (Bradley Cooper), który twierdzi, że małżeństwo to koniec życia. I defrauduje pieniądze uczniów na wypad do Vegas. Ani sztywnemu dentyście, Stu (Ed Helms), który ma zamiar oświadczyć się swojej toksycznej narzeczonej, a w końcu odkrywa w sobie playboya.

Najsłabiej w tym towarzystwie wypada pan młody, czyli lalusiowaty Doug (Justin Bartha). Ale jego jest najmniej, bo przecież znika, a w finale nawet on potrafi pokazać pazur. Perełki, które trafiają się non stop na drugim planie i w epizodach to zupełnie inna, nie mniej odjazdowa historia [patrz ramka]. Aha, oczywiście całość przyprawiona jest kapitalną muzyką, idealnie pasującą do całości.

Zwykle oglądając komedię, której trailer zwiastował przednią zabawę, łapiemy się na myśli - kurczę, w zwiastunie umieścili najlepsze kawałki! Otóż z "Kac Vegas" tak nie jest. Trailer jest tylko przystawką przed głównym daniem. Dostajemy wszystko, co obiecuje. Czyli świetną, momentami abstrakcyjną, czasami dosadną, lekko wulgarną, ale we wszystkim genialną zabawę. Cały film, od pierwszej do ostatniej minuty, trzyma formę. A gdy wydaje się, że już śmieszniej być nie może, twórcy zabijają nas kolejnym żartem: to, co się dzieje podczas napisów końcowych to już totalny odjazd! Nie próbujcie wychodzić z kina przed ich końcem! Zapnijcie jeszcze raz pasy i zostańcie w fotelach.

Kac Vegas ("The Hangover")
USA 2009, reż. Todd Phillips, wyst. Bradley Cooper, Ed Helms, Zach Galifianakis