Z Hubertem "Spiętym" Dobaczewskim, wokalistą i gitarzystą Lao Che rozmawia Artur Tylmanowski

"I huknęło coś gromko na bratniej Ukrainie/I kazali każdemu łykać jod w płynie" - śpiewasz w kawałku "Historia stworzenia świata". Piłeś płyn Lugola podawany dzieciom po katastrofie w Czarnobylu?

- Wszyscy pili. Mnie rodzice wlewali go do herbaty i tak go przyswoiłem. Nie pamiętam smaku, ale do dziś wszyscy mówią, że był ohydny. To było w mojej 5 albo 6 klasie. Miałem 12 lat



Wiedziałeś, co się stało?

- Ależ skąd! Była propaganda, wszystko ukrywano, a tym bardziej takie tragedie. Wiem, że była w ogóle obsuwa z podaniem tego faktu do wiadomości publicznej. Dopiero kiedy ta radioaktywna chmura nadleciała nad Finlandię, tamtejsi eksperci od skażenia radioaktywnego zaczęli bić na alarm. I wtedy już Ruscy musieli się przyznać.

Piosenki z krążka "Prąd stały/prąd zmienny" są przesycone PRL-em. Ty jesteś z rocznika 74. i słychać, że sam jesteś tym przesiąknięty.

- Jasne! Podprogowo i nadprogowo. Pamiętam szarzyznę tamtego okresu, której bardzo nie lubiłem. Miałem jakiś taki kompleks, że żyję w komunistycznym kraju, i że tu jest brzydko i ponuro. Byłem dzieckiem, więc nie myślałem w kategoriach braku perspektyw, ale kumałem, że coś tu jest nie tak. Dodatkowo wiedziałem, że tuż obok, czyli za granicą, jest fajnie, że się wszystko zgadza i że jest kolorowo, estetycznie.

Byłeś wtedy gdzieś poza Polską?

- Z rodzicami w Bułgarii. To też było państwo z rodziny demokracji ludowej, ale jednak troszkę inne. Może dlatego, że kraj południowy, kurort. Nie było tak szaro jak nad Wisłą. Było morze, ciepło, świeciło słońce.

"Są chłopcy, których rząd ich więzi w drewutni" - fragment z otwarciowej piosenki to nawiązanie do filmu "Emil i Lönneberga" puszczanego wtedy w polskiej telewizji, ale odnosi się już do teraźniejszości.

- Byłem już w szkole średniej, jak leciał "Emil...". Matka za różne przewinienia zamykała go w drewutni, ratując w ten sposób przed wściekłością ojca. Ale my nie śpiewamy o Emilu, tylko o więzieniach CIA w Polsce, w których zamknięto niewygodnych i podejrzanych.

A "Życie jest jak tramwaj"? To też nawiązanie.

- Do Hemingway'a. Powiedział: Życie jest jak tramwaj, trzeba tylko wiedzieć, kiedy wysiąść.

W tekstach Lao Che i twoich solowych przewija się właśnie taki hemingwayowski motyw faceta sam na sam z siłami natury, jest męstwo, bohaterstwo, odwaga.

- Z tymi sprawami borykam się w życiu, takie też wzorce mam w głowie. Ale akurat Hemingwaya znam wyrywkowo.

Z tekstów piosenek wynika, że jesteś oczytany.

- Raczej mało czytam ostatnio. Natomiast zdecydowanie więcej oglądam filmów. Ale ostatnie pół roku robiłem tylko i wyłącznie muzykę. Poza tym urodziło mi się dziecko.

Skąd tytuł "Prąd stały/prąd zmienny"?

- Akurat pojawiła się na tej płycie piosenka o prądzie i w tym duchu nazwaliśmy cały album. Również dlatego, że płyta ocieka elektroniką, elektrycznością. Dużo jest na niej takich bzyków, zgrzytów, skreczy. Ona jest w pewnym sensie tak kwadratowa jak ładunki elektryczne. Coś się przyciąga, coś się odpycha, przeskakuje, następują jakieś wyładowania i zwarcia. Poza tym to nasz hołd oddany AC/DC. I bardzo się cieszymy, że nasza płyta wychodzi właśnie w roku, w którym ten zespół po 20 latach przyjeżdża do Polski.