Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu. Wokół mnie jak okiem sięgnąć faluje dolnośląski rzepak. Biała optima, samotny żagiel na horyzoncie, płynie przez to morze rzepaku. Nie muszę się przejmować niczym.

RĘCE NIE PRZY SOBIE!

- Pi, pi, pi, piiiiii! - karci mnie samochód. Piszczy jak oszalały. O co chodzi?! "Połóż ręce na kierownicy", dostrzegam komunikat na desce rozdzielczej. Chyba faktycznie trochę się rozleniwiłem. To jednak nie jest jeszcze samochód autonomiczny, sam nie zawiezie mnie do Czech, choć ma systemy, które chętnie zdejmą ze mnie najnudniejszą część prowadzenia. Aktywny tempomat utrzyma prędkość i dystans do auta przed tobą. A system "lane assist" nie tylko ostrzeże cię przez niezamierzoną zmianą pasa, ale sam skoryguje kurs na łagodnych łukach drogi. Ale jeśli wyczuje, że nie dotykasz kółka, po kilku sekundach przypomni ci, że to ty jesteś sternikiem tej jednostki. Wystarczy jednak wtedy położyć palec na kierownicy i lekko ją nacisnąć. Auto wie, że nie śpisz. Ty wiesz, że ono samo się prowadzi. Zadowolenie po obu stronach.

PARYŻANKA DLA MENEDŻERA

To wszystko naprawdę sprawia, że jazda nową optimą, zwłaszcza na drogach ekspresowych, przypomina nieco rejs jachtem. Jachtem nowoczesnym i - dodajmy - całkiem luksusowym. Kia zrobiła niesamowity postęp, jeśli chodzi o wygląd swoich aut. Optima ma ładną linię, która mnie przypomina nieco dobre lata aut francuskich. Jest jak paryskie kobiety - zgrabna i elegancka, doskonale zadbana, ale z naturalnym wyglądem, bez niepotrzebnej ekstrawagancji. W sam raz dla kadry menedżerskiej, a przecież to dla jej przedstawicieli wymyślono to auto. W środku jest bardzo przyzwoicie wykończona i naprawdę komfortowa. Dzięki dodatkowym opcjom (dwustrefowa klimatyzacja, wentylowane skórzane fotele, panoramiczny szyberdach) nie czułem żadnego znużenia jazdą nawet po wykręceniu prawie 1000 km jednego dnia.

To było najbardziej zdumiewające. Cały dzień w aucie, a ja czułem się mniej zmarnowany, niż gdybym leciał Ryanairem z Warszawy do Wrocławia.

Kia Optima

REJS PRZEZ POLSKĘ

I właściwie - gdyby nie zwiedzanie i posiłki - w ogóle nie musiałbym się zatrzymywać. Tak, tak! Optima ma 70-litrowy zbiornik paliwa, a w trybie "Eco" testowany przeze mnie diesel palił poniżej 7 litrów na stówkę (w większości na trasie, ale z elementami jazdy miejskiej). Czyli na jednym tankowaniu spokojnie dasz radę przejechać ponad 1000 km.

Mógłbym, rzecz jasna, wybrać tryb "Sport", ale trochę nie ma to sensu. Optima to po prostu nie jest sportowe auto i nigdy nie będzie. Nawet kiedy zjeżdżamy z autostrady na kręte drogi Pogórza Kaczawskiego, lepiej ustawić tempomat na spokojną jazdę i, rozkoszując się widokami, płynąć przed siebie.

Albowiem navigare necesse est - żeglowanie jest rzeczą konieczną.