Z Tomaszem Adamkiem rozmawia Maciej Baranowski

Kiedy do Polski dotarły twoje ostatnie zdjęcia z treningów, posypały się komentarze: "przybydlił ten Adamek", "kawał chłopa z niego".

- Nie wiem, czy jestem już wielki jak bydlę, ale spory na pewno. Czuję się mocniejszy, wreszcie nie muszę kombinować z jedzeniem, morderczym bieganiem. Mogę skupić się treningu.



Masz jakiś nowy system przygotowań?

- Zawsze dokładamy coś nowego, czy to w treningu siłowym, czy typowo bokserskim. Ale o rewolucji nie ma mowy. Nie biegam już tylko tyle co kiedyś, bo nie muszę panicznie bać się o wagę.

Jednak Estrada, zresztą nie tylko on, powtarza, że wciąż jesteś "małym ciężkim" i z prawdziwym ciężkim, czyli z nim, sobie nie poradzisz.

- Przy Nikołaju Wałujewie [213 cm, ponad 140 kg] faktycznie jestem mały. Ale mam 187 cm wzrostu i ważę 100 kg. Jeśli jestem mały, to chciałbym zobaczyć tych dużych, co wołają na mnie kurdupel. Wiadomo, że przy ciężkich mierzących dwa metry i ważących ponad 110 kg będę wyglądał skromniej, ale każdy kibic boksu wie, że to nie siła czy gabaryty wygrywają walki. Estrada? Taki z niego kawał chłopa, a jest bodajże o dwa centymetry ode mnie niższy. A gadaniem jeszcze walki nikt nie wygrał.

Twój najbliższy rywal wspomina też, że go lekceważysz, bo masz już zaklepaną następną walkę z Chrisem Arreolą.

- To nie tak, że olewam Estradę i myślę już o Arreoli, braciach Kliczko i Bóg wie kim jeszcze. To po prostu następny przystanek do kolejnego tytułu mistrza. Jeśli na nim wysiądę, to prędko dalej nie pojadę.

Perspektywa tego następnego przystanku brzmi świetnie: ceniony za oceanem Arreola na antenie HBO.

- Po to wyjechałem do Stanów, żeby walczyć z najlepszymi. Najpierw jednak liczy się Estrada. Zresztą walka z Arreolą nie jest pewna, do finalizacji umowy siądziemy tylko po wygranej 6 lutego.

Z Arreolą miałbyś walczyć już 24 kwietnia, nie za szybko?

- Ta walka to wielka szansa. Nie ma co narzekać, że czasu mogłoby być więcej, tylko łapać okazję. Dwie wygrane walki przybliżają mnie do celu, jaki sobie postawiłem: mistrzowskiego tytułu w trzeciej kategorii wagowej.

Jak trenowało ci się pod okiem dwóch trenerów? Andrzej Gmitruk dogadał się z Rogerem Bloodworthem?

- Od razu przypadli sobie do gustu. Nie było problemów, że jeden drugiemu wchodzi w paradę. Raczej świetnie się uzupełniali.

W narożniku szefem będzie

- Andrzej. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej.

Skoro między wami panuje taka idylla, to skąd wzięły się doniesienia o konflikcie z Gmitrukiem?

- Czytałem o sobie już takie bzdury, że nie będę tego nawet komentował.

A jak skomentujesz to, że Andrzej Gołota znów wspomniał o rewanżu? Tłumaczy, że w pierwszej walce nie był przygotowany na 100 procent.

- Nie chcę już tego ciągnąć. Przed walką Andrzej mówił, że czuje się super. Po walce, że wszystko go bolało. Obaj mieliśmy równe szanse, wygrał lepszy. Koniec tematu.

Inny znany rodak wypowiada się o tobie znacznie lepiej. "Gdy oglądałem pierwsze walki Adamka w USA, czułem, że to chłopak, który nie ustępuje. Nie wiem, czy mam podobny charakter lub charyzmę, ale też nienawidzę przegrywać" - to słowa Sławomira Szmala, najlepszego bramkarza ME w piłce ręcznej.

- Mogę być tylko dumny, że Sławek ciepło o mnie mówi. To kawał sportowca i takie opinie tylko nakręcają mnie do cięższej pracy.

Tomasz Adamek - Jason Estrada, sobota, ok. godz. 3 w nocy, transmisje w Polsat Sport i Polsat, retransmisja w niedzielę, o 16.45 w Polsacie