W Poznaniu potrzeba 537 mln zł, we Wrocławiu - 853 mln zł, 864 mln zł - to wydatki w Gdańsku, a aż 1,915 mld zł w Warszawie. Kwoty są zawrotne, ale polscy kibice wreszcie nie będą musieli zabierać na mecze lornetek. Poza tym na trybuny bez trudu dotrą osoby niepełnosprawne, obok imprez piłkarskich na stadionach odbywać się będą wielkie koncerty, a na miejscu do dyspozycji będą restauracje, kina, fitness kluby. Wszystko spodoba się nawet ekologom.



UEFA powie "sprawdzam"

Pierwszy z architektonicznych cudów gotowy będzie już za miesiąc. Jesienią w Poznaniu, podczas oficjalnego otwarcia obiektu, reprezentacja Polski ma zagrać z jedną z czołowych drużyn świata. Którą? - Mówiło się o Francji lub Holandii, ale na razie nic nie wiadomo na pewno. Najlepsi koncentrują się teraz na mundialu w RPA, a nam zależy na ściągnięciu mocnego zespołu, dlatego rozmowy są zawieszone - mówi "Metru" Marta Szymańska z Polskiego Związku Piłki Nożnej. Pewne jest jedno - w Poznaniu, tak jak we Wrocławiu, w Gdańsku i Warszawie (tu w meczu otwarcia Polska zagra 6 września 2011 roku z Niemcami), jeszcze przed rozpoczęciem Euro 2012 muszą odbyć się dwie duże międzynarodowe imprezy.

- Może być mecz, a może i koncert. Ważne, by stadion się zapełnił, przy obsłudze wydarzenia pracowała telewizja, żeby było dużo kamer i ruchu. Delegacje UEFA, które przyjadą do Polski, na pewno dokładnie wszystko sprawdzą - mówi Wojciech Rokicki, który czuwa nad naszymi stadionami z ramienia odpowiedzialnej za organizację Euro spółki PL 2012.

UEFA na przeprowadzenie testów, m.in. szybkości opuszczania obiektu - bezpośrednio po meczu wszyscy kibice muszą znaleźć się poza obrębem stadionu w ciągu ośmiu minut - potrzebuje roku. I dostanie go, bo ostatnia z polskich aren turnieju - wrocławska - będzie gotowa pod koniec czerwca 2011 roku.

Dla kibica i Ben-Hura

Wszystkie obiekty będą w pełni przystosowane dla potrzeb niepełnosprawnych. Strona polska konsultuje się ze stowarzyszeniem niepełnosprawnych kibiców z Anglii, współpracuje także z organizacją CAFE, stworzoną pod auspicjami UEFA i działającą na rzecz niepełnosprawnych kibiców. I tak na każdym z nowych stadionów znajdzie się ponad 100 miejsc dla osób poruszających się na wózkach i opiekunów tych widzów. - Logiczne wydawałoby się stworzenie specjalnych sektorów, ale po rozmowach z Anglikami wiemy, że niepełnosprawni nie lubią takich rozwiązań, bo przez nie czują się wyalienowani. Dlatego u nas specjalne miejsca będą na każdej trybunie - mówi Rokicki.

Tych, którzy mają problem z poruszaniem się, od specjalnie przygotowanego miejsca parkingowego przed stadionem do jego bram mogą przetransportować wózki golfowe. Potem można liczyć na pomoc kompetentnej obsługi.

Udogodnienia przewidziano też dla osób niedowidzących. Wystarczy, że kupujący bilet zaznaczy, iż potrzebuje systemu słuchawkowego. Dzięki niemu usłyszy komentarz osoby specjalnie przeszkolonej w zakresie relacjonowania meczu dla osoby niewidzącej. Więcej - dzięki sygnałom dźwiękowym każdy bez trudu znajdzie drogę choćby do toalety. Na obiekcie będą też komunikaty w alfabecie Braille'a - w windach, na poręczach prowadzących od wind na trybuny, na ścianach i w pobliżu krzesełek dla niewidzących.

- Na Wembley czy Emirates Stadium [obiekt Arsenalu Londyn] jest po 700 miejsc dla kibiców niepełnosprawnych i są one regularnie zapełnianie. Niepełnosprawny boi się wyjść z domu, trzeba więc zachęcić tych ludzi, pokazać, że stadion jest przyjaznym miejscem - tłumaczy Rokicki.

Stadion przyjazny jest nie tylko dla piłki. Nowoczesne obiekty w Europie bez problemu obsługują koncerty muzyczne i wielkie widowiska. - Klub, który na co dzień jest gospodarzem obiektu, rozegra na nim kilkanaście meczów w roku. Na Zachodzie stadion działa z dnia na dzień. Niedawno na Stade de France wystawiono "Ben-Hura". Z wielkim rozmachem. W pewnym momencie po prawdziwej wodzie pływała galera, następnie pojawiła się arena do jazdy rydwanami i widzowie podziwiali tę słynną scenę - opowiada Rokicki. Efekt? Na pięć przedstawień sprzedano w sumie 300 tysięcy biletów. W ten sposób stadion zarobił kilka milionów euro.

O to, by obiekt stał się dumą miasta, miejscem chętnie odwiedzanym, a co za tym idzie przynosił zyski, dbają specjalne firmy. Na rynku światowym jest kilka wielkich spółek, które zarządzają kilkuset najważniejszymi stadionami. Już wiadomo, że we Wrocławiu w imieniu właściciela, czyli miasta, stadionową politykę prowadzić będzie jedna z trzech największych tego typu firm, czyli SMG. Podobne umowy muszą podpisać trzy pozostałe miasta gospodarze. Ale warto.

- Roczny koszt utrzymania takiego stadionu to kilkanaście milionów złotych. A dzięki dobrej pracy przychód może sięgnąć kilkudziesięciu milionów - mówi Rokicki.

Gacek i koło

Nasze stadiony mają nie tylko przynosić zyski, lecz także funkcjonować w zgodzie z przyrodą. Na specjalne traktowanie liczyć mogły już słynne żaby z Wrocławia i nietoperze z Poznania. W stolicy Dolnego Śląska przed rozpoczęciem budowy inwestor musiał wyłowić z pobliskiego stawu 500 kumaków i przenieść je do innego, specjalnie stworzonego zbiornika. W Wielkopolsce fachowcy upewniali się, czy prace nie przeszkadzają gackom żyjącym w nieodległym poniemieckim bunkrze.

Każdy stadion jest wyposażony w zbiornik retencyjny, do którego deszczówka będzie łowiona z dachu, a następnie używana do podlewania trawy oraz do spłukiwania wody w toaletach. Niemal wszystkie areny powstają w oparciu o wykorzystanie surowców wtórnych. W Warszawie do palowania użyto pozostałości ze Stadionu Dziesięciolecia, w Poznaniu zaadaptowano dawne trybuny, a we Wrocławiu całą inwestycję zlokalizowano na terenie starej, zaniechanej w latach 70.

I tylko tyle wspólnego z przeszłością będą miały nasze areny. - W 2008 roku działacze UEFA bali się, że może będziemy chcieli na nowo wynajdywać koło. Szybko przekonaliśmy ich, że wszystkie projekty przeprowadzimy w oparciu o najlepsze praktyki. Dziś jest pewne, że nasze stadiony będą miały klasę elite, czyli spełnią absolutnie wszystkie, najbardziej surowe kryteria na świecie - podsumowuje Rokicki.