Z Andreą Anastasim rozmawia Piotr Kalisz

Zgodził się pan poprowadzić reprezentację Polski, bo...

- Uważam, że jest jedną z najlepszych na świecie. Jestem bardzo szczęśliwy, że dostałem taką szansę. I podekscytowany, bo wiem, jak w Polsce żyjecie siatkówką. Podobne zainteresowanie tą dyscypliną w Europie jest chyba tylko we Włoszech.



Dla człowieka, który wygrywał mistrzostwo Europy, Ligę Światową i olimpijski brąz praca z kadrą Polski jest dużym wyzwaniem?

- Ogromnym. Trochę w życiu osiągnąłem, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jak coś uda ci się wygrać, to chcesz iść dalej, zdobywać nowe obszary. Dlatego wciąż jestem głodny sukcesu. Tak jak i wy.

Po nieudanych mistrzostwach świata presja wyników jest ogromna.

- Oczywiście. Wiem, że łatwo nie będzie. Przed nami dwa bardzo ważne dla polskiej siatkówki lata. Po pierwsze finał Ligi Światowej, który odbędzie się w Polsce, po drugie mistrzostwa Europy, a po trzecie - kwalifikacje do igrzysk olimpijskich. Londyn jest moim głównym celem, nie może zabraknąć tam Polski. Postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy, by na każdym polu wasza reprezentacja pokazała się z jak najlepszej strony.

Ale doszły pana słuchy, że część siatkarzy wolałaby odpuścić Ligę Światową?

- To jest poważny problem. Rozumiem zawodników. Ligowy terminarz jest bardzo napięty, wiem, że grają po dwa mecze w tygodniu i mogą być zmęczeni. Zdaję sobie także sprawę, że po zakończeniu rozgrywek będą zasługiwali na odpoczynek, regenerację fizyczną i psychiczną, a czasu między zakończeniem PlusLigi, a startem LŚ jest niewiele. Będziemy musieli znaleźć jakieś rozwiązanie korzystne dla obu stron.

Będzie pan rozmawiał o tym z zawodnikami?

- Muszę ich wysłuchać, a oni mnie. Wiem, że dla zawodników LŚ nie jest tak ważna jak igrzyska, czy mistrzostwa Europy, ale jest coś takiego jak system przygotowań, którego też trzeba się trzymać. Siatkarze muszą poznać moją ideę prowadzenia drużyny. Liczę, że się dogadamy.

A zna pan jakieś polskie słowa?

- Jeszcze nie. Ale od dziś zaczynam naukę (śmiech).

Wiadomo już, który polski trener zostanie pana asystentem?

- Musicie się uzbroić w cierpliwość, bo o tej sprawie będę jeszcze dyskutował z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. Decyzję ogłosimy w stosownym czasie.

Od czego rozpocznie pan pracę?

- Na razie w Polsce zostaję cztery dni. Oprócz sformalizowania umowy ze związkiem, czyli podpisania kontraktu zamierzam pojechać do Rzeszowa na mecz Resovii z Sisleyem Treviso [półfinał Pucharu CEV - red.]. Chcę oglądać jak najwięcej polskiej siatkówki.

Polska nie zgotowała panu gorącego przyjęcia...

- Spodziewałem się takiej pogody. Wiem, że dziesięć stopni na minusie o tej porze to u was normalka (śmiech). We Włoszech jest cieplej, ale nie pogoda jest najważniejsza tylko siatkówka.

Co jeszcze wie pan o Polsce?

- Jeszcze niewiele, ale mam sporą wiedzę na temat polskiej siatkówki. W tej chwili cała moja głowa jest wypełniona tylko nazwiskami waszych siatkarzy.