Oglądałeś "Nic śmiesznego" Marka Koterskiego?

- Wiem, o co chcesz zapytać. "Drugi, drugi, wiecznie drugi".

Tak mówił bohater filmu Adaś Miauczyński. Od niedzieli wreszcie nic cię z nim nie łączy.

- Bo ile razy można być drugim? Igrzyska w Pekinie - drugi. Mistrzostwa świata w Berlinie - drugi. To już naprawdę nie było śmieszne, więc powiedziałem: koniec tego dobrego.



I w drugiej próbie posłałeś dysk na nieosiągalną dla rywali odległość 68,87 m.

- Ale wcale nie wiedziałem, że to jest nowy rekord mistrzostw Europy. Nie byłem też pewien, że jest już pozamiatane. Strasznie mnie nosiło, nerwy były ogromne do końca. Wiedziałem, że Robert [Harting - wicemistrz] jest bardzo mocny i przed jego ostatnim rzutem serducho mocniej mi zabiło.

Rzucił krócej, a potem nie podał ci ręki.

- Ogólne zasady są takie, że gratulujemy sobie po zawodach. On zrobił to dopiero po dekoracji. A właściwie tylko przybił piątkę i sobie poszedł. Mówi się trudno, obrażał się nie będę. Mam tylko nadzieję, że przemyśli sprawę. Zrozumie, że popełnił błąd.

Jak wspominasz dekorację? Taki byk jak ty wzrusza się, gdy słucha Mazurka Dąbrowskiego?

- Kurcze, to było coś wspaniałego. Po prostu mnie zatkało. Myślałem, że jestem twardzielem przygotowanym na każdą okoliczność, ale na tę przygotowany nie byłem. Zamurowało mnie i jest to jedna z chwil w moim życiu, którą najmocniej zapamiętam.

Chwilę później mówiłeś, że śpiewać ze szczęścia nie będziesz, bo nie umiesz. A jak u ciebie z tańcem?

- Pobujałem się trochę na pożegnalnym bankiecie. Fredem Astaire'm nie jestem, ale coś tam potrafię.

Piwko z przyjacielem, Tomkiem Majewskim wypiłeś?

- Tak, ale tylko po jednym i padłem. Ze zmęczenia i do łóżka. Źle znosiłem te upały w Barcelonie.

Czyli Tomek nie topił za bardzo smutków?

- Nie przesadzajmy. Zdobył srebrny medal, wielu chciałoby być na jego miejscu.

Podobno zapowiedział, że nie wpuści cię do pokoju, jak nie wygrasz?

- To prawda, zwyciężyłem, bo bałem się, że będę spał na korytarzu. W końcu z Tomkiem nie ma żartów, jest ode mnie trochę wyższy. Na szczęście zdobyłem złoto i mogłem się wyspać. Oczywiście żartuję. Śmialiśmy się po prostu, że muszę pomścić jego konkurs. Do złota zabrakło mu zaledwie jednego centymetra. Więc wypadałoby, żebym wygrał.

Słyszałem, że oprócz złotego medalu wygrałeś też jakiś zakład.

- Tak, znajomy właściciel salonu samochodowego spod Bydgoszczy, Tomek Gąsiorek, powiedział, że jak będę pierwszy dostanę białego Mercedesa klasy R. A jak mi się nie uda to będę jeździł złotym Peugeotem. No i niestety dostanę tylko tego białego Mercedesa (śmiech).

W takim razie szerokiej drogi.

- Dzięki i trzymajcie wszyscy mocno kciuki, żebym jeszcze w tym sezonie złamał barierę 70 metrów.