O kim mowa? Sidneyu Polaku, który w Radiu Roxy FM prowadzi program "Sidney w piątek". I jak mówi, nie zamierza spoczywać na laurach. Muzyk mieszkający na warszawskim Tarchominie idzie za ciosem i obiecuje, że nie zwolni tempa. Kolejny koncert już 9 stycznia w Pabianicach. Nam opowiada, jak czerpie inspiracje z życia w wielkim mieście.



Z Sidneyem Polakiem rozmawia Artur Tylmanowski

Dlaczego twoją najnowszą płytę nazwałeś "Cyfrowy styl życia"?

- Wymyśliłem ten tytuł na długo przed zamknięciem płyty. Wydawał mi się pojemny i fajny, dobrze oddający klimat życia trzydziestoparolatka w dużym, pędzącym mieście. Ten tytuł to taki wytrych, bo przecież nie śpiewam tylko o mejlach i esemesach. To taka zmuszająca do myślenia prowokacja. Worek, do którego wrzuciłem wszystkie historie z płyty.

W piosence "Natalia" śpiewasz o tym, jak trudno się odnaleźć w pierwszej pracy i w dorosłym życiu.

- Pisząc ten tekst, miałem w głowie obraz Amelii z filmu o tym samym tytule. Chodziło mi o dziewczynę, która ma w sobie taką dobroć jak Amelia właśnie, która ma jej wrażliwość. I nagle zderza się z dorosłą rzeczywistością. Każdy ma moment takiej inicjacji. Wyobraziłem sobie pierwszy dzień w prawdziwej pracy, nie w hufcu OHP czy parku Misia Yogi w Stanach (śmiech). Chodzi o taką normalną, korporacyjną sytuację. Czy rozsądek musi być nudny? Czy w ogóle wejście w odpowiedzialne życie musi oznaczać rezygnację z dotychczasowych ideałów? Celowo tej piosenki do końca nie dopowiedziałem, bo sam nie znam odpowiedzi na te pytania.

Powinna więc być "Amelia", a nie "Natalia"?

- "Natalia" jest najlepsza i najlepiej "siedzi" Ale bohaterką tak naprawdę jest każda dziewczyna, która ma trzysylabowe imię. Wyobraź sobie, że nagrałem 60 wersji tej piosenki! Każdą z innym, trzysylabowym imieniem! I każda z tych 60 będzie już niebawem do ściągnięcia z Orangemusic.pl.

A propos sieci. Pewnie całą twoją płytę większość ludzi ściągnie z internetu. Przeszkadza Ci to?

- To nie powód, żeby jej nie wydawać. Młodsi ściągną, starsi kupią... To jest płyta dla wszystkich. Jest na niej kilka momentów, które spodobają się młodszym, takich jak np. "Skuter", i starszym - jak "Sztorm". Płyta przestała być celem samym w sobie, teraz jest raczej środkiem dotarcia do słuchacza. Taka porcja piosenek, które pasują do siebie.

To może lepiej udostępnić ją w sieci? Wtedy więcej osób po ściągnięciu tych kawałków kupi bilety na twoje koncerty.

- Tak rozdawać to przesada. W tej chwili naprawdę niedużo brakuje mi do złotej płyty. Celem nadrzędnym jest to, żeby ta płyta weszła w ludzi. Dla mnie w ogóle sukcesem jest, że ona wyszła, że udało mi się to zakończyć, że poskromiłem swoją potrzebę dopieszczania wszystkiego w nieskończoność. Zrobiłem ją najlepiej, jak potrafiłem.

Najbardziej optymistyczny kawałek na płycie to "Wyspa Man". Przywiozłeś tekst stamtąd?

- Nie, ale to mogłaby być każda inna wyspa, chodziło mi o taki ucieczkowy klimat. Moja koleżanka znalazła mój tekst "Wyspy Man" w necie, jeszcze przed powstaniem tej piosenki, i napisała mi mejla: "Co ty tam piszesz o mojej wyspie? Ja tam mieszkam od trzech lat, więc Ci wszystko o niej opowiem". Okazało się, że na tej wyspie nie ma nic ciekawego. Jest jedno miasto, jakiś port. Ale jest też strefa bezcłowa i tam usytuowały się biura wszelkich armatorów. Podobno ok. 600 Polaków pracuje na wyspie Man. Poza tym ona słynie ze znanych wyścigów motocyklowych, bo na jej terenie nie ma ograniczenia prędkości.

Aż by się chciało uciec na Man. Zwłaszcza gdy się słucha numeru "Deszcz". W refrenie słychać "deszcz gubi ten kraj"?

- Bo Polska jest mentalnie deszczowym krajem. Ta szarzyzna, twarz taksówkarza z wąsem, chęć przerobienia cię na każdym kroku. Słaba pogoda, syf dookoła, brzydko. Nasz kraj ma jakiś problem, z historią i z tym, czy chce być na Wschodzie czy na Zachodzie. Nie ma tu za wiele pozytywnego myślenia. Narzekanie na każdym kroku, ciągła wojna o byle co. Prywata, przewał, oszustwo.

W kawałku "SOS" krytykujesz z kolei popkulturę. "Nagi czarny rap i nudny biały pop" - śpiewasz w tym numerze

- Chodziło mi ogólnie o miałkość tego popkulturowego przekazu. O to, że włączając telewizor, dostajemy produkty, nad którymi nie musimy się zastanawiać. Ta papka jest albo nudna, albo banalna. A każdy facet zawiesi oko na pięknej roznegliżowanej dziewczynie. Grabaż, Kazik, Muniek, Nosowska to są dla mnie ludzie, którzy próbują zmusić do myślenia. Chcą mi pokazać, że są w życiu rzeczy dużo ważniejsze niż tylko wypasiony dom i dobra fura w garażu.