Z Tomkiem Grocholą rozmawia Artur Tylmanowski

Kiedy po raz pierwszy trafiłeś na muzykę DM?

- Jako dwunastolatek. Znałem wcześniej New Model Army, Bauhaus, Killing Joke, The Cure, Kraftwerk, ale to właśnie Depeche Mode zaważył na tym, że zapragnąłem założyć grupę, która będzie grała muzykę elektroniczną. To był 1982 rok i druga płyta "A Broken Frame", a potem najważniejsza dla mnie płyta DM, czyli "Construction Time Again". Najbardziej progresywna i twórcza. Gdyby nie DM, nie byłoby Agressivy 69.



Czyli nad Wisłą fani Depeche Mode istnieli już w 1982 roku.

- Nie, wtedy nie było jeszcze subkultury depeszów. Kiedy zespół zaczął odnosić sukcesy, nad Wisłą królował punk i metal. Tu słuchanie DM było w latach 80. obciachem. Jedni mówili, że to dyskoteka, syf, inni, że to jest. za mroczne! Mnie i moich kumpli ciężko było gdzieś zakwalifikować: niby wyglądaliśmy jak punki, a słuchaliśmy Depeche Mode. Ale o płytach i plakatach Depeszy mogliśmy tylko pomarzyć. Pamiętam, że ich pierwsze albumy przywiózł mi tata z Zachodu. Słuchaliśmy też audycji Piotra Kaczkowskiego w radiowej "Trójce", wyczekując, żeby tylko puścił coś Depeszy. Dopiero po płycie "Songs of Faith and Devotion" z 1993 roku wszyscy nagle zaczęli krzyczeć, że to supergrupa i legenda.

Pamiętasz swój pierwszy koncert Depeche Mode w Polsce?

- Nie bardzo, ale wiem, że był to 1985 rok. To był ich pierwszy koncert za żelazną kurtyną, więc zapamiętali go szczególnie. Po powrocie byli podobno w szoku, że u nas jest tak samo jak w innych krajach.

Trzykrotnie byliście zapraszani do supportowania DM, ale te plany nigdy nie doszły do skutku. Jako Agressiva 69 nagraliście jednak cover numeru Depeszy "Personal Jesus". Oddaliście im hołd za inspirację?

- Nie ukrywam, że uwielbiam ten utwór. To dla mnie jedna z najważniejszych piosenek w moim życiu. Świetny tekst, świetny pomysł na promocję, świetne połączenie takich kraftwerkowskich brzmień z bluesem. Majstersztyk.

Dziś, po tylu latach, DM wciąż mają na całym świecie wiernych fanów. Na czym to polega?

- Na tym, że grają prawie 30 lat i nigdy się nie rozpadli. The Cure, Killing Joke zawieszali działalność, zmieniali składy. A Depeche Mode, najpierw chłopcy, a teraz już stateczni panowie, grają, grają, grają i oby grali jak najdłużej. Do dziś są alternatywni, ale jednocześnie zapełniają stadiony jak U2 czy Madonna.

Spotkaliście się kiedyś z Dave'm Gahanem lub resztą DM?

- Nie. Ale muzyka to spełnianie marzeń. Założyłem Agressivę 69, odwiedziłem dużo ciekawych miejsc, zagrałem przed Ministry, The Prodigy. Wszystko dlatego, że 20 lat temu słuchałem płyt DM.

Wiesz, że ludzie, którzy oglądają koncerty Agressivy 69, mówią, że "naśladujesz Dave'a Gahana"?

- Jako gówniarz wręcz się na nim wzorowałem! Ale od jakiegoś czasu już tak nie jest. Może jestem trochę podobny do lidera DM. Głównie za sprawą fryzury. Ale przecież fryzura Gahana to nic innego jak. zmodyfikowana fryzura Elvisa Presleya!