Z Adamem "Nergalem" Darskim rozmawia Artur Tylmanowski

Jak się czujesz?

- Jak młody buk (śmiech)! Właśnie jestem po czwartej chemii i tym samym kończę leczenie farmakologiczne. Można powiedzieć, że większość mam już za sobą. Liczę, że w styczniu na dobre wrócę do domu. Później już tylko profilaktyka i nabieranie sił.



Znalazł się już dawca szpiku dla ciebie?

- Tak, mamy dawcę! Kilka miesięcy agitacji i poszukiwań na całym świecie przyniosło rezultat. Nie muszę dodawać jak bardzo się cieszę!

W końcu masz bardzo dużo wolnego czasu. Co z nim robisz?

- Nadrobiłem spore zaległości w literaturze. Przed chorobą nie miałem nawet czasu żeby pójść do kina a teraz dostałem go w prezencie całe mnóstwo. Przeczytałem m.in. "Krwawy Południk" Cormaca MCarthy'ego i "Obcy w obcym kraju" Heinleina. Zabrałem się też wreszcie za Biblię. Do tej pory pracowałem z nią raczej wyrywkowo, wiedząc w którym miejscu są rzeczy, które mnie interesują. Teraz odkrywam w niej dużo kwestii, które mogą mnie zainspirować artystycznie. No i czytanie Biblii daje argumenty do dyskusji z katolikami, którzy przecież jej w ogóle nie czytają (śmiech).

Odkryłeś jakieś nowe pasje?

- Po 20 latach zacząłem grać w szachy. Codziennie musi być jedna partyjka z tatą. Gram też z przyjaciółmi, którzy mnie odwiedzają w szpitalu i z wolontariuszami ze szpitala. Poza tym bardzo dużo rozmawiam - z narzeczoną, rodziną, przyjaciółmi, fanami. I na tym w sumie mija mi każdy dzień. Wstaję o 10, sprawdzam maile, czytam, trochę pracuję, dzwonię albo spotykam się z najbliższymi, którzy mnie tutaj odwiedzają. Wieczorem odpuszczam sobie i najczęściej oglądam jakiś film a potem już tylko sen. Bardzo dużo sypiam.

Komponujesz nowe kawałki?

- Miałem do niedawna w szpitalnej celi gitarę, ale rzadko po nią sięgałem. Wielu rzeczy po prostu nie chciało mi się robić. Powiesiłem sobie w sali drążek do podciągania, ale ani razu z niego nie skorzystałem. Natomiast parę muzycznych pomysłów nagrałem sobie na dyktafon. Na razie są to szkice, nawet nie zarys nowych kompozycji. Aktualnie mam inne priorytety. Chciałbym poczuć w sobie siłę, zanim znów dokonam sonicznego zamachu na wasze świętości (śmiech).

Pewnie słyszałeś, że w czasie choroby organizacje katolickie modliły się za ciebie - tym razem niekoniecznie o twoje nawrócenie. Było ci miło?

- Życzliwość i zwykła ludzka empatia są ponad jakimikolwiek podziałami. Mam przyjaciół, którzy są głęboko wierzącymi katolikami, protestantami czy buddystami i są to ludzie, których szanuję, z którymi spędzam czas, mimo skrajnie różnych filozofii życiowych. Inteligentni ludzie nie muszą ze sobą walczyć

Akurat w czasie gdy byłeś w szpitalu, na Krakowskim Przedmieściu toczyła się taka walka o krzyż. Śledziłeś to?

- Mam tutaj w szpitalu telewizor, internet, telefon i każdy dzień rozpoczynam od przeglądu newsów. Naturalnie słyszałem też o wydarzeniach sprzed Pałacu Prezydenckiego. Smutne, że w Polsce są ludzie którzy w ten sposób dają sobą manipulować za pomocą symboli religijnych i to, że inni bezwzględnie to wykorzystują. Dużo rzeczy mnie wkurwia w dzisiejszej Polsce.

Puściłeś mimo uszu to, co pisały ostatnio o tobie i Dodzie tabloidy?

- Znajomi przekazywali mi, jak jest komentowana moja choroba albo apele Dorotki żeby rejestrować się w bankach dawców szpiku. Niejednokrotnie spotykamy się z oskarżeniami, że lansujemy się na chorobie. Jak widzę tych byłych sportowców, przebrzmiałe gwiazdy estrady i inne najwyraźniej niedopieszczone tzw. osoby publiczne, rzucające pełne jadu i frustracji komentarze pod naszym adresem, to jest mi ich żal. Usta maja pełne bogoojczyźnianych frazesów, a w sercu pielęgnują błoto. Żałość i hipokryzja.

Wszystko wskazuje jednak na to, że jesteś na dobrej drodze do wyzdrowienia. Masz jakiś cel do zrealizowania kiedy już wrócisz do sił?

- Po wyjściu ze szpitala, ze względu na terapię jeszcze przez kilka miesięcy będę nieobecny towarzysko. Ale mimo wszystko chciałbym tę energię spożytkować. Nie zdziwię się, jeśli zacznę trenować jogę albo rozpocznę naukę kolejnego języka. Mam potrzebę zrobienia czegoś nowego.

To się świetnie składa - w przyszłym roku Behemoth obchodzi 20-lecie. Będzie specjalny koncert?

- Wolałbym nie rzucać takich obietnic. Ale granie koncertów to nasz główny cel, podstawowy żywioł, od którego jesteśmy uzależnieni. Tak bardzo tęsknie za sceną, że śnią mi się koncerty. Na tę okrągłą rocznicę powstaje biografia Behemotha. W tę pracę jestem teraz najbardziej zaangażowany. Łukasz Dunaj, autor tej książki, jest gdzieś w połowie. No i pewnego dnia znowu staniemy na scenie i będziemy kontynuowali trasę, którą przerwaliśmy kilka miesięcy temu. Rok 2011 na pewno będzie pracowity.