Już ponad dwa tygodnie trwa nasza antypiracka akcja, którą rozpoczęliśmy po tym, jak płyta Kazika znalazła się w sieci na 14 dni przed premierą.



Z Muńkiem Staszczykiem rozmawia Artur Tylmanowski

Jak zareagowałeś, kiedy usłyszałeś, że Kazikowi skradziono płytę i umieszczono w sieci jeszcze przed wydaniem?

- Współczuję Kazikowi, bo wiem, że bardzo dużo pracy włożyli w tę płytę. Sam wielokrotnie padłem ofiarą piractwa, ale nie tuż przed premierą. Internet nie może być wolną przestrzenią, w której każdy sobie robi, co chce i bierze, co chce. Powinno być tak jak w Ameryce czy w Anglii, że za muzykę z internetu się płaci. Ja też wydaję płytę w marcu i...

Nie obawiasz się, że może ona mieć "premierę" w sieci na długo przed właściwą datą?

- Musiałbym nikomu nie ufać, czyli menedżerom, muzykom... Zresztą do końca nie wiem, skąd w przypadku płyty Kultu był ten wyciek .

Policja to ustaliła...

- To bez wątpienia jest już sprawa kryminalna. W latach 90. wielokrotnie chodziłem do telewizji, łamałem komisyjnie te pirackie płyty, gadałem o tym, a i tak pamiętam, że któregoś dnia Polak [Sidney Polak, perkusista T.Love] na jakimś bazarze w Warszawie normalnie wziął telefon, zadzwonił po policję, że są goście z pirackimi płytami, także T.Love. Gliniarze przyjechali, zarekwirowali im ten towar i ich puścili, bo to była tzw. niska szkodliwość społeczna. Tak było w latach 90., kiedy piractwo było, że tak powiem, wizualne, czyli stali goście na bazarze i handlowali skopiowanymi płytami artystów. Wtedy jeszcze nie było internetu w Polsce. A T.Love był, jak zresztą wiele innych zespołów, piratowany na potęgę. Szczególnie ucierpiały takie nasze płyty jak "Pocisk miłości", "King" i potem nasza składanka "BesT.Love", która ukazała się na stadionie w innej wersji. Wówczas prawa autorskie były uregulowane. Teraz mamy internet i brak zasad.

Poruszony kradzieżą płyty Kultu Jurek Owsiak myśli o debacie w Akademii Sztuk Przepięknych na najbliższym Przystanku Woodstock, dotyczącej ściągania z sieci.

- Bardzo dobry pomysł! Bo każdy małolat myśli, że kiedy coś jest w internecie, to można sobie wziąć. Akurat w tym aspekcie w Polsce świadomość piractwa jest bardzo znikoma. Mimo że są jakieś tam spoty społeczne. Pamiętam takie spoty z kina, w rodzaju "Ściągając-kradniesz" przed filmami jako reklamówką nawet nowocześnie zrobioną. Bo przegrywanie z netu to jest takie myślenie: "Nie kupiłbym pirata na stadionie, bo to jest okradanie artysty. Ale wziąć z internetu za free to przecież nie jest nieuczciwe". A to przecież to samo.

Jak z tym walczyć?

- Pierwsza droga to uświadamiać, a potem karać. Gdyby ten, co ukradł płytę Kazikowi został ukarany konkretnym wyrokiem, typu ileś tam lat, to by to naprawdę odstraszyło resztę. Byłoby dobrze, gdyby tak się stało, bo to bardzo głośna sprawa, duży zespół.

Podobny przypadek może też spotkać np. Muńka Staszczyka.

- To byłby dla mnie, podobnie jak dla Kazika, duży cios. I jestem przekonany, że gdyby moja płyta wylądowała w sieci, to moi fani, tak jak fani Kazika, też by ją ściągnęli. Dlatego Jurek Owsiak ma rację, że należy jak najszybciej sensownie o tym z młodymi na Woodstocku pogadać. I zaprosić takich, których młodzi słuchają i uważają za autorytety, typu Kazik, Grabaż, Hołdys, może ja. Nawet można się pokłócić i twardo prezentować swoje argumenty, bo ja wiem, że byłbym w stanie obronić swoją tezę, że kto ściąga z sieci moje piosenki, ten po prostu mnie okrada.

Ja sam w tej chwili dwa lata ślęczę nad solową płytą. Dziesięć piosenek wałkuję przez ten czas i jestem już blisko końca tej drogi, czyli blisko masteringu, i kończymy cały album. I teraz pomyśl: dwa lata zapierdalania, płyta równie ważna, jak ta ostatnia dla Kultu i Kazika, bo moja pierwsza solowa, i dowiadujesz się na kilka tygodni przez premierą, że wszystko jest w necie!

I.?

- Też bym się pewnie poryczał. Dlatego uważam, że należałoby z całą surowością ścigać i karać, nie mówię tutaj o stalinowskim pokazówkach, ale o informacji dla mediów, ile lat dostał koleś czy koleżanka za takie złodziejstwo i że siedzi za to w pierdlu. Wtedy do człowieka dociera, że popełnił przestępstwo.

A Ciebie Muniek nigdy nie kusiło, żeby sobie coś z sieci ściągnąć?.

- W wielu wywiadach powtarzam to, czego się nauczyłem w Anglii, kiedy byłem tam na emigracji zarobkowej w latach 80. Chciałem sobie przegrać od kolesia Angola jedną z płyt zespołu The Pogues, który był moim ukochanym wtedy zespołem. Płyta kosztowała 11 funtów, a ja zaczynałem pracować, dostałem pierwszą wypłatę i w zasadzie mógłbym ją sobie kupić. Ale zapytałem tego Angola, któremu też się nie przelewało, czy by mi nie przepalił tego. Nigdy nie zapomnę tego jak mnie zjechał: "Koleś, jesteś fanem The Pogues? To spadaj do sklepu po płytę! To tak traktujesz swój ulubiony zespół?!". I dalej mi mówił, że on ostatnie pieniądze jest w stanie wydać na płytę, ale nigdy, z szacunku do artysty, nie przegra jej od kogoś. To była dla mnie lekcja na całe życie i pointa: jeżeli kochasz jakiś zespół, to go szanuj i zapłać za krążek! Bo tak samo jak płacisz fryzjerowi za jego pracę, to kupując płytę, płacisz muzykom za ich wysiłek. To jest proste, ale nie każdy to kuma.

Czyli nigdy nie ściągałeś ani nie kopiowałeś płyt?

- Nigdy.

Wiele osób tłumaczy to w ten sposób "ściągam tylko ambitną muzykę z sieci, czyli np. Kazika, Muńka, a nie disco-polo, czyli oni powinni się jeszcze cieszyć, że wybieram ich piosenki!".

- Bezsensowne tłumaczenie. Tak samo disco-polo jest muzyką. To nieważne, czy ukradniesz Dodę, Kazika czy Krawczyka - wszystko jest złodziejstwem.