Z Janem Borysewiczem rozmawia Artur Tylmanowski

"Miya" to miejsce kultu w japońskiej religii Shinto.

- W Japonii jest również rzeka o tej nazwie. Tytułem chciałem podkreślić fakt, że czas przemija, życie upływa.



Napisałeś o tym piosenkę. Śpiewasz "Znowu odchodzą, odchodzą gdzieś w dal/Moi kompani z dawnych lat/Czekają na mnie i wierzę, że czas/W którym tam będę, połączy nas".

- Wymienię choćby czterech najważniejszych dla mnie: Grzesiek Ciechowski, Jacek Skubikowski, Czesiek Niemen, Tadek Nalepa. Czuję wielki żal, że ich już nie ma. To nie była wesoła sesja nagraniowa. Atmosfera w studiu była bardzo podniosła. Każdy, kto brał w tym udział, czuł, że robi to w hołdzie dla człowieka, który na to zasłużył.

Twoje największe wzorce są już na tamtym świecie?

- Niestety. Kiedyś długo marzyłem, aby zagrać na jednej scenie z Tadkiem Nalepą. Udało się po latach. To było niezwykłe przeżycie.

Nie było cię jednak na poświęconym Tadeuszowi Nalepie Breakout Festiwalu

- Niestety, Lady Pank grało wtedy mnóstwo koncertów. Ale uwierz mi: bardzo chciałem.

Pewnie nieźle musiałeś się wkurzyć, kiedy cały materiał, który nagraliście został skasowany z powodu awarii w studiu

- A mnie to ucieszyło i nawet rozśmieszyło. Choć na początku wyglądało to groźnie - przepadła wspaniała improwizacja trzech kolesi, którzy w studiu "szyją na żywo". Czekaliśmy półtora miesiąca, żeby to odzyskać, ale nic nie dało się uratować. Wtedy powiedziałem Wojtkowi Pilichowskiemu i Kubie Jabłońskiemu, że musimy jeszcze raz wejść do studia oni powiedzieli: "Super! Zagramy sobie to jeszcze raz".

Czyli ta "Miya" jest jeszcze lepsza od pierwowzoru?

- Lepsza to może nie, bo to już zostało tak przygotowane, że nawet w środku nocy potrafilibyśmy z marszu zagrać cały materiał. Dopisałem jednak na cześć nowych nagrań numer "Dla Kuby i Pilicha". Zaprosiłem też genialnego wokalistę, jakim jest według mnie Piotr Cugowski [wokalista grupy Bracia, syn Krzysztofa Cugowskiego], który zaśpiewał w "Masz się bać".

Lubisz grać z młodym muzykami?

- Chodzi ci o "Jak oni śpiewają" z Polsatu? Tam oceniałem głównie aktorów. Dla mnie i dla nich to była zabawa. Ale w programie "Nowa generacja" emitowanym w TV4 faktycznie szukałem prawdziwych nadziei. Owocem tych poszukiwań była Ula Rembalska z zespołu The Boogie Town. Zaśpiewała ze mną jeden utwór i tak mnie zachwyciła, że obiecałem jej udział na solówce. Słowa dotrzymałem. Ulę słychać w utworze "Pajacyk".

Dwa miesiące temu w Warszawie grała Pati Yang. W wywiadach opowiadała, że miałeś na nią bardzo duży wpływ. Widzieliście się wtedy w Warszawie? Doczekamy się kiedyś waszych wspólnych nagrań?

- SMS-ujemy, dzwonimy do siebie, często spotykamy się w Londynie. Ale na razie planów nie mamy, nie warto robić nic na siłę.

A najnowsze plany - płyta Lady Pank.?

- Teraz chcemy odpocząć, bo zarówno Janusz [Panasewicz], jak i ja wydaliśmy solowe albumy. Może jesienią przyszłego roku Lady Pank wyda płytę.

Czego słucha prywatnie Jan Borysewicz i czego w tym roku posłucha na żywo w kraju i za granicą?

-Chciałbym pojechać na AC/DC, Metallicę i zestaw, który przyjeżdża z Metallicą.

Przed Metallicą zagra polski Behemoth.

- Nawet nie wiem, co oni grają. Słyszałem, że jest taki zespół, ale nie miałem możliwości tego posłuchać. Może teraz się uda.

Grają metal. A ty, mając 17 lat, powiedziałeś: "W wieku 40 lat będę grał heavy metal". Dotrzymujesz słowa?

- Jasne! Mam 55 i dalej gram ostro! Na wyciszenie mam jeszcze dużo czasu. Ale myślę już o wieńczącej karierę płycie, jako Jan Borysewicz,. Bo nie wiadomo, ile jeszcze będzie mi dane grać.

Rozmowa przeprowadzona przed 10 kwietnia 2010.