Zdaniem Stiglitza w rok po rozpoczęciu kryzysu banki, które były uważane za "zbyt duże, by upaść", stały się jeszcze większe, a ich problemy są nawet poważniejsze niż przed zapaścią. Noblista ostrzega, że mimo rosnącego PKB, gospodarkę USA czeka osłabienie. Powód to rosnące zadłużenie w kredytach konsumpcyjnych, które wkrótce mogą przestać być spłacane w wyniku zwiększenia bezrobocia. Ekonomiści są zgodni, że wzrost gospodarczy jest dziś w rękach konsumentów, którzy w najgorszym przypadku mogą bardzo ograniczyć swoje wydatki. A my pytamy: czy Polacy bardzo oszczędzają? Co zmieniło się w ich życiu w ciągu tego roku?



Zakupy w Lidlu zamiast w Piotrze i Pawle

Rafał Chmielecki (32 l.), informatyk z Warszawy, półtora roku temu wrócił z Londynu, gdzie przez 4 lata pracował w swoim zawodzie: - Bardziej niż rok temu zastanawiam się, gdy mam wydać większe pieniądze. Odłożyłem np. kupno nowego samochodu. Robię to z ostrożności, bo nadal nieźle zarabiam, jak na polskie warunki. Ale nie wiadomo, czy sytuacja się nie pogorszy, więc chcę trochę zaoszczędzić. Znajomi robią podobnie: rzadziej stołują się na mieście, nie imprezują jak rok temu. Zamiast robić zakupy w Piotrze i Pawle, chodzą do Lidla, w którym jest dwa razy taniej. A ci, którzy rok temu wyjeżdżali na wakacje na Karaiby, teraz pojechali na Hel. Wszyscy się okopują, bo w tyle głowy mają świadomość, że prawdziwy kryzys może jeszcze nadejść.

Nie mogę dorobić, tak ciężko o pracę

Anna Komadowska (55 l.), emerytka z Malechowa pod Koszalinem, chce dorobić do emerytury: - Dla mnie kryzys jest namacalny, widzę go po cenach w sklepach. Utrzymanie jest dużo droższe niż rok temu. Jeśli emeryt nic nie odłożył, to ma kłopot. Jest dużo trudniej o dorywczą pracę. Próbowałam szukać z ogłoszeń, zgłaszałam się do ochrony, starałam się zostać ekspedientką w sklepie z obuwiem. Bez efektu, bo wzrosła konkurencja ze strony młodzieży, która widocznie częściej ląduje na bezrobociu. A pracodawca, jeśli ma do wyboru zatrudnienie emerytki albo młodej, energicznej osoby, stawia na młodość.

Klienci kupują mniej, ale lepiej

Chcąc oszczędzić, wolimy dziś kupić jeden produkt lepszej jakości niż pięć gorszej, bo suma sumarum wyjdzie taniej

Aleksandra Korycka (29 l.), prowadzi w Warszawie dwa sklepiki z damską bielizną: - Ponieważ pierwszy sklep otworzyłam w listopadzie zeszłego roku, nie mam porównania, jak biznes szedłby mi przed kryzysem. Rok temu było więcej klientek, które kupowały np. po pięć staników, dziś wolą kupić jeden, za to porządny. Myślę, że ten ogólny trend w szukaniu oszczędności gra na moją korzyść, bo chcę się skupić właśnie na sprzedaży bielizny z górnej półki. Dodatkowo, staram się dziś wyróżnić wśród konkurencji, oferując np. fachowe doradztwo przy wyborze bielizny. Interes idzie tak dobrze, że dwa tygodnie temu otworzyłam drugi butik, w Centrum. Trzeci uzależniam od możliwości zaciągnięcia kredytu, a o to dziś trudno.