Z Jerzym Rogiewiczem, perkusistą zespołu Levity rozmawia Artur Tylmanowski

To prawda, że zanim narodziło się Levity spotykaliście się z Krzysztofem Pendereckim...

- Tak! Pan Krzysztof Penderecki był nauczycielem moim i Jacka (Domagalskiego, kontrabasisty Levity - red.). Przychodziliśmy do niego na indywidualne lekcje. To było osobliwe przeżycie muzyczno-gastronomiczne. Zjadłem u niego najlepszą babkę cytrynową w życiu.



Rozumiem, że Krzysztof Penderecki ma najnowszą płytę Levity i bywa na waszych koncertach?

- Na razie mamy nadzieję, że dotrze do niego płyta. Jesteśmy ciekawi, jak ją oceni.

Potem spotkaliście się z kolejną wielką osobistością, czyli Toshinori Kondo, legendarnym japońskim trębaczem, który m.in. grywał z Johnem Zornem czy Dj Crushem...

- Marta Karcz, która pracuje w ambasadzie polskiej w Japonii, widząc nas na jakimś koncercie, zapaliła się do pomysłu zorganizowania polsko-japońskiej współpracy międzykulturalnej. Skontaktowała się z Toshinorim. On przyleciał do Polski. I nagrał z nami płytę. To było przełomowe wydarzenie. Pierwszy gość na płycie i to do razu legenda międzynarodowej rangi.

Czy to prawda, że kiedy wystąpiliście z materiałem"Chopin Shuffle" na Chopin Open i w napięciu z bardzo ściśniętymi żołądkami czekaliście na to, jak zareaguje publiczność, Piotrek Domagalski nie wytrzymał i zapytał starszej pani "Czy aby nie było za głośno?", a ona odpowiedziała"Nie! Ja to bym zrobiła jeszcze głośniej".

- To prawdziwa historia. Pani pracowała za kulisami w Teatrze Wielkim i była w wieku naszych rodziców. To był dowód na to, że upodobania muzyczne nie przebiegają zgodnie z granicą wieku. To się toczy w jakimś całkowicie innym wymiarze. Pani chciała po prostu więcej czadu. I obiecała, że przyjdzie na nasz następny koncert.

Czyli będziecie jak Pink Freud: za granicą uwielbiani, w Polsce kojarzeni...

- Nasze plany są naprawdę ambitne. Chcemy się czuć jak obywatele kosmosu.

A gdyby nie było w ogóle roku Chopina, nagralibyście tę płytę?

- Mogłoby wtedy nie być możliwości zaproszenia Toshinoriego. Dużo zawdzięczamy jednak Chopinowi, bo wychodząc od jego kompozycji wpadliśmy na własne pomysły. Gdybyśmy tak naszą autorską muzykę musieli "wykręcać na lewą stronę", to pewnie nie mielibyśmy śmiałości. A tutaj nie wahaliśmy się.

Macie jakieś sygnały jak wasza twórczość odbierana jest na Zachodzie?

- Japońska firma, która chce pierwszą naszą płytę nazywającą się po prostu"Levity" wydać w Japonii. To bardzo miłe, że gdzieś tam na w ogóle innym kontynencie są ludzie, którzy chcą nas mieć w swoim katalogu. I to nie w związku z rokiem chopinowskim!