Z Bartkiem "Bartem" Zaborowskim rozmawia Artur Tylmanowski

21 stycznia zagracie w warszawskiej Stodole specjalny koncert. Skąd się wziął jego pomysł?

- Jakieś trzy miesiące temu The Poise Rite został nominowany w plebiscycie internetowym "20latRP.pl - Pochwalmy się" w kategorii "dzieło" za pierwszy polski występ na Glastonbury Festival w 2007 roku. To taki ogólnopolski projekt, w którym zebrano największe sukcesy Polski z ostatnich 20 lat. Od słowa od słowa wymyśliliśmy, żeby zrobić zainspirowany plebiscytem koncert.



Przygotowaliście coś specjalnego?

- To ma być dosyć surowy koncert z kilkoma niespodziankami. Będzie troszkę elektroniki, wiolonczela, harmonijka i wizualizacje - czyli wszystko to, czego do tej pory nie można było zobaczyć na naszych występach. Większość kawałków to nowe utwory przygotowane specjalnie na ten koncert, będą im towarzyszyć filmy ze punktami zwrotnymi polskiej historii - będzie i o Lechu Wałęsie i o Tadeuszu Mazowieckim. Ale staraliśmy się uniknąć muzyczno-historycznego widowiska. Mam nadzieję, że przenośnie w tekstach i obrazach będą na tyle uniwersalne, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Na tym koncercie obok was wystąpi również Pati Yang. Dlaczego właśnie ona?

- Od początku wiedzieliśmy, że chcemy kogoś zaprosić. Tak naprawdę długo nie trzeba było się zastanawiać. Pati poznałem jakiś czas temu w Londynie, na jakiejś imprezie, i w sumie od razu było wiadomo, że pasuje do idei tego koncertu. Jest już w Anglii bardzo długo i też ma kilka cennych sukcesów na koncie. Poza tym cały czas jest aktywna artystycznie, udziela się w różnych projektach.

Wiem, że pracujecie nad nową płytą. Uchylcie rąbka tajemnicy i powiedzcie - jaka będzie?

- Na pewno będzie po polsku. Pracujemy nad nią od dwóch lat i z dotychczasowych nagrań wynika, że muzycznie będzie jaśniejsza od poprzedniej "Passagalii" i poszerzona o wiolonczele, harmonijkę i może trąbki. Ale my lubimy eksperymentować, więc nie wykluczam, że nagle wszystko się zmieni. Oczywiście, w miarę wolnego czasu, powstaną też wersje angielskie tych numerów, bo jak zawsze mamy swoje plany "zachodnie" oraz drugiego menedżera w Anglii.

Doszły mnie słuchy, że zespół The Poise Rite wrócił na stałe do Polski.

- Czy na stałe, tego nie wiem. Jak pomyślę o ostatnich 15 latach, mam wrażenie, że ciągle jesteśmy na walizkach. Część zespołu dalej mieszka na Wyspach, a część jest już w Polsce. Jedno jest pewne: zdecydowaliśmy się zaistnieć w Polsce trochę szerzej i mocniej.

Co z doświadczeń zdobytych na rynku muzycznym w UK chcielibyście przeszczepić na polski grunt?

- Na pewno chcielibyśmy, aby pewne rzeczy wyglądały bardziej profesjonalnie. Chyba najbardziej frustrują nas działania promotorów. Wkurza mnie olewanie młodych zespołów. Są traktowane jak zło konieczne. Na Zachodzie nie spotkałem się ani razu z takim podejściem, niezależnie od tego, czy graliśmy w dużym klubie czy w pubie. A uwierz mi, mieliśmy przyjemność pracować z ludźmi, którzy na co dzień jeżdżą z takimi zespołami jak Muse, Genesis czy działają w największych salach koncertowych.

Jaki będzie 2010 rok dla The Poise Rite?

- Mam nadzieję, że długi i ciężki. Pomimo wszystkich niedogodności mamy zamiar wydać kolejną płytę i zagrać ze 150 koncertów!