Zaczęło się w piątek od wystąpienia w Sejmie. Tadeusz Mazowiecki, tak jak przed 20 laty, pokazał palcami znak wiktorii, czyli zwycięstwa. W sobotę na pl. Konstytucji w stolicy odsłonięto tablicę przy dawnej kawiarni "Niespodzianka". W 1989 r. znajdował się tam Warszawski Komitet Obywatelski "Solidarność". Później w pobliskiej InfoQulturze odbyło się blisko dwugodzinne spotkanie z mieszkańcami Warszawy i starymi przyjaciółmi z Solidarności. Wieczorem na cześć premiera świętowali politycy i VIP-y na koncercie w Teatrze Wielkim. - Naszemu pokoleniu udało się dokonać rzeczy nieprawdopodobnych. To był najlepszy premier i najlepszy rząd, jak na owe czasy - mówił o Mazowieckim były prezydent i lider "Solidarności" Lech Wałęsa.



Podczas spotkania prezydentów Grupy Wyszehradzkiej w Sopocie gabinet Mazowieckiego chwalił też Lech Kaczyński: - To była niezwykle ważna data nie tylko w historii Polski, lecz także i innych państw naszego regionu, która przyspieszyła efekt domina wywołujący zmiany polityczne w pozostałych krajach bloku komunistycznego.

W niedzielę rząd Mazowieckiego wspominano na Uniwersytecie Warszawskim. Tam, w panelu dyskusyjnym "Co zastaliśmy i jaką Polskę zostawiliśmy" udział wzięli m.in. ministrowie Tadeusza Mazowieckiego: szef MSZ Krzysztof Skubiszewski, resortu finansów Leszek Balcerowicz, MSW - Krzysztof Kozłowski oraz Aleksander Hall, który w rządzie premiera Mazowieckiego pełnił funkcję ministra ds. współpracy z organizacjami politycznymi i stowarzyszeniami.

Premier Mazowiecki w InfoQulturze:

O wyborach na prezydenta w 1990 r. Nie byłem dobrym kandydatem, bo nie byłem przekonany. Kandydowałem z musu przeciwko Lechowi Wałęsie, bo po jego wypowiedziach byłem przekonany, że odwróci przemiany. Ale byłem jego przyjacielem.
Czego żałuje. Wydaje się, że nie zrobiliśmy wszystkiego, by uniknąć bratobójczej walki z Lechem Wałęsą. Ale wtedy dogadanie wydawało nam się niemożliwe. PGR-y i rodziny ich pracowników, które nie znalazły sobie miejsca. Sądziliśmy, że ci ludzie będą brać ziemie i budować gospodarstwa. To byli mało wykształceni ludzi, pokolenie wykluczone z dobrodziejstw transformacji. Może trzeba było ich przekwalifikować.
O religii w szkołach. Nie wycofywałbym jej. Ale powinien być rzeczywisty wybór pomiędzy religią a etyką, bez żadnych przymusów.
Jak uzdrowić politykę i polityków. To wyborcy decydują o ludziach. Narzekają, ale po wyborach nie wyciągają wniosków.
O alternatywie dla PO i PiS. Takie miejsce jest na centrolewicy, ale nie widzę sił i ludzi, którzy taką zmianę spowodują.
O finansowaniu partii z budżetu. To dobry pomysł przeciwko korupcji w polityce. Jak nie ma finansowania, to partie umizgują się do tych, co mają pieniądze.
O obawach. Obawiałem się "zjawiska" Stanisława Tymińskiego, później tego, że ludzie łatwowiernie popierają Samoobronę. Atmosfery rządu Jarosława Kaczyńskiego. Było niebezpieczeństwo wypaczenia demokracji. I ta cała atmosfera, że nie wiadomo kto jutro zostanie oskarżony. To było groźne.
O stosunkach z Rosją. To trudne, jak pojednanie polsko-niemieckie. Warunkiem jest pozbycie się marzeń imperialnych i tych o strefach wpływów.
Do młodych. Normalność zniechęca do polityki. A to niedobrze. Młodzi powinni brać odpowiedzialność za życie publiczne. Niech angażują się w działania organizacji pozarządowych, stowarzyszeń.
Co go zaskoczyło przez 20 lat. Pozytywnie, że przez ten trudny okres przeszliśmy bezkrwawo i bez odwetu. Negatywnie, podatność na demagogię polityków.
O byciu autorytetem. Jakbym za często korzystał z bycia recenzentem życia publicznego, to by powiedziano, że moralizuję i by nie chciano mnie słuchać, więc wypowiadam się rzadziej, ale mocniej.

Ministrowie na Uniwersytecie Warszawskim

Leszek Balcerowicz, były minister finansów
W 1989 r. nie zdecydowałbym się na przyjęcie tego stanowiska, gdyby nie grupa znajomych, z którymi od połowy lat 70. hobbistycznie opracowywaliśmy scenariusze ekonomiczne. Gdy zostałem ministrem, za najważniejsze zadania uznałem postawienie diagnozy stanu finansów oraz wytyczenie celu i sposobów ich naprawy. Celami były: stabilny pieniądz, możliwie niskie wydatki oraz otwarcie na świat. Postanowiliśmy to osiągnąć poprzez liberalizację, uwolnienie gospodarki i pieniądza, dzięki czemu szybko zaczął powstawać wolny rynek. Nie udało nam się ustrzec także błędów, jednak zawsze byłem zdania, że działania szybkie i ryzykowne są lepsze niż beznadziejne.

Krzysztof Skubiszewski, były minister spraw zagranicznych
Naszymi głównymi celami było odzyskanie uniezależnienie się od ZSRR. Chodziło o całkowitą zmianę relacji ze Związkiem Radzieckim i wyzwolenie się z jego strefy wpływów. Było to szczególnie trudne w sytuacji rozpoczynającego się otwarcia Niemiec Wschodnich na RFN. Dlatego istotną kwestią w polityce zagranicznej stało się też potwierdzenie przez Niemcy granicy na Odrze i Nysie. To się ostatecznie udało podczas tzw. konferencji 2 plus 4, w której wzięły udział NRD i RFN oraz USA, Wielka Brytania, Francja i ZSRR. To nam otworzyło drogę do pełnego uniezależnienia, rozmów o wyjściu wojsk sowieckich oraz coraz ściślejszych kontaktów z Zachodem.

Krzysztof Kozłowski, były minister spraw wewnętrznych
Kiedy przyszedłem do ministerstwa, pracowali tam niemal wyłącznie mundurowi. Moim głównym celem stało się ucywilnienie tych struktur. Chodziło o zmianę sposobu myślenia tych ludzi. Chciałem tam wpuścić trochę świeżego powietrza, dlatego np. zaprosiłem do gmachu na Rakowiecką ekipę telewizji, która po raz pierwszy sfilmowała dotychczas zakazane wnętrza. Jako przepustkę do gmachu MSW dostałem legitymację Milicji Obywatelskiej. Mój poprzednik - gen. Czesław Kiszczak powiedział, że do wyboru była jeszcze legitymacja SB, ale uznał, że milicyjna będzie dla mnie mniej krępująca.