Zwycięzca mógł być tylko jeden. Messi wygrał Złotą Piłkę z przewagą, jakiej w historii plebiscytu jeszcze nie było. W głosowaniu dziennikarzy zdobył 473 punkty na 480 możliwych i, podobnie jak na boisku, zdeklasował rywali. Ubiegłoroczny triumfator Cristiano Ronaldo tym razem był drugi i otrzymał aż o 240 punktów mniej od zwycięzcy. Mizernie przy dorobku Argentyńczyka wygląda też zaledwie 107 "oczek" trzeciego w klasyfikacji Xaviego.



Ogłoszenie wyników było formalnością, bo o zwycięstwo 22-letniego Argentyńczyka byli gotowi zakładać się wszyscy piłkarze, których nazwiska zostały zapisane złotymi zgłoskami w historii dyscypliny. - W poprzednich latach wręczałem Złotą Piłkę Ronaldinho, Kace i Cristiano Ronaldo, a Messi zawsze był drugi. Wreszcie nadszedł jego czas. To najlepszy piłkarz na świecie, bez żadnego "ale" - twierdzi Brazylijczyk Pele.

"Atomowa Pchła", jak z racji niskiego wzrostu i osiąganych podczas dryblingu prędkości nazywany jest Messi, przez lata rosła w siłę dosłownie i w przenośni. Gdy urodzony w Rosario Argentyńczyk miał 11 lat i zaledwie nieco ponad 130 centymetrów wzrostu, lekarze zdiagnozowali u niego karłowatość przysadkową. Wielkie River Plate, zainteresowane sprowadzeniem nastolatka, zrezygnowało, bo koszty leczenia - 900 dolarów miesięcznie - uznało za zbyt duże. Wtedy ojciec Lionela Jorge Messi zwrócił się o pomoc do Barcelony. Skauci z Katalonii byli tak oczarowani grą filigranowego chłopca, że zdecydowali się opłacić jego kurację hormonalną i młody Messi wraz z rodziną przeprowadził się na Półwysep Iberyjski. - To był dla mnie ciężki okres. Codziennie w nocy dostawałem zastrzyki - wspominał Messi kilka lat później. Dzięki kuracji chłopiec rósł jak na drożdżach, aż jego licznik centymetrów zatrzymał się na 169, które ma do dzisiaj.

Messi wyróżniał się nie tylko niskim wzrostem, lecz także niespotykaną małomównością. Cesc Fabregas, były gracz młodzieżówek Barcelony, a dziś gwiazdor Arsenalu Londyn, wspominał, że gdy pierwszy raz zobaczył Messiego, zapytał kolegów: - Co to za koleś, co siedzi tam w rogu i się do nikogo nie odzywa?

Do dziś Argentyńczyk nie jest człowiekiem zbyt otwartym, bo ze światem woli porozumiewać się językiem futbolu. I robi to w niezwykle wylewny sposób. Jego grę porównuje się nawet do tej, którą w przeszłości zadziwiał jego rodak Diego Maradona. Przed dwoma laty gol Messiego w półfinałowym meczu pucharu Hiszpanii z Getafe był kopią pamiętnego rajdu Boskiego Diego z ćwierćfinałowego spotkania z Anglią na mistrzostwach świata w 1986 roku. Obaj przebiegli z piłką 62 metry, obaj minęli sześciu rywali z bramkarzem włącznie i strzelili w identyczny sposób, z lewej strony bramki. - Oto mój następca - stwierdził wtedy Maradona.

W tym roku Messi zdobył z Barceloną wszystko: mistrzostwo Primera División i Puchar Hiszpanii. W finałowym starciu Ligi Mistrzów z Manchesterem United ustalił wynik na 2:0 dla Barcy, zdobywając gola głową. Z dziewięcioma trafieniami został królem strzelców rozgrywek. Otrzymał również nagrodę dla najlepszego gracza. Później sięgnął jeszcze z Barcą po Superpuchar Europy. Nawet Cristiano Ronaldo przyznał: - Nikt nie zasłużył na Złotą Piłkę tak, jak Lionel Messi.

Dlaczego Messi jest najlepszy? Mówią byli piłkarze reprezentacji Polski

Mirosław Trzeciak
Jest szybki, wygrywa większość pojedynków jeden na jeden, futbolówkę ma niemal przytwierdzoną do buta. To umiejętność nieosiągalna dla innych piłkarzy. Mimo że podczas dryblingu wielokrotnie dotyka piłkę, nic nie traci na prędkości. I potrafi czytać każdy ruch obrońcy, jest mistrzem uników, rusza się po boisku jak ktoś, kto broni się przed ciosami na ringu. Te jego nagłe zmiany prędkości i kierunku biegu są dla rywali zabójcze.

Leszek Pisz
Jedną przebojową akcją potrafi rozstrzygnąć wynik meczu. Przechodzi dryblingiem gąszcz obrońców, w który inni nie wcisnęliby się nawet bez piłki. Oprócz wzrostu, ma wszystko: technikę, szybkość, zimną krew. Ale najbardziej wyróżnia go widowiskowość. Niesie kibicom radość, którą sam czerpie z występu. Dlatego to piłkarz bajeczny, artysta futbolu. Jego porównania do Maradony są całkowicie zasłużone.

Marek Citko
Mija zawodników jak tyczki. Świetnie się zastawia, nikt nie może go przewrócić. Jeden obrońca go nie zatrzyma, nawet dwóch, trzech to może być za mało. To zadziwiające, z jaką prędkością zmierza na bramkę, a jednocześnie wszystko widzi. W tej chwili to najlepszy piłkarz świata, ojciec sukcesów Barcelony, ale do Maradony jeszcze trochę mu brakuje. Jak zdobędzie mistrzostwo świata z Argentyną, to dogoni swojego mistrza i będzie piłkarzem kompletnym.